Nie to prawdziwe, co inni uznają, ale to, co sami czujemy…

Można mi wiele zarzucić, bo przecież jestem switchem, a switche przecież nie istnieją. Jesteśmy jak te mityczne jednorożce… Ale czy to, że czujemy dwie strony sprawia, że czujemy coś, czego nie ma?
Jak więc nazwać uczucia i emocje, które towarzyszą mi w moich relacjach, jeśli nie prawdziwymi uczuciami i emocjami? Przecież ja to czuję i nikt prócz mnie, nie jest wstanie określić czy to, co czuję, jest prawdziwe czy udawane. To jak z orgazmem, jego też można udawać, ale jaki jest tego sens?

Emocje… Piękne, gwałtowne i intensywne – zwłaszcza w klimacie – są dla mnie istotą interakcji, a fundamentem pod to jest oczywiście zaufanie i przyjaźń.
Symbolika, ta zawsze była dla mnie ważna. Nie boję się użyć słów, że nigdy nie przestaną mieć dla mnie znaczenia szczegóły i wspomnienia, przedmioty nacechowane relacją.

My, switche mamy łatwiej? A może jednak trudniej?
Łatwiej, bo czujemy więcej, znamy te uczucia z drugiej strony, te pragnienia, to wszystko, co skłania nas do klęknięcia, pochylenia przed kimś głowy i odsłonięcia karku. Można więc powiedzieć, że łatwiej nam dominować.
Znamy te wszystkie „sztuczki” ze strony D, więc pewnie nam jest łatwiej i ulegać.
Prawda jest jednak inna. My, switche mamy po prostu inaczej.
To nie jest takie proste, bo skoro mamy dwie strony, a każda z tych stron ma swoje potrzeby, swój smak, to i trafić na odpowiednią osobę jest dużo trudniej…
Uległość i dominacja dają inny rodzaj satysfakcji, to są tak różne emocje… Ale obie strony bata spaja jeden symbol – obroża i o niej dziś chciałabym wam opowiedzieć.

Gdy czyta się o obrożach, to zazwyczaj autorami takich tekstów są strony, które je dostają. Ten tekst będzie o dawaniu i o emocjach z tym związanych.

****

Pamiętam dzień, w którym zorientowałam się, że zachowuję się tak, jakbym już należała do LTugori. Ulegałam Jej, mimo że nic nas nie łączyło poza przyjaźnią.
Pamiętam każdą emocję z momentu, w którym mnie biła i jak w przerwie powiedziała, żebym cieszyła się, że nie jestem Jej. Pamiętam pierwszą myśl – a może ja bym chciała być Twoja? Te słowa krążyły w mojej głowie kilka dni. Potem zaczęłam czuć przynależność. Ale jak to tak bez obroży? A no normalnie… Chciałam, pragnęłam, więc czułam przynależność, ale i wstydziłam się oraz bałam tego co czułam.
To było prawdziwe, prawdziwe pragnienie ulegania. Całą sobą, duszą, ciałem… Wszystkim. Chciałam oddychać Nią i nadal tego chcę.

Pamiętam dzień, w którym poczułam coś przeciwstawnego. Poczułam, że _roxy mi ulega, że patrzy w ten specyficzny sposób, który kiedyś opisywała mi LTugori, gdy mówiła, jak proszę całą sobą.
Widok takiego wzroku u drugiej osoby, która patrzyła na mnie, bardzo mi schlebiał, nie powiem, że nie. Jednocześnie czułam u niej narastające pragnienie chęci bycia moją. A w sobie zauważyłam chęć posiadania wyłączności na to, co robimy poza sznurkami.

Ekscytowało mnie to. Moja podświadomość kazała mi szukać… I tak oglądanie przeze mnie sukienek na allegro zmieniło się w oglądanie obróżek.
Żadna do mnie nie przemawiała. Wszystkie były albo zbyt proste albo przekombinowane, zbyt psie, zbyt kolczaste, po prostu zbyt. Nie pasowały do niej, nie pasowały do mnie, więc nie pasowały też do nas i do relacji, którą budowałyśmy.
Aż wpadłam na pomysł zamówienia obroży specjalnie dla niej, według mojego pomysłu. Chciałam żeby ten symbol był prosty, ale i elegancki, by podkreślał w niej kobiecość, by pasował, by nie uwierał, by był jak druga skóra. Chciałam, by obroża, którą otrzyma ode mnie, była zaplanowana w najdrobniejszym szczególe, by złączyła nasze dwa światy.

****

Od chwili, gdy poczułam impuls, do złożenia zamówienia minęło nieco ponad miesiąc czasu.
Uzgadnianie wyglądu, zdjęcia i prezentacja jak wygląda na szyi… Co tu pisać…
Cieszyłam się jak dziecko z ciastka w cukierni.

– Powinna przyjść dziś. Nie przyszła – żaliłam się przyjaciółce. – A co będzie, jak nie przyjdzie? Jak się zgubi? – głos mi się łamał. – Pójdziesz ze mną na pocztę? Zapytam, bo może jest na poczcie, a listonosz nie przyniósł.
Poszłam, ale na poczcie też nie było. Status listu na stornie śledzenia informował, że jest w drodze, a ja zaczynałam powoli panikować.
Stres, ogromne emocje, ekscytacja i kilka obaw – to tak w skrócie można było opisać odczucia z tego dnia.

Był wtorek, obroża była mi potrzebna na piątek, był jeszcze czas, ale z każdym kolejnym dniem, w którym listonosz nie pukał do moich drzwi, stawałam się jeszcze bardziej poirytowana. Czwartkowego wieczoru pogodziłam się z tym, że nie dam jej obroży w dniu, który wybrałam. Czułam, że zawiodłam samą siebie, bo przecież nie ją. Ona o niczym nie wiedziała. Miałam co prawda świadomość, że mogła się domyślać, ale ja się tak bardzo starałam to ukryć… Nawet gdy ją mierzyłam, to miałam gotową wymówkę po co to robię.

W piątek rano obudziłam się wyjątkowo wcześnie jak na mnie. Nie zdążyłam się nawet ubrać, a zadzwonił dzwonek do drzwi. Zarzuciłam na siebie półprzezroczystą sukienkę i pognałam do drzwi, mając w poważaniu, że widać mi wszystko łącznie z rowkiem dupy.
Wracałam biegiem, ściskając w ręku białą kopertę bąbelkową. Rozrywałam ją, a noga drgała mi nerwowo. Wyczekana, wycmokana, wyśniona – pasująca do niej, do mnie, do nas.
– A co będzie, jak jej się nie spodoba? A co jeśli mnie się tylko wydaje, że ona chce być moją?
Czułam, jak robi mi się zimno na tę myśl. Potem przypomniałam sobie, jak patrzy, jak słucha, jak się uśmiecha i nabrałam pewności… A chwilę później miałam łzy w oczach ze szczęścia, że jednak wszystko to, co zaplanowałam, zrobię w terminie, w którym chciałam.

Spakowałam się szybko i pojechałam do niej.

Jak gdyby nigdy nic weszłam, przywitałam się, napiłam się herbatki i poszłam się przebrać w ciuchy do sznurków, bo tego dnia to ona mnie wiązała.

Sznurki, sznurkami. Ważne co działo się później.

Wydarzenia tak się potoczyły, że po sznurkach flogger poszedł w ruch. Tym razem to ja ją – bo przecież u nas to nigdy nie wiadomo kto kogo. Chociaż tego też musiałam się nauczyć, bo ja wcześniej nie umiałam przeskakiwać z roli na rolę w jednej relacji. Ale nauczyłam się, pomogło mi w tym przekonanie o prawdziwości odczuć. Ona ulega tak jak ja – całą sobą, prawdziwie, głęboko. Jedyna różnica jest taka, że marudzi mniej, jest grzeczniejsza ode mnie. A ja? No cóż, ja bywam niegrzeczna, ale jestem za to bardzo lojalna i przyznaję się do wykroczeń poza ustalone granice.

W pewnym momencie, podczas tej chłosty, zaszlochała tak głośno i tak jednoznacznie, że wypuściłam z ręki narzędzie, wystraszona, że zrobiłam jej krzywdę. Opanowałam swój lęk, podeszłam, pogłaskałam i spytałam, czy to z bólu. Zaprzeczyła głową, ale nadal milczała. Naciskałam, póki nie usłyszałam z jej ust słów – najpiękniejszych słów, jakie można usłyszeć od kogoś, kto właśnie zrozumiał, jak bardzo nam ufa.
– Z emocji – szepnęła cicho, chowając twarz w swoich lokach.
– Z emocji? – powtórzyłam zdziwiona.
– Tak – podniosła głowę z ramion – uświadomiłam sobie, że nawet jak zadajesz mi ból, nie chcesz mnie skrzywdzić – i znów zaszlochała.
Przytuliłam się do niej, poczekałam, aż się uspokoi.
– Chodź, pokażę ci coś piękniejszego – powiedziałam, łapiąc ją za rękę i wyprowadzając z pomieszczenia.
Wskazałam palcem miejsce na dywanie na przeciw mnie, uklęknęła. Pogładziłam dłonią jej policzek, który był jeszcze wilgotny od łez. Uśmiechnęłam się, patrząc w jej oczy podkreślone rozmazanym makijażem. Poczułam, jak zbiera mi się na płacz. Położyłam sobie jej głowę na kolanach, zostawiając w jej włosach dłoń, a drugą ręką wyciągnęłam z torebki welurowy woreczek z obrożą w środku. Usłyszała dźwięk zapięcia, poderwała się. Spojrzała na obrożę, w ciszy spojrzała na mnie i znów na obrożę.Zawyła, zanosząc się płaczem, a ciepłe łzy znaczyły czarną ścieżkę na jej twarzy…
A potem… A potem jeszcze wyraźniej widziałam swoje odbicie w jej oczach.

****

Pytałam swojej Lady o emocje przed tym, gdy to Ona pierwszy raz zapinała mi obrożę na szyi. Pytałam, bo nie wiedziałam czy to, co czuję, jest właściwe. W sensie… Właściwe – a niewyolbrzymione, bo to, że było prawdziwe, to wiedziałam, bo to czułam. Mając jednak świadomość, że bywam nadwrażliwa, chciałam skonfrontować swoje odczucia z odczuciami Lady.

Uczucie pragnienia obroży, symbolika przynależności – to zawsze będzie dla mnie ważne.

Paradoksalnie w naszej relacji, w naszych zabawach i sposobie zachowania, obroża niczego nie zmieniła. U nas nadal nie wiadomo kto kogo. Umiemy rozdzielić pewne elementy relacji. Te elementy, które są jednokierunkowe, nie wpływają na dwukierunkowość innych zachowań i praktyk.

Zrozumiałam, że mam trzy strony, bo prócz dominacji i uległości mam jeszcze „złoty środek”. A ten element mojej roli, gdy jest dobrze wyważony, pozwala mi więcej czuć i widzieć, głębiej przeżywać. Ta część mnie umie ocenić, które z naszej dwójki potrzebuje konkretnej roli, praktyki czy ciepła i przytulenia w danej chwili. Ten sam złoty środek pozwala mi zmieniać strony w przeciągu kilku chwil, nawet kilkakrotnie w ciągu jednego dnia…

Dzięki _roxy nauczyłam się switchować w jednej relacji. Ale to LTugori pokazała mi dominację, która sprawiła, że jestem taka, jaka jestem, to Ona mi pokazała, jaką odpowiedzialność niesie posiadanie obok siebie uległej istoty.

Każde zdarzenie nas czegoś uczy, ważne jest tylko to, czy chcemy przyjąć naukę i wyciągnąć wnioski.