Białe światło oblało jej ciało upstrzone piegami. Wzrok niby nieobecny, a jednak obecny, błądził po twarzach obserwatorów. Skóra skrzyła się od potu srebrzystymi kroplami, które odbijały blask lamp. Tworzyły wzór na jej ciele, spływając stróżkami między piersi.

– To nie jest na pokaz – dławiła się łzami. – To nie jest na pokaz, to jest tak bardzo nasze – szepnęła. Coś w niej pękało, coś napierało na zmysły. Powoli zaczynała wilgotnieć, powoli zaczynała drżeć. Odgłos upadającego motka wybudził ją z letargu i wyłowił z otchłani zaprzeczenia. Szmer ciągniętej liny po deskach podłogi, który usłyszała mimo gwaru, mimo tak wielu rozmów, Więcej >