Na niebie nie było nawet najmniejszej chmurki. Ptaki raźno świergocząc oznajmiały światu, że są już gotowe i oto tutaj, teraz i natentychmiast poszukują kandydata czy tam kandydatki do celów lęgowych.
Króliczek siedział naburmuszony na swojej ławeczce w ogródku i patrzył.
– Mogliby przestać – wymamrotał pod nosem.
Kotka spojrzała na króliczka z wyraźnie zaniepokojoną miną.
– Mogliby, na wielką marchew, przestać już.
– Ale co oni ci przeszkadzają. Bo ja nie rozumiem…
– Drą te japy. Samce, że siusiaki sterczą, że nabrzmiałe, że mają tyle, a tyle centymetrów w długości. Samice, że wilgotne szparki, gorące, że spragnione miłości, że jajka, że pisklęta. Jeszcze tylko brakuje tego by seksy zaczęli robić przez to ćwierkanie.
Kotka nie wytrzymała i parsknęła śmiechem.
– Ty ich rozumiesz? – spytała po chwili już całkiem na poważnie. – Bo ja nie.
– Uhm. Tak, ja wiem, że dla ciebie to tylko ćwierkająca przekąska.
Kotka się oblizała.
– Na wielką marchew! Ty się tak nie patrz na tego wróbla! Nie wolno ci – powiedział króliczek. – Dietetyk ci zabronił.
Kotka w odpowiedzi wyszczerzyła brzydko ząbki i wystawiła język.
– Oj tam, oj tam. Ty mi powiedz lepiej jak tam twoja terapia? – zainteresowała się.
Królik zrobił smutną minkę.
– Bez większych postępów – popatrzył tęsknie na grządki.
– Nie martw się. Urosną niedługo te twoje marchewki – poklepała króliczka po pleckach. – A i ten twój masochizm też pewno wróci.
– Marchew na pewno urośnie… Ale czy masochizm wróci? Tego to ja nie wiem i nie byłbym taki pewny. Cała ta terapia jest przereklamowana.
– Czemu? – dopytywała kotka.
– Bo budzi frustrację? No wyobraź sobie, że ktoś robi z ciebie szynkę. Wyplata z ciebie precla i jeszcze ciśnie palcem po żebrach…
– I podtapia w piwie?! – klasnęła w łapki kotka.
– Nie… Wyć ci się chce, bo cię boli. Ryczysz, bo boli. Ale boli, boli. TYLKO boli. Rozumiesz?
– No… Chyba tak.
– I ktoś staje nad tobą i zaczyna ci gadać, że ten ból to twój przyjaciel. Żebyś się z tym bólem zakolegowała, żebyś się pogodziła. Stoi i gada, żeby oddychać, żeby się uspokoić, żeby to, żeby tamto, żeby sramto – króliczek zeskoczył z ławeczki i zaczął chodzić. – Gada ci taki, że ten ból przecież lubisz, że ten ból taki fajny i miły, żeby się rozluźnić – machał łapkami. – Jak mam się rozluźnić, skoro spięcie ciała to naturalna reakcja organizmu na bodziec bólowy?! NO JAK! Kurwa… – zirytował się. – No jak? Zapomniałem… Zapomniałem jak to się robi. Nie pamiętam, nie działa… A ja się tylko denerwuję, że ból nie jest moim przyjacielem, że ból mnie boli. Rozumiesz mnie?
– Staram się zrozumieć, ale nie pomagasz mi.
– Wiesz, jakbym sam to rozumiał, to bym pamiętał i nie musiał chodzić na terapię.
– Wiesz, ale to z tym oddychaniem to brzmi nawet sensownie.
– Tak? Może… Ale pokochanie bólu już nie. No jak kochać ból. Przecież ból boli.
– Amerykę odkryłeś króliczku…
– No nie, ale popatrz. Leżysz. Wyjesz z bólu, płaczesz, krzyczysz, prawie sikasz pod siebie, bo tak bardzo boli i ktoś z głupkowatym uśmieszkiem mówi ci, że masz pokochać ten ból. Bólu nie można kochać.
– Nie no, dlaczego?
– Zastanawiałem się nawet czy usłyszę zaraz, że mam ten ból przelecieć… W końcu wiosna i wszystkim odpierdala z nadmiaru hormonów i ilości spermy w jajkach. A ja przecież nie mam jajek – posmutniał króliczek.
– Pieprzyć by lepiej pasowało. Wyobraź sobie – kotka zrobiła ruch łapką jakby chciała namalować tęczę. – Boli cię, płaczesz, walczysz. Starasz się oddychać jak w szkole rodzenia, głęboko i spokojnie i nagle ktoś ci mówi… Pierdol ten ból!
Króliczek się trochę uśmiechnął. Nawet poruszył zabawnie noskiem.
– Nie byłem w szkole rodzenia.
– No wiesz… Element edukacji u samiczek.
Sroka sfrunęła z gałęzi i usiadła na krzywym płotku króliczka.
– Spieprzaj! – krzyknął do sroki. Spieprzaj, bo ci zrobię terapię z masochizmu zaraz jak nie odlecisz znad moich marchewek!
– Ty… – trąciła królika w boczek, tak że królik się wzdrygnął. – Ja Ci mogę zrobić taką terapię i to za darmo. Nie będziesz się musiał babrać w tych wnioskach, papierkach i urzędach – uśmiechnęła się kotka.
– Oszalałaś.
– I to bez kolejki, a nie tam rok na liście z Miejskoleśnego Funduszu Weterynaryjnego.
– A potem co? Gips?
– No nie przesadzaj… W gipsie więcej będziesz ważyć.
Królik parsknął śmiechem.

****

– Chyba cię pojebało. Nie zwiążesz mi tego tak.
– Nie stawiaj się. Pamiętasz? Ból jest twoim przyjacielem – cytowała, naśmiewając się troszeczkę. – Przecież ty kochasz ból – kotka już stała nad królikiem i szczerzyła ząbki.
– Odejdź ode mnie zboczeńcu!!!! – płakał królik. – Nie podchodź!!
– Oddychaj. Auuuuuuuuuuuuuu. Nie gryź! Przecież ty to lubisz.
– Nos kulffa, tu mam piscel.
– Puść mnie – powiedziała rozbawiona. – A tu? Tu też masz piszczel?
– Też. Ahhhahahaha, o kurwa, zabiję.
– Ale teraz? To bedzie ciekawe osiągnięcie, na pewno wpiszą cię do księgi rekordów – kotka usiadła na związanym króliku.
– Yyyyhhh. Ty grubasie, złaź ze mnie. Poczekaj, rozwiążesz mnie tylko, a ja ci już pokażę. Nie! Nie! Nie dotykaj mnie tym! O kurwa, o kurwa…
– No i co zrobiłeś króliczku. Cały kocyk mokry.
– Nie można tak robić króliczkom!
– Można, można, a nawet trzeba – wyszczerzyła ząbki.
– O nie! Nie zrobisz tego!
– Chcesz się założyć?
– Nie. Nie wiem. Może? – przygryzł wargę króliczek.
– Eh… Instynkt samozachowawczy poziom uszaty… – zapięła karabinek na sznurkowej plątaninie i skręciła linki.
– Ohhhh kurwwwwwwaaaaa – wysapał króliczek.
Kotka się uśmiechnęła. Rozwiązała króliczka, przykryła kocem. Króliczek trząsł się jak galaretka.
– Widziałeś gwiazdki króliczku?
– Tak. Nawet znalazłem swojego Oriona… Widziałem też jednorożca, położył głowę na moim podołku. Tęcza też tam była…
– Żartujesz?!
– Nie. Chodź zaprowadzę cię.
– O nie, nie, nie. Ja nie potrzebuję terapii. Ja nigdy nie lubiłam jak mnie boli.