Potrafię być bardzo blisko, mimo odległości ciał. Potrafię wyciągnąć rękę i sięgnąć w głąb podatnego/wrażliwego/pełnego emocji serca i pociągnąć za sznurek, by tym sercem sterować.
Nie wiem dlaczego akurat taką bliskość wybrałam jako tę, która jest dla mnie najważniejsza w relacji, bo przecież to wcale nie jest takie proste – być emocjonalnie blisko. Tak blisko, że dotyka się wnętrza duszy.
Jednak z drugiej strony, według mnie to własnie dzięki takiemu rodzajowi bliskości relacja jest głębsza, to sprawia, że mocniej oddziałujemy na siebie wzajemnie. Dzięki temu, wszystkie te rzeczy, które robimy razem, stają się bardziej intensywne z dnia na dzień.
Taka więź to szukanie zaufania i odnajdywanie go, to otwieranie umysłu na nowe perspektywy. Coraz to głębsze, mocniejsze, pełniejsze odczucia zalewające zmysły.

Emocje zawsze sprawiały, że wilgotniałam – w głowie. Na emocjach od zawsze opierał się cały mój klimatyczny świat. To one sprawiają, że mój mózg zamienia się w papkę kiślu i czasem płonie.
To za sprawą emocjonalnego piękna idziemy dalej – razem, a nie każde z osobna.

****

Jeśli nie masz punktu podwieszenia, to repertuar zabaw jest mocno okrojony. Co nie oznacza jednak, że nie możesz komuś uprzykrzyć życia, nawet mając do dyspozycji tylko kawałek podłogi czy łóżka.

Lubię patrzeć w oczy, zanim zacznę wiązać. Uwielbiam ten moment, w którym jej ciało mówi mi, że nie jest pewna co się wydarzy. Kocham tę chwilę, gdy jej spojrzenie zmienia się w niewerbalne pytanie.
– Co teraz będzie? Co mi zrobisz? – czuję to zmieszanie, tę niepewność, umiem wyczytać je z oczu.
Nigdy nie wiem, co się dokładnie wydarzy i którą ścieżką ją poprowadzę. Nigdy nie planuję konkretnego wiązania, gdy się bawimy.

Jasnoniebieskie tęczówki zmieniły barwę na chłodniejszą, wpatrywały się we mnie, a ja przypomniałam sobie, że ona nie jest w najlepszej kondycji, więc dobrze byłoby związać coś, co nie jest aż tak obciążające dla ramion.

Otarłam jutowym sznurkiem jej nadgarstek. Zawsze przy tym wzdycha, ale nigdy wcześniej nie odpływała już w tym momencie.
– Musi być spragniona lin – pomyślałam i złapałam mocniej, szybko związałam jej ręce, a potem szarpnęłam, jej ciało pochyliło się ku mnie.
Bliżej, tak blisko, że bliżej się nie da.
Odepchnęłam ją od siebie, zarzucając jej dłonie za głowę. Przywarłam ciałem.
– Dziwka – szepnęłam wprost do ucha. – Byle szurnięcie i już się robisz mokra – zadrwiłam, a ona zadrżała, słysząc te słowa. To fascynujące, gdy wiedząc co powiedzieć, trafiasz we wrażliwe struny, które grają melodię złożoną z emocji.

Oplotłam jej klatkę piersiową dwoma szybkimi ruchami, zablokowałam linę. Specjalnie zostawiłam jej zapas między rękoma a węzłem pod łopatkami. Przedłużyłam linę i zrobiłam drugi oplot nad piersiami. Nadmiar liny wytraciłam, związując ciasno jedną z rąk – przedramię do ramienia.

Usiadłam na rogu łóżka. Wcisnęłam palce pod dolny oplot i skręciłam liny, ściskając żebra. Wyprostowała się, napierając ciałem na oploty. Uśmiechnęłam się, widząc, jak walczy z bólem, jak się siłuje ze mną. Sięgnęłam po karabinek i zrobiłam to samo, ale mocniej…
– Masz wybór – mruknęłam.
Przeszłam za jej plecy, wbiłam jej kolano w splot lin. Zakwiliła, ale uciekła ciałem. Pokazałam jej drugą możliwość. Mogła się wyprostować, dzięki czemu odciążała sobie ręce, ale naprężając mięśnie, fundowała sobie większy ucisk na przeponie, co z kolei ją podduszało. Mogła też się lekko pochylić, napinając linę, która łączyła jej dłonie ze splotem na plecach, obciążając tym samym nadgarstki. Miała wybór.
Przez chwilę tańczyła, zmieniając pozycje.
– Mówiłam, masz wybór – mruknęłam. – Pozorny wybór – dodałam już zupełnie innym tonem głosu.
Uderzyłam ją w twarz i pchnęłam tak, że upadła na plecy. Złapałam za nogę, zaczęłam wiązać futomomo, które szybko dowiązałam do dolnego oplotu od usagi. Dociągnęłam tak, że noga była w powietrzu. Drugą natomiast, chwyciłam za udo i ścisnęłam tak mocno, że aż krzyknęła.
Po chwili miała już obie nogi dowiązane do dolnego oplotu w szerokim rozkroku.
Uszczypnęłam ją w wystający spod ubrania kawałek ciała.
– Spasłaś się – stwierdziłam, a ona zakwiliła w odpowiedzi tak jakby przepraszała.

To takie złe, mówić jej takie rzeczy. Wiem, że to coś, co lubi; wiem też, że to nie jest mój klimat, gdyby ktoś chciał robić to w moją stronę. Jednak piękno jej reakcji pozwala mi w porozumieniu z nią i za jej zgodą, poruszać się w strefie jej potrzeb bez naruszania mojego komfortu.

Wdarłam się siłą między jej nogi i przycisnęłam własnym ciałem, znów krzyknęła z bólu. Oparłam ramię o jej dekolt. Drżała pode mną. Wsparłam się na rękach obok jej ciała.
– Patrz dziwko – szepnęłam, a ona otworzyła oczy. – Jakbym miała czym, to bym cię teraz zerżnęła – mówiąc to naparłam biodrami na jej miednicę i splunęłam jej w twarz.

Roztarłam spływającą ślinę po twarzy. Wykrzywiła się, a jej oczy zabarwiły się lekko na zielono.

Szkło – tak zazwyczaj nazywam ten sposób patrzenia – mętne spojrzenie, błyszczące podnieceniem oczy. Masło – bo ociekające pragnieniem, ciepłe, miękkie i bez dna – ciemniejące z sekundy na sekundę.
– Ty głupia szmato – warknęłam. – Chciałabyś, żebym ci teraz robiła brzydkie rzeczy – krzyknęłam i znów poddusiłam. – Zupełnie ci nie przeszkadza, że za ściną jest mój chłopak?! Ty zboczona kurwo! Ty bezwstydnico!
Zeszłam gwałtownie z niej, celowo opierając się o oploty na jej ciele.
Przez chwilę siedziałam i patrzyłam. Po chwili zaczęłam dotykać ją stopami po kroku, po podbrzuszu, po twarzy i po dekolcie.

Rozwiązując liny, co jakiś czas zaciskałam je wokół ciała, aż trafiłam w czuły punkt – stopa, a dokładniej przeciągnięcie liny między palcami.
To było jak wygrana na loterii. Gdy wszystko, co robisz, ma mniejsze pole rażenia, a nagle naciskasz guzik i wali się dom, płonie most i kościół, a podmuch eksplozji rozwala w pył drewnianą stodołę…

Ilość i intensywność emocji, jakich doznała mogłoby spowodować, że poczułaby się źle, posadzona nagle do pionu, więc rozwiązywałam ją na leżąco. Nakryłam kocem i głaskałam. Czułam, jak drży i słyszałam, jak dzwonią jej zęby uderzające o siebie.
W powietrzu unosił się zapach spełnienia i zaspokojenia żądz, które tak trudno zaspokoić, czyż nie?

***

Trust I seek and I find in you
Every day for us something new
Open mind for a different view
And nothing else matters