Za oknem jakiś ptak radośnie oznajmiał nadejście lata, wiatr szalał w trzcinach przy brzegu jeziora, do którego było kilka kroków.
Drewniana podłoga trzeszczała w rytm ich kroków. Zapachy ich perfum mieszały się z kurzem zalegającym w pomieszczeniu.

– Przeprowadzę cię przez drzwi z obietnicą uwielbienia. Pozwól, że pokażę ci kim jestem – zanuciła, zalotnie mrużąc przy tym oczy, a ich błękit przypominał mu otchłań jeziora nad które przyjechali.
Rytm kroków rozbudzał wyobraźnię, ten stukot obcasów, jęk drewna pod Jej butami i to nieznośne kołysanie biodrami, sprawiało, że on nie potrafił oderwać od Niej oczu. Tonął w jej spojrzeniach, zatracał się w pożądaniu Jej ciała.

– Odzieję cię w ograniczenia z obietnicami bólu. Pozwól, że pokażę ci co mogę – wyszeptała mu wprost do ucha. Ustami musnęła policzek, zostawiając na nim karminowy ślad szminki. Ubrana w skórę, pachniała oszałamiająco. Nuta zapachu zniewalała, narzucała ograniczenia, sprawiała, że nie był w stanie się ruszyć. Przestawał myśleć, zaczynał chłonąć otaczającą go rzeczywistość jak gąbka wodę.
Coś wewnątrz niego pękło, coś zadrżało, rozpaczliwie domagając się pieszczoty. Z gardła wyrwał się zdławione westchnienie.

Mężczyzna oparł się o rant stołu. Kobieta dalej przechadzała się koło niego rytmicznie stukając obcasami swoich czarnych kozaków.
Patrzył na Nią jak zahipnotyzowany.

– Zasłonię twoje oczy i sprawię, że będziesz błagać.
Na jego twarzy już dawno tlił się ogień pragnienia, ale teraz zapłonęły mu policzki, a oczy skrzyły się od podniecenia.
Kobieta podeszła do niego, delikatnym ruchem dłoni nakazała się odwrócić. Przylgnęła ciałem do jego pleców. Oplotła ramionami, popłynęła dłońmi w górę ku kołnierzykowi i guzik po guziku rozpinała. W końcu szarpnęła za materiał, nieodpięte guziki ze stukotem potoczyły się po podłodze. Skręciła materiał w dłoni, unieruchamiając mu ręce w łokciach. Drugą dłoń położyła między łopatkami i nacisnęła. Mężczyzna posłusznie się schylił, oparł owłosioną klatkę piersiową na blacie stołu. Wodziła pacem chwilę po widocznych mięśniach.
– Będę przesuwać palcami – zamruczała rozkosznie, a Jej głos był i obietnicą, i ostrzeżeniem.

Sięgnęła po wcześniej zdjęty krawat, zawinęła go wokół jego oczu. Sprawnym ruchem jednej ręki rozpięła klamrę paska podtrzymującego spodnie, które opadły zatrzymując się na kostkach.
Zza paska wyciągnęła nóż. Przystawiła ostrze do skóry, mężczyzna drgnął.
– Pozwól, że pokażę ci kim jestem.
Zimną stalą przesunęła wzdłuż kręgosłupa zostawiając biały ślad. Patrzyła jak zabawnie jego skóra reaguje na kontakt z nożem. Po chwili rysa stała się różowa, obok zrobiła kolejną i jeszcze jedną. Znudziła się szybko. Rozcięła materiał majtek, szarpnęła, strzępy ubrania wetknęła mu do ust.
– Otworzę ci oczy, pokażę ci, co jest wewnątrz… – szepnęła, kładąc się na nim. Gładziła skórę boków, rysowała paski paznokciami od karku po lędźwie podnosząc się.
Stuk, stuk, stuk. Brzmiały Jej kroki. Skrzypnęły drzwi.
Mężczyzna nie śmiał się nawet poruszyć. Cały drżał. Przez myśl przeszło mu, że może nie wróci, że zostawi go w tak kompromitującej pozycji i że ktoś go tak zobaczy. Nogi w zgiętych kolanach bolały.
Poczuł jak szorstka lina oplata jego łydki, ściąga, przytrzymuje i gryzie jednocześnie, ale jest miła, podniecająca.

Stuk, stuk, stuk. Zmów zabrzmiał jęk podłogi.
Wzdrygnął się, gdy usłyszał huk rzuconego na podłogę prawdopodobnie dużego i ciężkiego przedmiotu. Nie był jednak w stanie określić ze słuchu co to mogło być. Zalała go fala niepewności.

Kroki się zbliżały. Na chwilę zapadła cisza. Usłyszał dźwięk rozsuwanego zamka błyskawicznego. Potem znów łoskot upadającego… Metalu?

Stuk, stuk, stuk. Brzmiały kroki, deski trzeszczały.
Kobieta stała centralnie za nim, dotknęła pośladka. Mężczyzna odruchowo spiął mięśnie. Ale ona nie dała za wygraną, nie zabrała ręki, delikatnie wodziła palcem po skórze, dotykała dołeczków, przesuwała się w dół ku rowkowi. Bacznie obserwując jego reakcje pozwalała sobie na coraz więcej, aż zawędrowała między pośladki.
Na początku spięty i lekko wystraszony, mężczyzna w końcu poddał się i zaczął cicho pojękiwać.
Nagle Ona zabrała rękę. Uczucie pustki ziębiło skórę.
Delikatne mrowienie łaskotało, nie… To trzcina łaskotała. Włochaty czubek trawy ślizgał się po jego skórze.

Piekący ból przypomniał mu gdzie jest i co robi. Przypomniał mu wszystkie przegadane minuty. Pokrzywa.
– Tak, to na pewno pokrzywa – pomyślał. Był pewien. Nie bolała, ale piekła po chwili.
Kobieta patrzyła na białe bąble pojawiające się w miejscach lekkich smagnięcie. Delektowała się dźwiękiem upadających łodyg, ciche klapnięcia wprowadzały Ją w wyjątkowy nastrój, nakręcały.
Przestała na chwilę. Popatrzyła krytycznym wzrokiem na pstrokate pośladki.
– Mało – mruknęła niezadowolona i zaczęła przesuwać gałązką po plecach mężczyzny, a po chwili zanurkowała parzącymi liśćmi między uda. Wzdrygnął się, syknął. Ten efekt dał Jej perwersyjną radość.

Odrzuciła roślinę na bok.
Stuk, stuk, stuk – stukały obcasy.
Z podróżnej lodówki, którą przyniosła, wyjęła kostki lodu. Jedną położyła w zagłębieniu łopatek, dwie w dołeczkach nad pośladkami.
Naciągnęła z plaśnięciem lateksową rękawiczkę. Na palec nałożyła odrobinę lubrykantu. Powoli, nie śpiesząc się dążyła do włożenia trzech palców w odbyt mężczyzny. Powoli, najpierw jeden, potem drugi…
A potem wpakowała mu dwie kostki lodu w odbyt, aż pisnął w strzępki własnych majtek zaskoczony tym co zrobiła.

Stuk, stuk, stuk.
– Mój mały samiec alfa – zachichotała.
Stuk, stuk, stuk.
Jęknął mężczyzna, po udach ciekła mu woda z roztopionych kostek.
Stuk, stuk, stuk.
– Samiec alfa się zsikał? – zadrwiła.

Stuk, stuk. Podeszła z przodu, zerwała z oczu krawat. Mężczyzna zamrugał oczami, zmrużył powieki.
Stała przed nim, zapinała uprząż od strapona. Przełknął ślinę, patrząc na wielki interes swojej Pani. Zdany tylko na Jej łaskę… Patrzył. A ona właśnie rozerwała opakowanie od prezerwatywy, dmuchnęła w sam jej środek i wolno obciągnęła ją na sztucznym kutasie.
Odwrócił wzrok. Stuknęła obcasem. Spojrzał.
Ordynarnie nałożyła dużą ilość lubrykantu na penisa. Szeroko się uśmiechnęła.
– Pozwól, że pokażę ci co umiem – roześmiała się zachodząc go od tyłu.

Zadrżał czując ciepło Jej ciała za sobą, chciał się podnieść, odwrócić, ale coś go paraliżowało. Mierzył się teraz z własnymi pragnieniami, pierwszy raz tak bardzo namacalnie. Mierzył się z paniką i chęcią realizacji fantazji.

Musnęła go samym koniuszkiem, stopniowo oswajała go z dotykiem, złapała za biodra, naparła swoimi. Tak by poczuł Jej bliskość i to co jest między nimi, a co opiera się teraz o pośladek.
Wprowadziła delikatnie, płytko, patrzyła na reakcje. Pogładziła pośladek, ciało się rozluźniło, wpiła palce w biodra mężczyzny i powoli nabijała go na siebie niby kontrolując sytuację, ale pozostawiając mu sporo swobody. Wyczuwała każde zahamowanie, każde spięcie mięśni…
Aż w końcu wszedł cały. Sięgnęła, miał erekcję, tak jak się spodziewała.
Na początku ruszała się powoli, falując rytmicznie biodrami w przód i w tył, wsłuchiwała się w pojękiwania.
Zmieniła nieco kąt, nabrała szybkości, stopniowo dawała mu rozkosz, stopniowo dodając ból wbijanych paznokci w skórę.
Zaczynała się powoli męczyć, gdy jego ciałem targnął dreszcz, intensywny orgazm zalał jego ciało, wytrysnął na podłogę, a ona opadła na niego zziajana.
– A teraz… Zostawię cię na podłodze, pozwalając błagać i prosić o więcej – wyszeptała mu do ucha, łapiąc jego koniuszek zębami.