Króliczek wyszedł z norki i popatrzył na drzewo, które rosło w sąsiedztwie jego poletka. – Ale lipa… – powiedział wgapiając ślepka w ostatni liść, który na jego widok spadł z gałązki. – Owszem, lipa – wymamrotał prosiaczek. – Idziesz gdzieś? – Uhm. Do Rokity. Sprawę mam – odparł. – Ubierz czapkę i szalik. – Ale jest 10 stopni… – zawył jak raniony łoś. – Nie szkodzi. Potem znów będziesz prychał i gil po pas będzie ci wisiał z noska.

***

– Rokita! Hej Rokita! – darł się, patrząc z niepokojem na domek czarownicy. – Wychyl no swą kosmate pyszczydło. Sprawę mam. Więcej >