W zasadzie to nikt nie zauważył, a tu właśnie minął kolejny rok w miejskim lesie. Wszystkie zwierzęta szykowały się do obchodów grudniowych świąt… No… Prawie wszystkie.
– Ja już wszystkie orzeszki powiązałam wstążką w listopadzie! – krzyczała wiewiórka spierając się z jakąś głupią kurą o wyższość orzeszków nad robakami.
– Gdzie jest królik, gdzie jest królik?! – darła dziób sroka.
– No właśnie! Gdzie królik?
– Gdzie?
– Królik?
Rozbrzmiał echem las.
– Jaki królik? – zainteresował się borsuk.

Borsukowi nie dawało to spokoju. Wprowadził się do miejskiego lasu pół roku temu i nie widział żadnego królika.
– Ej! – krzyknął do sroki. – Ty wiesz co to za królik?
– Królik? – usiadła na gołej gałęzi. – Znam, a znam królika. A co od niego chcesz?
– A co mogę chcieć?
– Dostać w dziób, ale Ty nie masz dzioba, więc to może być dość trudne. KRRAAAA!! – wydarła się.
Borsuk się zakłopotał, nie chciał wyjść na niegrzecznego, ale postać królika go intrygowała.
– A to ten królik taki groźny?
– A to zależy.
– Od czego?
– To, to zielone… Smoczyca znaczy. To przy niej królik jest grzeczny i potulny, ale jak jej nie ma… To szaleje.
Borsuk nastroszył futro, uznał królika za niepoczytalnego i jakiegoś takiego no… Jebniętego.

****
– Uszaty! Posprzątaj te rozlane plemniki – krzyczała na niego kotka.
– Uczę się. Nie widzisz?
– Okej, ale po co Ci łopata?
Królik miał minę jakby właśnie do niego dotarło, że trzyma dziwnie łopatę, że w ogóle trzyma łopatę.
– Ojej… Miałem skopać grządki.
Kotka wyjrzała za okno i się skrzywiła.
– Ta nowa praca wyprała ci mózg, wiesz?
– Eeee.
– Nie eee, tylko tak. Popatrz tylko tu – wskazała łapką na rozsypane kartki z dziwnymi zapiskami.
– No co. Zostaw. Nie wyrzucaj. Uczę się tego.
Kotka przewróciła oczami.
– Z domu nie wychodzisz.
Królik zrobił smutną minkę.
– No nie patrz tak na mnie. Prawdę mówię. Kupiłeś nasiona marchwi?
– Tak. Przez internet!
Kotka złapała się za czoło i pokręciła głową.
– No właśnie.
– Ja Ci nie wytykam fetyszów.
– A! To się teraz fetysz nazywa – oparła piąstki na biodrach.
– Weź. Bo wyglądasz jak jakaś szycha.
– Ubliżasz mi?
– Nie, no skąd. Przecież ja kocham szyszki – wyszczerzył ząbki króliczek. – Cho, pokażę Ci czego się nauczyłem.
– Chętnie.

****
Do domku królika zbliżał się borsuk. Przyglądał się tabliczkom ostrzegawczym, czytał informacje na nich zawarte bardzo dokładnie.
– Uprzejmie się prosi o niedeptanie grządek pod karą chłosty.
– Trochę słabe – pomyślał. – A co jeśli ktoś będzie chciał chłosty?
– Wiem o czym myślisz borsuk – zaskrzeczała sroka.
– Tak?
– No pewnie. Jeden spróbował. Więcej chętnych nie było.
– Co masz na myśli?
– No powiedzmy, że z osła zrobił zebrę.
– A…h…a…
– Po co przyszedłeś do królika? W dziób chcesz?
– Nie, nie. Pomyślałem, że skoro nie znam, to się przywitam, bo nie wiedziałem że istnieje ten królik.

Nagle zatrzęsła się ziemia.
– Burza? – zestresowała się sroka.
Ostatnie liście z drzew spadły, bo znów zatrzęsło.
– No jakby grzmi coś – przekrzywił głowę borsuk.
Wiewiórka spadła z drzewa, bo… Tak, tak, znowu coś zatrzęsło ziemią.
– Nie, nie. Królik się uczy – powiedziała ruda kitka.
– Uczy! Ja jestem sroka, ja wiem wszystko…
– Tak, tak… – zrobiła głupią minę za plecami sroki. – To jest sroka, ona wie wszystko.

– Zostaw to! – dobiegło z domku. – Zostaw mój kabel, przestań za nim biegać…
– Nie mogę, nie mogę – krzyczała kotka.
– Ja pierdolę i znowu to samo. Kiedyś Ci nim wpierdolę, zobaczysz – darł się króliczek.
– Miauuu – zachęcała kotka.

Mina borsuka – bezcenna.