Czas. Jak on szybko leci…
Za miesiąc minie drugi rok od chwili gdy napisałam „nie, nigdy w życiu i koniec kropka”. Pamiętam jaki był odbiór tego tekstu ludzi postronnych i jaki był dla wielu osób oczywisty.
Chciałabym coś wyznać… Uzupełnić.
Bo kilka dni wcześniej…

****

– Napisz o mnie opowiadanie – rzuciła nagle, kiedyś przy okazji gdy u Niej byłam. – Nigdy nie napisałaś nic dla mnie.
– Nie, nie chcesz tego – skrzywiłam się mimowolnie, bo przypomniało mi się coś, czym dzielić się nie chciałam, mimo że poniekąd byłoby piękne. – Bo przecież… – zaczęłam, ale umilkłam gdy się odezwała.
– Chcę, napisz – zamruczała.

Ta rozmowa faktycznie miała miejsce.
Wystraszyłam się wtedy. Wystraszyłam się tak bardzo, że aż mnie zatkało. Pomyślałam sobie siedząc na tej sofie obok Niej, że czyta mi w myślach. Miałam ochotę napisać coś dla Niej, ale z drugiej strony przeczuwałam, że moje słowa będą miały wpływ na to co się może wydarzyć później.
Podświadomie pisząc tamto opowiadanie chowałam, pomijałam i uciekałam od zdań, a nawet słów, które mogłyby zdradzić to co czułam. Bałam się Jej reakcji… Niepotrzebnie.

Opisane w tamtym opowiadaniu zdarzenie, też miało miejsce, ale zabrakło w nim jednego szczegółu. Bardzo ważnego dla mnie szczegółu, do którego w tamtym momencie nie chciałam się przyznać ani przed sobą, a tym bardziej przed Nią.

Był moment, ułamek sekundy, w którym zdałam sobie sprawę z tego, że ja chcę być Jej.
Nigdy nie zapomnę tej chwili, bo sprawiła, że znieruchomiałam i się oddałam.

– Ciesz się, że nie jesteś moją suką – powiedziała.
– A może ja bym tak chciała – prawie wypłynęło z moich ust.

Ostatecznie uwagę przemilczałam, będąc w szoku do takiego stopnia, że nawet nie przełknęłam śliny. Stałam jakby sparaliżowana, przerażona usłyszanym zlepkiem słów „moją suką” – reszta miała znacznie mniejsze pole rażenia. Te słowa z Jej ust nie były negatywnie odbierane przez moją psychikę. Pierwszy raz słowo „suka” zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. Poraziło mnie w pozytywnym znaczeniu aż po same końcówki włosów.
W tamtej chwili to Ona stała się najbardziej pożądanym pragnieniem w mojej głowie, mimo że ani ja nie zdawałam sobie z tego sprawy, ani Ona nie była (chyba) tego świadoma.

****

Prawie miesiąc później spełniło się moje – jak dotąd – największe pragnienie.
Stałam się Jej.
Pamiętam z jaką dumą i z jakim pokładem ogromnej radości weszłam do klubu mając na sobie zieloną obrożę.

Dziś w mojej głowie są trzy słowa – chwilo trwaj wiecznie.

Zapytałam się Jej kiedyś dlaczego mi to zrobiła…
– Bo mogłam i chciałam.
I jak Jej „za to” nie kochać?
Kochać. Zawsze.