opowiadania

kłamstewka, malutkie takie

Najczęstsze kłamstwa sadystów/ek.

– Nie będzie bolało. To jedno z najczęstszych kłamstw jakie można usłyszeć z ust sadysty lub sadystki. Dziwnym trafem zawsze jednak ta czynność boli jak pięć skurwysynów…

– Przecież to nie boli aż tak. Kolejne zdanie, które potrafi zrobić sieczkę z mózgu, zwłaszcza jak pewne części ciała pulsują gorącym bólem i nie ma się ochoty ruszyć tyłka z zimnej podłogi…

– Tylko raz. Uhm, jasne. Raz… x2 bo pośladki są dwa. Dziwnym sposobem i tak będzie trzeba poprawiać, bo dźwięk nie taki, bo reakcja nie taka, bo za mało krzyku, emocji albo łez, albo po prostu za delikatnie.

Więcej >

epidemia :D

Obudziło mnie jakieś stękanie, przetarłam oczy, podniosłam głowę żeby zobaczyć która jest godzina. – 8.30 – sapnęłam. – Co ty tak marudzisz? – Tak źle to się jeszcze nie czułem – powiedział tonem wskazującym na melodramat. Wstałam, pofatygowałam się po termometr. – Masz, zmierz gorączkę – powiedziałam, podając mu elektryczny, zielony patyczek. Popatrzył na mnie błagalnym wzrokiem… – Nie wiem gdzie jest pacha – powiedział, a ja już miałam ochotę wsadzić mu ten naszpikowany elektroniką bajer w tyłek. Przewróciłam oczami, umieściłam termometr pod pacha i poszłam zrobić sobie kawę. Wróciłam po chwili, zielony cud techniki piszczał sygnalizując gotowy pomiar i Więcej >

sadomasochistyczna miłość

Ptaszki raźno świergotały. Królik oglądał zniszczoną korę nad wejściem do norki. – Piękną wiosnę mamy tej zimy – zamruczał pod nosem. – Rokita. Podły, wredny Rokita. Flet mu przytnę, cieniej ćwierkać będzie – splunął na bok. – Kim jest Rokita? – Królik się obejrzał będąc lekko w szoku. Biedronka stoi, cała w kropki i się przygląda, minę ma srogą już zaczyna tupać nogą. – A to ty nie wiesz? – No pytam. Powiedz. – Nie mogę. Obowiązuje mnie tajemnica – już, już miał powiedzieć spowiedzi, ale uznał to za mało śmieszne. – Co cię tak ten Rokita ciekawi? – złapał Więcej >

reklamacja

*Z dedykacją dla Rokity :D*

Siedział królik w swojej małej norce, odwrócony ogonkiem do wejścia oddawał się jakiejś bazgraninie. Nawet nie zauważył kiedy, a Rokita wepchnął swój włochaty pysk w otwór wejściowy, rogiem zarysował korę drzewa pod którym mieszkał króliczek.

– Jak tam, co tam? – wyszczerzył swoje trójkątne zębiska w szczerym uśmiechu. Wyglądał przekomicznie z twarzą ledwo mieszczącą się w drzwiach do norki. – Dobrz… – odpowiedział nie zaszczycając Rokity nawet przelotnym spojrzeniem. – Co tam skrobiesz? – Coś. – Taki zawzięty? – Uhm. – Jakis tajemniczy się zrobiłeś. Gadaj! Ug, ug. Bo kulką rzucę! – A spróbuj! – nastroszył futerko Więcej >