Słońce już dawno zaszło za horyzont, a na bezchmurnym niebie zaroiło się od gwiazd. Chłodny powiew powietrza prześlizgnął się po karku w miejscu, w którym skórzana obroża niedawno odgrzała swoje znamię. Kojący chłód odbił się mrowiącym dreszczem po ciele wzdłuż kręgosłupa, pieścił zmysły nienamacalnym smakiem, głaskał skórę naznaczoną… Mentalnie, przynależnością, oddaniem, pragnieniem, pożądaniem… Zapachem kawy… Naznaczoną zapachem juty.

Zeskoczyłam z podestu klatki, w kilka kroków dopadłam do furtki. Szłam zanurzona po same uszy w morzu odczuć, płynęłam endorfiną, ociekałam spełnieniem, tryskałam radością., ale twardo stawiałam krok za krokiem… Przestawałam je kontrolować, a wkrótce przestałam patrzeć pod nogi, szłam delikatnie kołysząc się Więcej >