Lubię, bardzo to lubię, gdy wszystko wkoło nas okrywa mgła. Uwielbiam takie momenty, gdy ktoś może to zobaczyć, ale nigdy nie mam pewności czy świadomości, że faktycznie ktokolwiek interesuje się tym, co się miedzy nami dzieje.

Fascynuje mnie to, gdy w takich okolicznościach mój mózg robi selekcję bodźców, które do niego docierają i blokuje lub wycisza te, które mają nie dochodzić.
Znikają wszystkie dźwięki płynące z otoczenia, cichnie muzyka, cichną rozmowy, wzmacnia się natomiast odbiór dźwięków płynących od Niej. Zawsze, ale to zawsze słyszę Jej oddech i rytm bicia serca… To tak jakby powstawał między nami most, silne, stabilne połączenie bazujące na współodczuwaniu i strumieniu emocjonalnych prądów energii.
Zdaję sobie sprawę z tego, że brzmi to dość abstrakcyjnie, ale ja to faktycznie tak odczuwam.

****

Miejsce, które wybrałyśmy, nie zachęcało do padnięcia na kolana. Popatrzyłam krytycznym wzrokiem na wystające z betonu kamienne płytki. Z niepokojem patrzyłam na przymocowaną do ściany kratę.
Decyzja zapadła, pragnienie szarpało mną od wewnątrz, a Jej oczy – jak zawsze w takich momentach – skrzyły się tysiącem świateł, które wyrażały te jedyne w swoim rodzaju pragnienie.
Sadystyczny błysk w oczach – tak, można to tak nazwać.
Kiedyś bałam się tego spojrzenia, ale dziś… Dziś mnie ono jeszcze bardziej podnieca i pobudza do działania, motywuje, a nawet i uspokaja, po prostu dziś widzę w nim więcej niż kiedyś.

Przyjęłam pozycję, tę która jest tak bardzo typowa dla nas.
– Kocham ten rodzaj bólu, kocham tę bliskość, kocham wszystko, co wiąże się z tym, co za moment przeżyję – pomyślałam, wkładając sobie połacie czarnego materiału sukienki za majtki. Halkę z tiulu zdjęłam jakąś godzinę wcześniej. Wtedy też prosiłam, a proszę wszystkim czym potrafię, wzrokiem, gestami, słowami… Wiem, że Ona lubi, jak proszę, ale ja też to lubię robić i lubię obserwować Jej reakcję, gdy w Jej oczach pojawia się sadyzm, a twarz przybiera nieco inny wyraz.

Chłód posadzki przypomniał mi gdzie jestem, na chwilę oblało mnie coś dziwnie znajomego i zimnego, a zaraz po tym dostrzegałam jedynie zarys kanapy po prawej stronie i jakieś zielone spodnie i czarne, wojskowe buty, które z pewnością były częścią męskiego stroju na KP.

Uda piekły lekko po wcześniejszej interakcji, ale i tym bólem łaskotały dopominając się o dokładkę. Czekałam… Grzecznie ze splątanymi dłońmi za plecami. Chociaż już nie muszę ich tam trzymać, bo znacznie lepiej kontroluję odruch zasłonięcia się… Wiem, że Ona lubi, jak trzymam je za sobą.

Palcat rozdzierał z sykiem powietrze, upadając z trzaskiem na udo, rozpalał do czerwoności fragmenty niegdyś jasnej skóry, a teraz palącej ogniem piekielnym i zaróżowionej. Powoli czerwone plamki zmieniały się w bordowe znaczenia napuchnięte od uderzeń.

Nasze wspólne puzzle układały nam się w głowach, jęki i urywane westchnienia ulatywały nad głowami, oddech stawał się jednością… Zakłócała go tylko w chwili, gdy mnie podduszała. Ale gdy to robiła, moja reakcja na ból była bardziej widoczna, bardziej przyjemna i bardzo daleko niosąca. Ta woda… To jak fala tsunami. Mocny, intensywny orgazm, który zalewa wszystkie zmysły. Wzrok mi się wtedy zmienia, ciało mnie nie słucha i błaga o więcej. Znikają zahamowania, znacznie mniej przejmuję się tym, czym i gdzie dostaję. Niesie mnie fala doznań, niesie nas, bo ja Ją ciągnę za sobą wprowadzając do swojego świata poprzez oddawanie emocji, które odczuwam.

Ona wie, że najbardziej reaguję na uda. Lubi patrzeć na mnie w chwili gdy dochodzę tylko poprzez ból… A ja lubię, gdy na mnie wtedy patrzy, uwielbiam gdy nasze oczy się spotykają, dzięki temu odlatuję jeszcze mocniej, odpływam jeszcze dalej. Niby odpływam daleko, trzymana na smyczy mostu – czuję Ją dzięki temu jesteśmy blisko, nie jestem tam sama. Idzie ze mną, właśnie tym mostem i ocieka moimi emocjami, a ja czuję Jej odpowiedź i Jej obecność. To wspólna podróż po zakamarkach świadomości oblewanych przez falę wody.
Nie musimy rozmawiać, bo czytamy sobie w myślach. Czytamy z gestów, z oczu i z mimiki twarzy. Informacje płyną jak ta woda po moim ciele.

– Chyba ci już wystarczy – szepnęła mi do ucha. Kiwnęłam głową, położyłam przedramiona płasko na posadzce, która swym chłodem łagodziła ogień, który czułam w ciele. Leżąc tak i odpoczywając, a jednocześnie dziękując i ukradkiem całując Jej dłoń, którą mnie tuliła – delektowałam się smakiem wspólnego przeżycia i interakcji. Łzy szczęścia spłynęły mi po policzkach.
Czując to zespolenie, tę jedność, tę wyjątkową więź – zawsze płaczę. To u nas normalne.

Poczułam jak rozsunął się na plecach suwak sukienki. Jej ostre paznokcie delikatnie drapały skórę pokrytą tatuażem. Bicie serca, Jej oddech, powietrze, które wydychała, promieniująca radość, spełnienie, Jej dotyk… I ukradkowy pocałunek złożony przez Nią w sam środek tatuażu – tatuażu królika z niebieskim kwiatkiem i inicjałami – LT.
– Na zawsze Twoja – pomyślałam. – Na zawsze moja – usłyszałam echem w głowie.

****

Ostatnio zastanawiałam się, dlaczego tak często piszę o bólu i doszłam do wniosku, że to właśnie wtedy najsilniej odczuwam ten pomost. Oczywiście czuję go również w innym momentach, ale inaczej.
Ten most lub – jak kto woli – ta więź łączy dwa światy – Jej i mój. Łączy Sadystkę i masochistkę. To dlatego tak intensywnie go odczuwam.