Cisza i mrok panowały w bloku jednej z wielkomiejskich dzielnic. Ulica, przy której mieszkała była pogrążona w głębokim śnie, osiedla takie jak te nazywano sypialniami, ponieważ zawsze znajdowały się na obrzeżach dużych miast. Karetka jadąc i wyjąc wniebogłosy wyrywała uliczkę z letargu, kolejno blok po bloku, a w oknach mieszkań zapalały się światła. Ciekawscy ludzie zerkali zza firanek żądni nowej, osiedlowej sensacji. Pojazd zatrzymał się przed jedną z klatek, syrena ucichła w końcu i już tylko wirujący niebiesko-czerwony kogut zalewał uliczkę swym blaskiem. – To tu – powiedział wysoki, barczysty mężczyzna do drugiego nieco niższego, ale za to przystojniejszego. Ten Więcej >