Szłam obok Niego w ciszy. Jakby mnie prowadził na smyczy, a nawet można by powiedzieć, że już przywiązywał mnie do siebie niewidzialnym sznurkiem, którego jeden koniec trzymał On, a drugi wrzynał się zgrabnie zawiązaną kokardką na serdecznym palcu prawej ręki. Podążałam za cudownym dźwiękiem jego głosu jak te szczury, które za muzyką wydobywającą się z fletu szczurołapa szły w opowieści braci Grimm.

Tylko, że ja miałam świadomość tego do czego ta wędrówka może mnie doprowadzić. Czułam się trochę jak Alicja, którą właśnie prowadzono do krainy czarów. Albo nie. Znacznie gorzej, czułam się jakbym stała przed furtką do tajemniczego ogrodu… do zakazanego Więcej >