– Ach – westchnął króliczek. – Tu zawsze jest tak naturalnie. Wiaterek muska futerko tak inaczej.
Smoczyca spojrzała na królika tak, jakby powiedział coś odkrywczego.
– No nie gadaj! Przecież to naturalny las.
– U nas też jest – nastroszył się królik.
– Tylko, że to miejski las.
Prawda jest taka, że króliczek od najmłodszych lat, a w zasadzie od urodzenia wychowywany był w miejskiej dżungli i rzadko oglądał naturalny las. Co więcej, nawet jego tatuś i mamusia żyli od urodzenia w miejskim lesie, więc króliczek nie mógł wiedzieć jak wygląda taki las lesisty. No chyba, że Smoczyca zabierała go na wycieczki do bardzo ciemnego, swojego lasu.
– Las, lasem, ale pakunki same się nie rozładują – burknął króliczek i zabrał się za wypakowanie bagażnika Smoczycowego żuka.
Jaszczurka dopiero co się obudził, przecierał jeszcze łapkami oczka śmiesznie przy tym wyginając szyję.
– Gdzie jesteśmy? – mruknął zaspany.
– Na miejscu – odpowiedziała krótko, ale rzeczowo Smoczyca.

Walka z siatami była nierówna, ale króliczkowi pomagał Jaszczurek, a gdy uszaty postawił ostatnią torbę na ławie…
– Idę siku – powiedział, zabawnie przebierając przy tym łapkami, rzucił ostatnią torbę z naszytą marchewką i zawinął ogonek. Pokicał przez las, zaraz za skupiskiem sosen była wygódka. Ot zwykła dziura w ziemi z deską i budą. Króliczek popatrzył na schodki z wyraźną obawą.
– Yyyy – wymamrotał. – Idź pan se w te deski, co? – wyszczerzył ząbki w stronę obleśnie wielkiego i tłustego pająka zwisającego na jedwabnej nitce.
– Aż dziw bierze, że taki tłusty, wypasiony, a taka niteczka go utrzymuje – zamyślił się, a po chwili wydarł się tak bardzo, jakby go ktoś za uszy tarmosił bez znieczulenia. Echo niosło jego ból wyrażony w mało zgrabnym „auaaa”.
Wierzgnął skokiem, szyszki wystrzeliły w powietrze i z donośnym stuknięciem upadły na deskę.
– Ahhhh – westchnął. – Szyszki, szyszeczki, szyszunie. Tak dużo szyszek – klasnął w łapki.
Wszedł w końcu. Ciasny domek ze zbitych desek okalający dziurę w ziemi aż roił się od pajęczyn.
Zajrzał do dziury. Skrzywił pyszczek z obrzydzeniem.
– Mogłem tu nie zaglądać. A mogłem… – odwrócił się, wskoczył na deskę i wypiął zadek.
– Żeby mnie nic nie ugryzło… – mamrotał pod noskiem.
Gdy skończył, odwrócił się i z przyzwyczajenia szukał spłuczki.
– Aaaaaaaa – krzyknął. – Aua – wycedził przez zęby.
I wyrwał z wychodka, pognał przez krzaki wpadając co i rusz w pajęczyny.

– Coś się tak darł? – zapytała Smoczyca.
– Mrówka mnie ugryzła – zakomunikował z miną pokrzywdzonego.
Smoczyca spojrzała ze współczuciem na małego, brązowego króliczka, a Jaszczurka się śmiał.

Pół godziny później.

Króliczek stoi przy stole, patrzy na talerz, ogonek mu podryguje.
– Ajć… – trzepnął z całej siły w wierzch prawego skoka.
– Mrówka? – zapytał Jaszczurek.
– Dwie – uśmiechnął się kwaśno króliczek.
Smoczyca pokręciła głową.
– Zjedzą mnie. Żywcem mnie zjedzą. Oni wszyscy chcą mnie zjeść.
– Bo ty taki słodki jesteś – zaśmiała się Smoczyca.
– Słodki? Może, ale tylko dla Ciebie.

****

Nastał wieczór, a wraz z nim zrobiło się kolorowo.
Smoczyca i królik oglądali filmek na prosiaczkowym komputerku.
– Ouuuuuoooo – ryknęła Smoczyca.
Obok królika właśnie przeleciał nocny, kolorowy motyl.
– Jak ćma, stworzenie nocy, lgnę do ciebie, choć wiem, że mogę spłonąć w ognia żarze – wyrecytował królik. – A patrz! – krzyknął podniecony. – To jest zielone!
I zaczęło się. Królik biegał z paletką w łapce, skakał nawet po krzesłach i stole, nie patrząc na to co ma pod łapkami. Smoczyca buchała parą i z przejęciem wymalowanym na łuskach pyska, uganiała się za kolorowymi ćmami z puszką w ręku.

– Oj. Już druga – zmartwił się króliczek.
– Wolno nam – zadymiła się Smoczyca. – Wakacje są.
Popatrzyła na królika, na którym siedziało już kilka ciem.
Weszła po schodkach.
– Zabierz latarenkę – powiedziała, wychylając się z ganku.
Widziała już tylko królikowy kształt, bo wszystko co latało usiadło na króliku.

Królik otrzepał się z żyjątek, przebrali się w piżamki i wskoczyli do łóżek.
– Jaszzurka. Kończysz grać – warknęła i obróciła się na bok.
– Dobranoc – szepnął króliczek i ucałował Ją w kark pokryty zimną łuską, a ta zafalowała.

****

Obudzili się, a słońce już było wysoko.
– To pojechaliśmy do sklepu – zmartwił się króliczek, bo bardzo chciał zobaczyć inny miejski las.
Usiadł na legowisku, ziewnął i kątem oka zauważył, że przednie łapki ma pogryzione.
– Jedzą mnie – sapnął zrezygnowany, podziwiając małe, czerwone krosteczki.
– Pokaż – powiedziała i złapała za króliczą łapkę. – Nic ci nie jest.
– A więc będę żył – rozpromienił się.

****

Wieczorem królik drapał się już cały. Nerwowo reagował, ciągle wydawało mu się, że coś po nim łazi, a ranki po gzach, komarach, meszkach, muchach i mrówkach zaogniły się.
– Ale jak to możliwe, że przez futro cię gryzą?
– Nie mam pojęcia – odparł szybko. Króliczek w to drapanie wkładał maksimum energii i bardzo się skupiał na tym, żeby nie wydrapać za dużo sierści.
– Masz – powiedziała, kładąc mała tubkę czegoś na stole.
– Co to?
– Posmaruj.
Królik posłuchał. Wziął niewielką ilość maści na palec i wtarł w pogryzione miejsca.
– Uuuuuuuoooo fajne to!
– No. To maść na ukąszenia.
– Dziękuję.
– Ale oszczędzaj – parsknęła śmiechem.
Króliczek pomyślał, że jak go będą zjadać w takim tempie to maść może się nie przydać. Bo nie będzie co i kogo smarować. Nastroszył sierść na tę myśl.

****

– Jeziorrrrroooo – wydarł się.
– A tam jezioro, trochę większa kałuża.
– Nie znasz się dziecko – fuknął króliczek.
– Nie jestem dzieckiem – fuknął Jaszczurek.
– Nie znasz się nastoletni Smoku – poprawił się króliczek i parsknął śmiechem.

Wbiegli. Królik i Jaszczurka.
Woda była chłodna, na tyle zimna, że królik zatrzymał się ledwo zamoczywszy ogonek i pisnął, bo Jaszczurka przebiegając obok ochlapał go.
Smoczyca wchodziła powoli. Targała ze sobą błękitny materacyk.
– Uważaj na rogi – krzyknął króliczek przerażony, że Smoczyca poprzebija kolcami materiał.

Chwilę się popluskali i wypełzli z wody.
Najbardziej pełzał króliczek, bo jego futerko zrobiło się raptem takie ciężkie, mokre i ciągnące.

Jaszczurka na brzegu próbował lepić zamek z piasku. Królik obok Jaszczurki ulepił Smoka.
– Chcesz zobaczyć Smoka? – zapytał uszaty.
Łuskowata wstała i krytycznym okiem obejrzała.
– Nie ma skrzydeł. Gdzie są skrzydła?

Królik poleciał do trzcin, nazrywał listków. Pozbierał kamyki żeby przyozdobić grzbiet. Z muszelek zrobił rogi.
Patrzył chwilę dumnie na swoje arcydzieło i pokicał na ręcznik.

****

Upał dawał do pieca kolejne drewienka. Momentami było tak duszno i parno, że królik zastanawiał się czy nie jest w saunie.
Smoczyca pochrapywała cicho na legowisku niedaleko królika. Królik wziął książeczkę i pokicał między drzewa, na których konarach rozwieszony był hamak.
Wdrapał się na niego. Przykrył kocykiem i zaczął czytać Wodnikowe Wzgórze.
Przeniósł się do miejsca pod cisem, w którym siedział wystraszony jeden z bohaterów… i usnął.

Rzucił raptownie skokiem.
– Nie idź tam – sapnął. – Nie idź!
Wierzgnął, szarpnął się w hamaku, aż Jaszczurek wyleciał.

– Bujamy! – krzyknął Łuskowaty i zaczął huśtać hamakiem.
Królik wczepił łapki i pazurki w materiał.
Po chwili dołączyła Łuskowata i dawaj królikiem bujają we dwoje.
Królik zaczął się drzeć.
– Boję się, spadnę, NIIIEEEE CHHHCCĘĘĘ!

****

– Zrobiłem grę planszową.
– Widziałam. Ładna.
Po godzinie jakoś usiedli wszyscy troje.
Pionki oglądali z bliska. Niby kawałek plasteliny, kawałek kartki z bloku, długopis i rozrywka była.
Siedzieli i grali. Marudzili na skróty, drabinki i bagno. Nawet na mizianie kota Jaszczurek narzekał.
Przysiady musieli robić, piosenki śpiewać, bo gra im to wszystko narzucała.
Króliczkowi spodobało się tworzenie planszówki, pomyślał nawet, że mógłby zrobić taką cyfrową na komputerku i wydrukować, a pionki zrobić z modeliny żeby trwalsze były.

Kilka minut po rozpoczęciu rozgrywki jakoś tak się złożyło, że najpierw w pokrzywy wpadł króliczek, a potem dołączyła do niego Smoczyca i razem siedzieli kolejkę w pokrzywach…