Nareszcie wiosna – pomyślałam, rozpinając płaszcz. Spojrzałam w kierunku przejścia. Obstawiałam po cichu, z której strony może nadejść. Poznałam jegomościa jak zwykle na czacie, rozmawiało się nam całkiem przyzwoicie. Byliśmy nawet już na zapoznawczej kawie, a teraz nadszedł czas, by poznać się bardziej intymnie.
Spojrzałam w telefon, niedbale przewinęłam palcem fejsa. Pomyślałam bezwstydnie, że oto w końcu zostanę zerżnięta do nieprzytomności.

– Cholera fajny jest – pomyślałam, gdy zauważyłam jego sylwetkę. Przystojny facet z niego był, mógłby trochę popracować nad rzeźbą, ale nie było tragedii. Wizualnie wpisywał się w mój gust.

***

Stałam w hotelowym pokoju. Mały, obskurny hotelik mieścił się na obrzeżach miasta. W sumie to nie byłam do końca pewna, czy to hotel czy hostel. Rozglądałam się po ścianach, na których widać było ewidentnie plamy po palcach. Zastanawiałam się czy to ślady innych par, które przyjechały tu uprawiać klimaty i rżnąć się do upadłego.
Zastanawiałam się, czemu w zestawieniu z tak zasyfiałymi ścianami, starymi meblami i ogólnie niskim standardem – lśni nowością wykładzina. Złapałam się na tym, że chyba nie chcę wiedzieć co tu się wydarzyło.

Kątem oka zauważyłam, że jegomość oparł się o ścianę i założył rączki na piersi. Obserwował mnie. W sumie to nie wiem na co czekał.

Usiadłam na krawędzi łóżka. Siedziałam i czekałam.

– Nie rozbierasz się? – spytał. Bez słowa wstałam, zrzuciłam płaszcz na ziemię, rozpięłam z tyłu suwak spódnicy i pozwoliłam, aby opadła do kostek. Pozbyłam się też swetra. Stałam, ubrana w koszulę, spod której wystawały paski od pończoch, czerń kozaków kontrastowała z bielą koszuli. I już, już miałam ochotę paść na kolana…

– Na kolana? – odezwał się.
Powiedział to takim tonem jakby prosił, ale słowa sugerowały rozkaz, a ja w pierwszej chwili doznałam szoku, w drugiej nie wiedziałam czy się zaśmiać, czy zapłakać.
– Ale ty mnie pytasz czy mi każesz?
– Każę?
– Serio?
– No tak?
– Aha – stałam osłupiała.
– Na co czekasz? – zapytał. – Klęknij przed panem?
Parsknęłam śmiechem. Nie wytrzymałam. On patrzył, nie rozumiejąc najwyraźniej, co się stało.
Mimo to stał przede mną i sprawiał wrażenie pewnego siebie, pewnego, że zarucha.
– Co się gapisz – powiedziałam.
Na moich oczach z pewnego ogiera przeistoczył się w zagubionego chłopca.
– Rozbieraj się – rzuciłam, a on bez wahania wykonał polecenie.
Czar prysł. O rżnięciu można było zapomnieć.
A on rozbierał się pośpiesznie, nagle przestał i znów patrzył wyczekująco.
– Skarpetki – wskazałam palcem.
A on z lekkim rumieniem i bez słowa zaczął je ściągać.
Popatrzyłam na jego ciało.
– Odechciało mi się – rzuciłam przez ramię, zbierając swoje rzeczy z podłogi.