Poszedł królik do znachora, bo znów mu łapki spuchły.
Rozmowa z lekarką typowa, wynik rozmowy typowy – iniekcja domięśniowa ze sterydem.
Pokicał królik w miejsce gdzie pielęgniarki mają swoje piekiełko i straszą igłami.
– Dzień dobry – mówi radośnie króliczek.
– Dzień dobry – odpowiedziała mu nieco już w podeszłym wieku pielęgniarka.
– Czy mogę prosić, żeby zrobiła mi pani kuku?
– A jakie kuku trzeba?
– Zastrzyk w zadek – wyszczerzył ząbki.
Pielęgniarka wzięła od króliczka papierek z wewnętrznym skierowaniem, popatrzyła, podpisała i podbiła pieczątką.
– Zapraszam.
– Tylko taka malunia prośba.
– Hmm?
– Bo ja wczoraj już dostałem w jeden pośladek, czy mogę prosić w drugi?
– A co boli? – roześmiała się.
– Co? Pośladek? Nieee, mnie nie bolą te zastrzyki – serio serio nie bolą. Tylko moment wkłucia igły czuję, potem nic w trakcie i tylko lekkie ciepełko potem.
– Nie? Niektórzy to aż krzyczą – zrobiła dziwną minę.
– Naprawdę. Ja tam mogę dygnąć jak poczuję jak mnie pani kujnie.
Położył się na kozetce, opuścił grzecznie spodenki i czekał.
Pielęgniarka postawiła na skokach królika tackę z przyborami, królik zrozumiał aluzje. Nie wierzgać girkami, bo pospada.
– A teraz ukucie – powiedziała. – Łoooo jaki dzielny pacjent!
Królik twardo myślał o tym, że nie chce mu się zbierać tych wszystkich rzeczy z tacy, która spadnie na podłogę jak wierzgnie… To siedział grzecznie i nawet pazurków nie wbijał w materacyk.
Pielęgniarka chwaliła królika, a królik czuł! Pierwszy raz czuł, że pani mu robi zastrzyk i był taki szczęśliwy z tego powodu, że go czuł, aż mu się oczka zaświeciły.
– I co? Bolało?
– Czuć było, nie będę kłamał, ale nie, nie bolało.
Pielęgniarka patrzyła na króliczka wyczekująco.
– Mnie mało co boli, proszę pani. Nawet igła w podniebieniu mnie nie boli.
Dotarło do króliczka, że pani nie zrobiła normalnie tego zastrzyku, że szybko wtłoczyła płyn do mięśnia, że nie starała się być delikatna i dlatego go poczuł. Zrobiła tak pewnie dlatego, że powiedział, że to go nie boli. Nie miał pretensji, bo niby o co.
– No to masz króliczku wysoki próg bólu.
– E nie – powiedział i urwał. – Dziękuję bardzo i do widzenia – powiedział grzecznie, obrócił się na pięcie i wyskoczył przez drzwi.
– Ja nie mam wysokiego progu bólu, ja tylko jestem masochistą – dokończył w myślach, wpadając w troskliwe raciczki prosiaczka.