Wierzę w przeznaczenie. Wierzę w to, że przedmioty, uczucia, ludzie, a nawet słowa – pojawiają się w naszym życiu z jakiegoś powodu. Wierzę, że ludzkie drogi krzyżują się w pewnym momencie, przez jakiś czas biegną obok siebie – razem, a potem, tak jak ludzie – rozchodzą się w swoje strony, we właściwe dla siebie kierunki.
Wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia, dotknięcia.
Wierzę, że gdy poczujemy to właściwe coś… To przepadamy. Spadamy w otchłań, wpadamy w ręce tego kogoś lub czegoś.

****

Ekscytacja, stres, ciekawość… Długo by wymieniać.
Każdy mógłby sam sobie wymienić kilka emocji, które pojawiają się u niego w takich chwilach… Ale nie o to chodzi, bo przecież każdy z nas doskonale zna te uczucia.
Każdy pierwszy raz taki jest. Pierwszy seks, gdy podniecenie miesza się ze wstydem i myślami o tym czy damy radę z tym wszystkim. Pierwszy wyjazd za granicę; moment w którym odrywamy stopy od ziemi – nie ważne czy właśnie startuje nasz samolot, czy pierwszy raz wisimy w linach. Pierwsze ciasto włożone do piekarnika. Pierwszy dzień w nowej pracy… Pierwszy zachód słońca w górach albo nad morzem.

Ta euforia. Ta fala błogostanu.
To uczucie, które się wlewa w człowieka i płynie do wszystkich zakończeń nerwowych. Ten moment, gdy przeżywamy piękno chwili całym sobą.
Moment odrzucenia, obrzydzenia, strachu.
To uczucie, które oślizgłym zimnem spływa wzdłuż kręgosłupa…

Nigdy nie wiesz, które z tych odczuć poczujesz wewnątrz.

Ja też nie wiedziałam. Natomiast byłam ciekawa, chciałam tego dotknąć, wypróbować. Szukałam sposobu, żeby to mieć, żeby to poczuć, a jednocześnie strasznie się wstydziłam tego, czego chciałam. Nie potrafiłam mówić o tym otwarcie i momentami nadal nie potrafię. Zawstydza mnie to.
A gdy ktoś z tego żartuje, to się uśmiecham. Natomiast wewnątrz mnie – palę wsie, grabię, gwałcę i ścinam tym ludziom głowy, które z mlaśnięciem spadają na klepisko i radośnie toczą się znacząc krwią ścieżki wśród pożogi… Wtedy mój uśmiech nabiera szczerości. O tak…

Pamiętam ten dzień, w którym to dostałam.
Byłam bardzo przejęta. Nie byłam wstanie się skupić na rozmowie z kolegą, którego nie widziałam dwadzieścia lat.
On to miał. On to znał. To dzięki niemu mogłam to poznać w kontrolowanych warunkach.

Nic o tym nie wiedziałam. Godzinę siedziałam i tylko patrzyłam. Próbowałam dotykać i cofałam rękę.
Potem schowałam, przerażona tym co czułam.
Ekscytacja mieszała się ze strachem.
Pragnienie mieszało się ze stresem.
Chęć dotknięcia, lęk przed zepsuciem…
Ciekawość. Myśl – a co jeśli mi się nie spodoba?

Pamiętam ten dzień, w którym poczułam to pierwszy raz.
Pamiętam moment, w którym trafiłam w odpowiednie miejsce, w odpowiednim czasie… Pamiętam to uczucie, gdy te pieprzone drgania przeniosły się wgłąb mojego ciała. Miałam wrażenie, że wibruje mi wszystko – krew, włosy, serce i emocje… Po prostu – wibrowałam cała.
Pomruk, któremu nie jestem w stanie się oprzeć – do dziś. Barwa dźwięku, która sprawia, że dostaję gęsiej skórki… Jak pies Pawłowa – ślinię się i moczę.
Mimo ran, mimo krwi, mimo obtarć… Mimo bólu – reagowałam, zaciskałam zęby i znów wibrowałam.
Tak, wiem… Brzmi jak jakiś srogi fetysz.
I coś w tym jest…
Już wtedy wiedziałam, że to coś mnie wciągnęło… Czułam to.

– Co to jest? – spytałam jednego wieczoru.
– To twój nowy, duży wibrator – powiedziała.
Patrzyłam na pudełko zapakowane w czarną folię… Nie wiedziałam co jest w środku. Otworzyłam i popłakałam się, gdy to zobaczyłam.

Dostałam to na własność i… Odpierdoliło mi.

Momentalnie poczułam różnice. Nie chciałam już tego od kolegi. Chciałam tylko tego swojego, nie tylko dlatego, że był mój – ale może właśnie przede wszystkim dlatego, że należał do mnie… A ja do niego.
Był inny. Równie duży, równie grube miał…
Ale inaczej wibruje, inaczej się go trzyma. W inny sposób robi mi papkę kiślu z mózgu.
Intensywniej. Cholera… Bo wiecie, on sprawia, że drga powietrze, którym oddycham i wibrują mi wszystkie zmysły.

Bardziej, mocniej, szybciej, intensywniej – głębiej weszło, mocniej weszło – o mój boże – przepadałam.

****

To co trudne z czasem staje się proste, ale to co trudne – najwięcej daje też satysfakcji.
Ekstaza. Rodzaj orgazmu.
Płoń kiślu, płoń.

Biorę głęboki wdech i czuję jego obecność.
W powietrzu unosi się zapach trawy cytrynowej.
Nie potrafię wyobrazić sobie chwili, w której przestanę to czuć.
I nie chcę sobie tego wyobrażać.

‘ ):