Stawiała niepewnie kroki na kamiennych schodach klatki. Trzymała się kurczowo drewnianej poręczy. Zmysłami rejestrowała każdy szczegół, który ją przytłaczał. Wreszcie dotarła na drugie piętro kamienicy, przeszła korytarzem obok wielu drzwi. Kolorowych, obdrapanych z farby i starych. W powietrzu unosił się zapach kurzu. Zapukała do drzwi i od razu weszła do mieszkania.

– Cześć – powiedziała radośnie. – Hej, masz dobry humor widzę. – No pewnie, tak dawno się nie widzieliśmy. – Fakt, ale miałem trochę roboty.

Mieszkanie, w którym się spotykali należało do jego babki, która nie wyrażała zgody na jego wynajem, remont czy cokolwiek innego tłumacząc, że to jej wspomnienia. Więcej >