Duże krople deszczu spadały z nieba i z hukiem uderzały o parapet zakątka kotki. Królik to się nawet cieszył, bo nie będzie musiał zaiwaniać na poletko z konewką w łapkach.
– Tej! Ciężko konewko! Dopisz tam! Trzymaj się faktów jak już się zabierasz za spisywanie moich zajebistych przygód!

Ekhem.
Duże krople deszczu spadały z nieba i z hukiem uderzały o parapet zakątka kotki. Królik to się nawet cieszył, bo nie będzie musiał zaiwaniać na poletko z bardzo ciężką konewką w łapkach (niech mu lekką będzie ta ciężka konewka). Z jednej strony się trochę martwił, że mu marchew wypłynie w strugach deszczówki, a z drugiej już podrygiwał ogonkiem na myśl, że prosiaczek będzie miał ubaw na poletku w tym błocie. Potem opadły mu uszy, bo oczyma wyobraźni ujrzał podłogę w przedsionku norki zaraz po tym jak prosiaczek wróciłby do domu.

– ♫♪ Marchewki, marchewki, tak dużo marchewek ♪♫ – rozbrzmiało z telefonu króliczka. Uszaty przeciągnął się, podrapał za uchem i sięgnął po mały czarny prostokąt z obrazkiem nadgryzionej marchwi. Szybko odblokował ekran i zerknął na powiadomienie.
– Kotka bagienna. Ale czy należycie wyprałeś jej futro? – przekrzywił łebek. – Za słabo. Należało mocniej to zrobić – czytał na głos dalej. – Ja ci chętnie pokażę jak to należy robić – króliczek patrzył w telefon i patrzył, nadal patrzył… – Powinieneś coś tam, zrób tak, srak, owak. Zawsze się znajdą tacy co będą wiedzieć lepiej co jest dla nas dobre, smaczne, atrakcyjne i fajne.
– No, a jest tam co jeszcze ciekawego? – spytała kotka. – Jakiś przepis na jedyny i słuszny kotlet z wróbla? – zaśmiała się i wygięła grzbiet w jakieś chińskie osiem po czym ziewnęła pokazując stan uzębienia.
– Jedzie ci z paszczy. Przestań żreć te ryby ze stawu – uśmiechnął się złośliwie króliczek. Kotka zamiotła ogonem.
– Tobie jedzie niemniej. To pewnie przez tą fermentującą marchew co ją popijasz wieczorami. Zobaczysz w końcu ktoś zadzwoni i się poskarży na ciebie.
– O pytają czy cię utopiłem, a nie czekaj. Podtopiłem.
– A nie słyszeli, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła?
– No ja właśnie nie wiem. Ty, a co to znaczy podtopić? – zapytał króliczek.
– To chyba tak jak topić, tylko tak trochę mniej. Wiesz, utopić, ale nie całkiem – wyszczerzyła ząbki kotka.
– Topienie w bagnie… To takie wciągające – stwierdził rzeczowo króliczek. – Będzie trzeba liczyć gałęzie, bo jak będą nieparzyste to nie tru drzewo – zaczął szybko poruszać głową i zrobił dziwną minę.
– Co ty się tak trzepiesz?
– Kleszcze, pchły i inne robaki, oblazło mnie to to chyba – powiedział i zaczął się czochrać łapą za uchem. – Następnym razem trzeba coś pomyśleć o jakiś szczepieniach ochronnych.
– Hry hry hry. Nie wiedziałam, że możesz tak wysoko zadrzeć nogę – parsknęła kotka.
– A mogę! – krzyknął królik i spojrzał pełnym pogardy wzrokiem mówiącym „poczekaj, a zobaczysz – o ile dożyjesz”.

****

Dojechali na miejsce żukiem kotki w kilka minut, nawet z lasu za bardzo nie wyjechali.
Króliczek stał pod wielką czerwoną tabliczką z namalowanym jakimś białym napisem i orzełkiem. Oparł łapkę o biało-zielony szlaban.
– Ej, tu chyba nie wolno im – zrobił smutną minkę króliczek.
– Wolno, wolno, tylko ostrożnie i po cichutku, pomalutku – odpowiedziała kotka wygrzebując z bagażnika wielki tobół gratów.
Przeszli za szlaban, a za nim jakby zupełnie inny świat, soczysta zieleń upstrzona białymi i fioletowymi kwiatkami przywitała ich wiosennie.
Im głębiej wchodzili w zarośla tym bardziej wydawało im się, że powietrze jest czystsze, lżejsze i bardziej pachnie niż śmierdzi.
– Oj! – pisnął króliczek włażąc łapką w przemoknięty kawałek trawy – uważaj, mokro.

Teren mocno podmokły, a ścieżka którą szli przypominała groblę… Może kiedyś nią nawet była. Dziś miała bardzo nieregularny kształt, czasami trzeba było skakać przez kałuże albo przeciskać się między drzewami. Jednak uroczysko, w którym się znaleźli było tak atrakcyjne wizualnie, że króliczkowi nie przeszkadzało ubrudzone futerko.

– Ładnie tu – powiedział króliczek. – Wyobraź sobie, że wpadamy tutaj w okolicach lata, zwiążę cię i zostawię na trochę na tych mokradłach… – klasnął w łapki.
– Wrócisz i zastaniesz szkielet, bo mnie mrówki i komary zjedzą – żachnęła się.
– Oj tam, oj tam! Będzie zabawa! – pisnął.
– Bynajmniej. Ale może ciebie? Wysmarujemy miodem i zostawimy z powiązanymi skokami tak byś się nie mógł podnieść z ziemi.
– Boli mnie. Na samą myśl mnie boli. X czasu spędzonym w futomomo na zimnej i mokrej ziemi na dodatek cały w miodzie. Brrr.
– Oj, jak bardzo, bardzo, bardzo nie byłoby mi przykro.
Królik spojrzał na kotkę z bardzo groźną miną.
– No nie pusz się tak, przecież nie jesteśmy wariatami.
– Wiem.
– To co się dąsasz?
– A bo ja sobie tak myślałem – międląc koniec sznurka. – Że jakie piękne zdjęcia można by… Jakbym cię tak w tym bagnie sponiewierał – króliczek wiązał już kotkowe łapki. – Taką brudną, ubłoconą, mokrą, potarganą z patykami w sierści i tymi gnijącymi liśćmi – wskazał łapką na stojącą wodę.
– Śmierdziałabym całą drogę powrotną…
– No właśnie wiem, nie przygotowaliśmy się na poniewieranie w bagnie – posmutniał. – Ty! Ale wyobraź sobie. Ja cię wrzucam w to bagno.
– No, na oko to tu jest może z 15 cm.
– A pod tymi gnijącymi liśćmi kilometr mułu. No bo przecież nie wiadomo.
– Nie wiadomo – przytaknęła.
– Ty, ja cię wrzucam w te bagno, ty wpadasz po pachy. Ja pewnie oczy w słup, bo jak to tak, miało być 15 centymetrów. Drę japę, ty się nie ruszaj i dzwonię na straż leśną. Oni przyjeżdżają. Patrzą. I pytają, a czemu ta kotka w sukience takiej niebieskiej? A bo ona tak lubi, a niebieskiej bo pasowało kolorem do bagna, a ona lubi jak pasuje kolorem.
– Do bagna – roześmiała się kotka.
– I dalej w tłumaczenie się strażnikom – bo my na spacer przyszliśmy i idziemy sobie tak i nagle jakoś tak chlup za moimi plecami i ja patrzę, a kotki nie ma. A dlaczego związana? Yyyy nie była jak wychodziliśmy! Przysięgałbym – zaśmiał się króliczek. – No weź wytłumacz, że klimaty, że sznurki, że tak lubimy i w ogóle. A ty w tym bagnie bul bul, bo bagno wciąga.
– Bul, bul! – kotka prawie płacze ze śmiechu, bo królik odgrywa scenkę i gestykuluje.
– A oni, że skoro się sama związała, to niech się sama rozwiąże. A ja na to, że juta, że nie-dy-ry-dy i dawaj nura do wora w poszukiwaniu nożyczków. I nagle, że nie mamy nożyczków! Weź im wytłumacz.
– No bez nożyczków to lipa w plener.
– No lipa, przegryzałbym. Trochę szkoda sznurka, ale trudno. Trza to trza.
– Weź, nie mów tego głośno.
– Ale czego? Że szkoda sznurka?
– Nie, że nie ma nożyczek na plenerze. Zaraz powiedzą że to nieodpowiedzialne.
– Bo niezabieranie nożyczków jest nieodpowiedzialne – napuszył się.
– Ale masz je? Prawda?
– Niech to będzie moja słodka tajemnica – uśmiechnął się wrednie króliczek.
– Ejjj! Tak nie można!
– Co ej! Nie szczerz się tak. Pokaż jak cierpisz! O tak lepiej!
– Farsa z klimatów. No farsa z klimatów…
– Zadzwoń do TOZu i się poskarż.

****

Wpadli równo do nory. Zdążyli tylko zamknąć za sobą drzwi i rozpadał się deszcz, zaczęło grzmieć i dąć.
Deszcz padał równo i nie oszczędzał poletka króliczka. Królik to się nawet cieszył, bo nie będzie musiał zaiwaniać za domek z bardzo ciężką konewką w łapkach.

– Hej! Z tą konewką to i tak mnie pewnie by pognał, więc tam zapisz, bliżej prawdy będzie – krzyknęła kotka.
– No! I dopisz tam jeszcze, że w tym błocie na polu wytarzam kotkę jak tylko przestanie padać.
– No! Koniecznie to dopisz, że mnie wytarza w tym błocie, bo potem się wyprze i będę musiała dzwonić do rzecznika praw bardzo grzecznych kotków.
– Potem to nogi śmierdzą!
– To też, mimo że to prawdy ludowe – wyszczerzyła ząbki kotka.

Wpadli równo do nory. Zdążyli tylko zamknąć za sobą drzwi i rozpadał się deszcz, zaczęło grzmieć i dąć.
Deszcz padał równo i nie oszczędzał poletka króliczka. Królik to się nawet cieszył, bo nie będzie musiał zaiwaniać za domek z bardzo ciężką konewką w łapkach. Pewnie i tak wykorzystałby kotkę w tym podlewaniu…
Wiecie co?
– Co? – zapytali chórem.
Myślę, że sami powinniście spisywać swoje przygody i nie powinniście się przejmować tym co mówią inni – wiedzący lepiej, bo to są wasze przygody, odczucia i emocje. Wy to czujecie, to jest wasze. Idźcie i realizujcie się tak jak to tylko wy lubicie, bo właśnie przestało padać. I pamiętajcie. Możecie się dzielić swoim światem, ale nie każdemu ten świat będzie równie bliski jak wam.