Uwaga ostrzegam.
W to co tutaj przeczytacie nikt z Was raczej nie uwierzy, bo historia jest tak abstrakcyjna, że aż niemożliwa aby się faktycznie wydarzyła… Jednak… „Słyszałam” to na własne uszy, a los bywa przewrotny – nigdy o tym nie zapominajcie.

****

To było zimą. Nie pamiętam dokładnie, którego roku, ale pamiętam, że wszystko zaczęło się wieczorem.
Wróciłam dość późno z pracy. Można by powiedzieć, ze padałam na pysk, ale mimo to na chwilkę usiadłam do komputera. Było tuż przed północą, gdy zobaczyłam powiadomienie o wiadomości od osoby z poza listy znajomych na Facebooku.
Zajrzałam z ciekawości.

– Mam jedno pytanie i bardzo bym prosiła o szczerość… Jeżeli to możliwe. Czy on kiedyś Cię zdradził?
Przez chwilę patrzyłam na czarne literki, które dziwnie wyglądały w takiej konfiguracji.
Do tej laski nic nie miałam. Była kolejną panną mojego byłego, tą tuż po mnie. Zeszli się ze sobą w kilka dni po tym, jak od niego odeszłam. Zebrałam się w sobie i zaczęłam pisać odpowiedź. Pisałam o tym, że nigdy go za rękę nie złapałam, ale że miałam swoje podejrzenia. Opisałam wszystko, ze szczegółami…
– I może trudno Ci w to uwierzyć – pisałam. – Ale pracowałam dość daleko i często kończyłam późno, więc wracałam nocnymi. Czasami nocowałam u niego, a on czekał na mnie na przystanku. Któregoś razu, gdy wysiadłam z autobusu nocnego on tam siedział. Nie ruszał się. Nawet nie wiesz jak się wystraszyłam. A on to tylko spał. Był tak napruty, że musiałam go holować do domu – zamyśliłam się na chwilę. – Wyciągnęłam od niego informację gdzie był i z kim. Okazało się, że pojechał do naszej wspólnej znajomej do domu, bo – nie uwierzysz – było jej smutno. Zadzwoniłam do laski z awanturą o drugiej w nocy, a ona nie widziała żadnego problemu.
Pamiętałam jakby to było wczoraj, mimo że nie byliśmy parą od jakiś 3 lat, a samo zajście było jeszcze dawniej. Pamiętałam jak siedząc na tej ławce miał zarzygane spodnie, jak śmierdział i że nie był wstanie podnieść się z ławki. Brzydziłam się go wtedy.
Pisałam dalej.
– Jakoś rok przed końcem, pamiętam, że przesiedział w parku z inną naszą wspólną znajomą, bo tez było jej smutno. Pamiętam, że pokłóciła się ona ze swoim partnerem i wyszła z domu. Później było też tak, że wychodził sam, nie informując mnie, że ma jakieś plany, a gdy pytałam gdzie idzie i z kim to odpowiadał wymijająco. Dziś wiem, że w tamtym czasie spotykał się z tą pierwszą laską bez mojej wiedzy i zgody.

Dziwnych sytuacji, które budziły podejrzenia było więcej, ale ja opierałam się na tych, o których wiedziałam. Nie chciałam pisać o domysłach.

Dziewczyna odpisała rano, prosiła o podanie numeru telefonu, argumentując to, że łatwiej jej będzie to opowiedzieć niż pisać, bo dużo się wydarzyło.

****

– Cześć – usłyszałam zachrypły, schorowany i jakiś taki obcy głos. Zupełnie niepodobny do głosu dziewczyny, którą poznałam przed trzema laty. Doskonale pamiętam jej wesołość, gdy przyszła z nim na spotkanie naszych znajomych.
– Siemasz – odpowiedziałam jej, a ona zaczęła opowiadać. A mnie z każdym jej słowem podnosiły się włosy na karku. Nie chciałam wierzyć. To brzmiało jak najgorszy horror jaki może spotkać kobietę. A ona z pierścionkiem zaręczynowym, który dostała po sześciu miesiącach – dziś nie wiedziała co ma zrobić.
Pamiętam, że ja też niespecjalnie wiedziałam co mam zrobić z tym pierścionkiem, który dostałam w dziewiątą rocznicę naszego związku.

Dowiedziałam się tylu dziwnych rzeczy na swój temat i związku, który już nie istniał… Aż nie chciało mi się w to wierzyć. W pierwszej kolejności pomyślałam, że to jakiś jej wymysł tylko po to by mnie wciągnąć w jakieś gierki, ale potem wszystko się potwierdziło.

Zaproponowałam jej spotkanie. Zgarnęła się błyskawicznie. Dojazd zajął jej półtorej godziny. Spotkałyśmy się pod jednym z większych centrów handlowych w moim mieście.
Podeszła do mnie. To co zobaczyłam było wrakiem człowieka. Nigdy nie przypuszczałam, że ból psychiczny może kogoś tak rozpierdolić wizualnie.
Weszłyśmy do środka i wjechałyśmy na piętro restauracji, a tam usiadłyśmy przy stoliku z herbatami.

– Zmarzłam – zaczęłam. – Ale ty chyba bardziej. Pociągiem jechałaś.
Przytaknęła, a po chwili spytała.
– Dlaczego od niego odeszłaś?
– Wiesz. To dość delikatna sprawa. Wydarzyło się coś w moim życiu złego. Potrzebowałam pożyczki. To nie były duże pieniądze – wspominałam. – Jakieś dwa tysiące. Miałam pracę, spłaciłabym to w ciągu może 3-4 miesięcy nawet z nawiązką. Ale kasa potrzebna była na już. Byłam w kilku bankach, ale odmówiono mi pożyczki, ze względu na ten problem, który się pojawił.
– Daj spokój. Wiem więcej na twój temat niż ci się wydaje. Wiem, że twoją matkę naciągnięto na pieniądze.
– Tak.
– Chcieliście pewnie zerwać umowę.
– Dokładnie. Część jej zobowiązań spłaciłam sama – dodałam, a po chwili podjęłam temat dalej. – To było półtora tygodnia od momentu, w którym mi się oświadczył. Powiedział mi w tedy, że nie może mi pożyczyć, bo nie ma, a nie weźmie dla mnie pożyczki. To był jeden jedyny raz, w którym poprosiłam go o pomoc materialną. Po tym wydarzeniu, kilka dni później przyjechał do mnie nowym rowerem. Pochwalił się, że wziął na raty nowy komputer i aparat fotograficzny. Zrobiło mi się przykro. Zrozumiałam, że on nie myśli jak partner i że nie mogę na nim polegać.
– Wiesz – powiedziała Ada. – On twierdził, że cię utrzymywał przez dwa lata.
Zrobiłam zdziwioną minę, a oczy o mało mi nie wypadły z oczodołów.
– Co więcej – ciągnęła. – Ponoć wpędziłaś go w długi na ponad 80 tysięcy złotych.
– To nie jest prawda.
– Twierdził, że żądałaś od niego wychodzenia do drogich restauracji, wakacji i że kupował ci ubranie.
– To też nie jest prawda. Mogę ci to udowodnić.

Pojechałyśmy do mnie. Zaproponowałam ciepłą herbatę, ale Ada była poddenerwowana, więc szybko pokazałam jej świadectwa pracy z ciągłością.
– Popatrz. W okresie, w którym byłam z nim, nie byłam bez pracy. Momentami zarabiałam nawet lepiej niż on.
Pokiwała smutno głową.
– Wiesz… On to rozpowiada waszym wspólnym znajomym.
– Zbladłam.
– A nawet więcej. Twierdzi, że nie straciłaś z nim dziewictwa. Rozpowiada, że zabawiałaś się szczotką do włosów.
– A to skurwysyn – pomyślałam. – Idiota nie zapamiętał, że była to skakanka – dokończyłam w myślach.
– Wiesz Ada. On przez wiele lat nie potrafił zapamiętać, że moimi ulubionymi kwiatami są frezje. Może się mścił, że od niego odeszłam. Aczkolwiek wydaje mi się, że zrobiłam słusznie. Dużo rozmawialiśmy, ale on nie wyciągnął wniosków.
– Myślę, że dobrze zrobiłaś. On będąc ze mną pojechał prawie 500 kilometrów do innego miasta niby do koleżanki, a okazało się, że poznał tę panią w internecie i pojechał ją zaruchać. Przyznał się, wybaczyłam mu.
Zrobiłam kwaśną minę. Wiedziałam jaki ma Ada stosunek do zdrad. Nie chciałam pokazać, że sama mam inny. Zresztą w chwili gdy ona była u mnie, to ja już miałam zupełnie inną definicję związków, seksualności i wierności. To wszystko zebrane do kupy radykalnie różniło się od sposobu postrzegania.
– Strasznie mi przykro.
Ada skuliła się.
– To nie wszystko. On będąc ze mną, będąc zaręczonym spotykał się z różnymi dziewczynami. Najczęściej z taką Agą. Ja… – urwała. – W zasadzie nie wiem czy my dalej jesteśmy parą, czy nie.
– Myślę, że powinnaś zacząć myśleć, że jednak nie.