Uwaga ostrzegam.
W to co tutaj przeczytacie nikt z Was raczej nie uwierzy, bo historia jest tak abstrakcyjna, że aż niemożliwa aby się faktycznie wydarzyła… Jednak… „Słyszałam” to na własne uszy, a los bywa przewrotny – nigdy o tym nie zapominajcie.

****

Dotarcie do Agnieszki nie było trudne, miał ją w swoich znajomych na fejsie. Powiedziałam Adze, żeby się w to nie mieszała, bo już raz się z nią kontaktowała reagując dość emocjonalnie, ostro. Opowiedziała mi jak odkryła, że jej narzeczony posiada dwa numery i dwa różne telefony. Włosy mi się zjeżyły.
Napisałam do Agnieszki wiadomość z prośbą o poufność, że jestem byłą kobietą jej obecnego partnera, że mam dla niej informacje, że zależy mi na tym aby mnie wysłuchała, a co zrobi z tym co usłyszy to już jej sprawa. Okazało się, że dziewczyna wie więcej na mój temat niż internet. Przeraziło mnie to. Chyba każdego by wystraszyło, gdyby usłyszał tyle intymnych szczegółów od totalnie obcej osoby na swój temat.
Po kilku dniach rozmów za pomocą portalu społecznościowego zaproponowałam spotkanie, we trójkę. Tak. Wszystkie trzy miałyśmy się spotkać w centrum miasta. Obiecałam jej, że nic się nie wydarzy, że nikt jej nie zrobi krzywdy. Uwierzyła, ale nalegała na miejsce pełne przypadkowych ludzi. Doskonale ją rozumiem po tym co usłyszałam od Ady, ona miała prawo się bać.

Gdy spotkałyśmy się w umówionym miejscu, to ona sama zaproponowała żebyśmy się przeniosły do jakiegoś ogrzewanego miejsca. Nasz wybór padł na pub. Nawiasem mówiąc całkiem sympatyczny, a zwłaszcza kelnerka, która poprosiła mnie o dowód osobisty przy zamówieniu drinka. To był niesamowity komplement, że mając lat prawie trzydzieści ktoś cię pyta o dowód, bo chcesz kupić wódkę z sokiem…

Wracając.
Dziewczyna jak się okazało była ruda, co z tego, że farbowana. My wszystkie byłyśmy rude. Wszystkie miałyśmy ciemne oczy, wszystkie podobny kształt nosa i… Wszystkie byłyśmy wcześniej dziewicami.

Opowiadałyśmy historię związków, pokazywałyśmy zdjęcia dowodów.
Tak, ona też usłyszała, że panu wspaniałemu narobiłam długów, słyszała o szczotce, słyszała o problemach. Słyszała o tym, że rzekomo Ada go zdradzała.
– Chyba na zmywaku kurwa – nie wytrzymała wybuchając śmiechem. – Albo w chwili gdy rozmawialiśmy na skype.
To było za dużo na moją głowę. Na głowę Agi też.
– Muszę zapalić – rzuciła zdenerwowana i wstała od stolika, zostawiając na krześle kurtkę i torebkę.

Nie wracała długo, więc poszłyśmy sprawdzić co się dzieje. Zastałyśmy ją zapłakaną, patrzącą w padające z nieba płatki śniegu.
– Jak on mógł nam to zrobić – szepnęła. – Chodźcie, zmienimy lokal. Też wam coś opowiem.
Narzuciłam jej kurtkę na ramiona i poszłyśmy we trzy.

****

Kilka dni później miałyśmy jasność.
Za nami było wypytywanie bliskich koleżanek w akcie solidarności z jajnikami, za nami były konferencje na skype.
Przed nami było kolejne spotkanie, podczas którego zapytałam się Agnieszki dla pewności.
– Faktycznie masz tak na nazwisko?
– Tak.
– Będzie wam przeszkadzało jak zadzwonię do ojca?
– Nie, dzwoń – powiedziała Ada.
– Ale o co chodzi? – zapytała Aga.
– Wydaje mi się, że możemy być spokrewnione.

I owszem. Byłyśmy. Co prawda to dość daleka rodzina, ale dobrze mi się kojarzyło nazwisko po pierwszym mężu mojej ciotki.

Siedziałyśmy z gorącymi herbatami i knułyśmy plan. Wielki plan zemsty.
Omawiałyśmy wszystko ze szczegółami, obgadałyśmy każdą niewiadomą i każdą ewentualność.
A całość, krok po kroku spisałyśmy na kartkach.

– Odpłacimy się – powiedziałam.
– Zapamięta to na całe życie – powiedziała Ada.
– Tak. Zesra się ze stresu – dorzuciła Aga.