Uwaga ostrzegam.
W to co tutaj przeczytacie nikt z Was raczej nie uwierzy, bo historia jest tak abstrakcyjna, że aż niemożliwa aby się faktycznie wydarzyła… Jednak… „Słyszałam” to na własne uszy, a los bywa przewrotny – nigdy o tym nie zapominajcie.

****

– Potrzebuję wyjść dziś wcześniej z pracy. Odebrałabym sobie godzinę z nadgodzin. Mogę? – wysłałam krótkiego smsa do przełożonej, a po chwili już miałam twierdzącą odpowiedź.
Na dwie godziny przed moim wyjściem z pracy w drzwiach stanęła Aga. Trzęsła się.
– Nie denerwuj się, wszystko się uda – powiedziałam uspokajając.
– To emocje. Nienawidzę skurwysyna – wycedziła przez zęby.
Zaprowadziłam ją na zaplecze. Posadziłam na krześle, wcisnęłam kubek herbaty i stwierdziłam, że ładnie wygląda.
Plan zakładał rozmowę kwalifikacyjną, więc Ada była ubrana stosownie do okazji i to pomimo chujowego nastroju, o którym wiedziałam… Była umalowana, a na jej twarzy gościła maska pod nazwą „chcę tę pracę”.
całe to napięcie, które od niej czułam można było wytłumaczyć własnie owym stresem – tremą, które towarzyszy przy takich rozmowach.

Dwie godziny szybko minęły i zebrałyśmy się do wyjścia. Pojechałyśmy jednym tramwajem, ja wysiadłam wcześniej, a ona pojechała do centrum handlowego, które było najbliżej klubu, w którym zaaranżowane było spotkanie z naszymi wspólnymi znajomymi.
Było zimno, ale nie było śniegu. Poszłam dziarskim krokiem w stronę pubu, część z osób, które miały przyjść już była. Weszliśmy, zajęliśmy zarezerwowany stół we wnęce.
Wcześniej we trzy oglądałyśmy wnętrze, we trzy wybierałyśmy najlepiej pasujący stół do naszej akcji. Wybór był oczywisty. Na jednym z niższych poziomów pubu była sala, a obok niej jeszcze jedna, jakby wychodząca z tej większej – klitka, miesząca jeden stół. Dla nas była idealna, a i na potrzeby spotkania z piętnastoma osobami też pasowała.

Na początku było grzecznie. Buzi, buzi w policzek, tuli, tuli z koleżankami i przedstawienie.
– A to jest Aga, moja obecna dziewczyna, wkrótce może i narzeczona – powiedział.
Widziałam jak Aga się zmienia na twarzy, widziałam to obrzydzenie do tych słów. On na szczęście nie.
– Cześć – wyciągnęłam do niej rękę. – Twoja poprzedniczka – i przedstawiłam się imieniem i nazwiskiem.
– Cześć, miło mi cię poznać – a po tym krótkim wstępie ona również przedstawiła się imieniem i nazwiskiem.
Chwila niezobowiązującej rozmowy ze wszystkimi, po czym Agnieszka swoje słowa skierowała do mnie pytając mnie czym się zajmuję. Chwilę popalałyśmy, dosłownie może z dziesięć minut.
Zawibrował mi telefon. Ukradkiem spojrzałam.
– I co, i co? – dopytywała się Ada, która nie mogła wysiedzieć na dupie.
– Nie ma jeszcze wszystkich, jeszcze trochę – odpisałam.

Potem zapytałam ni to z gruszki ni to z pietruszki czy mogłaby powtórzyć nazwisko, bo ja je coś kojarzę. Powtórzyła z przemiłym uśmiechem na twarzy.
– A to my chyba jesteśmy krewniaczkami – pisnęłam z nieudawaną radością, bo ostatecznie była to prawda. – Ale może ja zapytam taty.
Wyciągnęłam telefon i dawaj do ojca, który już był uprzedzony o co chodzi. Miał tylko powtórzyć to co powiedział wcześniej.
– Tato, a ciocia to jakie miała nazwisko po pierwszym mężu?
Pisk.
– A bo wiesz, chyba spotkałam kuzynkę. Chcesz z nią pogadać? – i dałam mu ją do telefonu. Kątem oka już widziałam, że jemu to nie odpowiadało.

Zeszła się cała gromadka naszych wspólnych znajomych i mogłyśmy zacząć.

– Idę do kibelka – powiedziała Aga.
– Zaprowadzę cię – odpowiedziałam radośnie.

I poszłyśmy. Nie było nas 20 minut.
– I jak, i jak – przeczytałam w treści drugiego smsa.
– Zaczęłyśmy – odpisałam.
– Dobrze! Bo ja już nie mogę. Nosi mnie.
– Bądź spokojna.

Gdy wróciłyśmy Agnieszka zajęła swoje miejsce obok swojego przyszłego niedoszłego narzeczonego, a ja przysunęłam się bliżej niego z drugiej strony. Gdyby chciał uciekać musiałby przez stół.

– Ty – powiedziałam szeptem. – Możesz mi wyjaśnić w jaki kredyt ja cię wpędziłam? Bo ja nic o tym nie wiem.
Chłopak zrobił się biały.
– Bo wiesz. Agnieszka się mnie zapytała dlaczego narobiłam ci długów i cię zostawiłam, więc… Jak to było?
Chłopak zrobił się zielony.
– Musiała coś źle zrozumieć.
– Ty, ale ja o żadnym kredycie nic nie wiem. Powiedz mi. Skąd 80 tysięcy złotych?
Bąkał coś niezrozumiałego.
– Powiedziała mi, że ponoć zabierałeś mnie na wakacje.
– Tak.
– Szkoda, bo tego nie pamiętam. Na wakacjach wspólnie byliśmy dwa razy – podnosiłam głos. – Raz u MOICH znajomych za granicą, a drugi raz z naszą wspólną koleżanką i każde płaciło za siebie.
Patrzyłam jak jego twarz robi się sina, a usta bledną.
– Słyszałam też, że rzekomo mnie utrzymywałeś.
Nic nie odpowiedział, tylko wypił na raz jedną trzecią kufla.
– Też cholera nie pamiętam. Pamiętam za to, że miałam ciągłość w pracy i że jak cię poprosiłam o tysiąc pięćset złotych to stwierdziłeś, że nie możesz mi pomóc, ale tydzień później pochwaliłeś się, że wziąłeś pożyczkę na nowy komputer, aparat i rower. I nie, nie zdradziłam cię. Zostawiłam cię, bo nie mogłam na tobie polegać. Wiedziałeś, że mam problemy, wiedziałeś, że sypie mi się życie. Nie wsparłeś mnie nawet słowem. A dzieci chciałeś mieć. Dziewictwo z tobą straciłam.
Na te słowa miała się wtrącić Aga. Nie zawiodłam się.
– Ale ty nie byłaś dziewicą.
Pach, kolega wypił pozostałe piwo jednym duszkiem. Napawałam się jego przerażeniem, patrzyłam mu w oczy, widziałam jak jego źrenice radykalnie się zmieniają. Widziałam jak szuka wzrokiem pomocy.
– Byłam. Kolega jest niedouczony jeśli chodzi o anatomię. Miałeś za wątłego ptaszka by przerwać moją błonę dziewiczą – wybuchłam śmiechem. Na sali zrobiło się cicho, nawet na tej obok.
– Słyszałam, że zabawiałaś się ze szczotką – powiedziała Aga.
– Ze skakanką. Ale czego się spodziewać, skoro on przez dziewięć – DZIEWIĘĆ lat nie potrafił zapamiętać jakie kwiaty lubię najbardziej.
– Frezje – wybąkał.
– Tak, frezje. Teraz pamiętasz – fuknęłam. – Jestem zniesmaczona ile na mój temat prawd, półprawd i fałszu wie Agnieszka. O Adzie też jej opowiadałeś?
– Owszem.
– Ciekawe co ona na to. Masz do niej numer? Zapytaj ją.

Ada w pubie była w 20 minut. Zaczęła się jatka. Jesień średniowiecza…
Wbiegła do loży szyderców.
– Macie szczęście, akurat byłam po rozmowie już miałam wsiadać do pociągu. Ale widzę, że dobrze się bawicie – spojrzała z pełnym wyrazu nienawiści wzrokiem na Agnieszkę i na mnie. Nawiasem mówiąc pięknie odegrała swoją rolę.

Po liście życzeń, co i ile wiedziała na nasz temat i po przeistoczeniu się szanownego pana w kameleona, przeszłyśmy do ataku.
– I to twoje proszenie o ostatni raz, na pożegnanie – powiedziała spokojnym tonem Ada.
– O! Ciebie też prosił? – krzyknęłam. – Mnie to nawet pisał „wróć do mnie, dam ci się przespać z innym”.
Sala zaszumiała złowrogo, a po chwili zamilkli.
– Tak Ada, nie jesteś sama, mnie też prosił, a w zasadzie to i błagał…
– Zawsze trzeba było cie prosić o seks – wybąkał w zrywie próby walki o dobre swoje imię. – Nawet o zrobienie laski.
– Wiesz. Jak ktoś nie dba o higienę i nie myje penisa, dzięki czemu jebie od niego jak od żula uryną, to się nie dziw, że nie miałam ochoty brać go do ust – pewne obrzydzenie zostało mi do dziś dzięki temu. – Jeśli ktoś nie myśli o potrzebach swojej partnerki… – urwałam, bo spostrzegłam, że wszyscy na mnie patrzą. – Na palcach jednej ręki mogę policzyć orgazmy jakie przypadkiem udało ci się wywołać – podjęłam po chwili. – Podać daty?
– Nie trzeba – wpatrywałam się w jego fioletowe wargi, które drżały i miałam dziką satysfakcję z tego co właśnie robiłam.
– A wracając – zaczęła Ada. – Skorzystałaś z propozycji? – spojrzała na Agę.
– Tak. Trzy tygodnie temu.
– O boże, byliśmy już razem – klasnęła w ręce. – A ty?
– Nie – odpowiedziałam jej. – Bo co ja mogłam chcieć od ciebie i tych twoich 11 centymetrów we wzwodzie – skierowałam te słowa do niego, po czym wstałam, zarzuciłam na siebie kurtkę i powiedziałam:
– Ja zmieniam lokal, nie będę z nim przy jednym stole siedziała.
Dziewczyny również wstały. Jego młodszy brat zanosił się śmiechem. Prawdopodobnie wiedział wszystko o jego zagrywkach. Część wspólnych znajomych była w szoku, część dziewczyn potakiwała.
Wyszłyśmy razem, we trzy, trzymając się za ręce, a wieczorem wszystkie trzy zostałyśmy znajomymi na fejsie. Trzy laski, które powinny się nienawidzić, trzy pary jajników.

****

Minęło wiele lat od tego dnia, a tą kobietą jestem ja.
Imiona zostały zmienione na potrzeby tej historii.
Prawdopodobnie tamtego dnia pierwszy raz w życiu miałam satysfakcję seksualną wynikającą z upokorzenia kogoś, kogo kiedyś kochałam.

Natomiast uważam, że ta lekcja była lepsza, niż gdyby mieliby się w to wtrącić moi bracia.
Unikając niedomówień – wszystkie wiadomości zostały sprawdzone, plotki potwierdzone u wspólnych znajomych… To faktycznie miało miejsce.

Morał z tej historii jest jeden. Plotki, kłamstwa i pomówienia zawsze wyjdą na jaw. Prawda kiedyś stanie na przeciwko fałszu i może się tak zdarzyć, że pogrąży kłamcę robiąc mu przy okazji srogą wendettę. Pytanie jest tylko jedno, czy robiąc takie rzeczy, niszcząc kogoś… Czy zasługujemy na miłość i przyjaźń.