Piękną wiosnę tej zimy mamy, już są pierwsze pączki na drzewach, a nawet kotki na gałązkach… Zaraz. Wróć. Kotki? Na gałązkach? Na pewno nie chodziło o płotki?
– No na gałązkach, takie puchate, białe kulki – wtrącił króliczek. – Jak już za długo wiszą na gałązce to wysuwają takie żółte czułki i trzeba wyrzucić.
A…
Niektóre krzaczki już miały drobne listki…
W miejskim lesie ogromne poruszenie, bo już następnego dnia wielkie święto zakochanych, więc każdy szukał wyjątkowego podarku dla swojej drugiej połówki. Niektórzy nawet zapas orzechów wykopywali z tajemnych skrytek pod dębami.

Smoczyca i królik umówili się. Królik grzecznie czekał pod leśną paczką aż Smoczyca go zabierze.

– Pojedziemy do wróbla.
– Dobrz – pisnął króliczek, nerwowo ściskając torebeczkę.
– U wróbla mam ochotę coś kupić.

No i pojechali. Droga prosta i w sumie nie jest to jakoś bardzo daleko od norki króliczej. Wjechali na teren okalający przybytek pierzastego.
– Ile żuków – rozglądał się króliczek. – Nie ma gdzie marchewki wcisnąć…
– Pojedziemy do jamki – powiedziała Łuskowata i jak powiedziała tak też zrobiła.
W jamce miejsc było dużo. Tak bardzo dużo, że któryś z odwiedzających ów przybytek zaparkował żuka na dwóch miejscach jednocześnie.
– Nowy lakier ma, pewnie się boi zadrapań – zażartował królik i poszli na taśmę.

W wróblu głośno, gwarno i ciasno.
Szli grzecznie alejkami.
– Nie ma królików z serduszkami – zmartwiła się Smoczyca.
Królik wzruszył ramionami.
– Ale kulki czekają – rozpromienił się.

Smoczy ogon szeleścił na posadzce, króliczy omyk podskakiwał obok. Radośnie skrzypiały kółeczka wózka, który pchał przed sobą uszaty.
PUF!
Smoczyca oglądająca coś na półce z kosmetykami nawet nie zauważyła. Królik zapatrzony w wiszącego pajacyka dla szczeniaków z obrazkiem różowego króliczka rzucił zgniłą marchewką pod noskiem.
PUF!
Królik się obejrzał. Samiec, który już drugi raz trącił królika swoim załadowanym po brzegi wózkiem właśnie zaczynał narzekać.
– Kurwa, ile ludzi – sapnął przez zęby.
– Walędrinki jutro, to dlatego.
– Zleźli się jakby domu nie mieli.
Królik pomyślał analizując, że w sumie to większość ludzi robi zakupy w sobotę i to właśnie koło południa. W zasadzie to nie widział w tym nic złego czy zboczonego. Ale ignorancji już nie potrafił zrozumieć, bo przecież wspomniany samiec sam miał naładowany wózek tak bardzo, że można by pomyśleć, że i wróbel i pobliskie biedronki czy żabki będą zamknięte przez najbliższy tydzień… Lub właśnie zaczyna się apokalipsa zombi.

****

Wrócili do domu. Królik malował zawzięcie aż łapki do łokci miał pomalowane. Jeż kończył obiadek. Smoczyca ogarniała pranie…
Potem i niedźwiedź polarny przyszedł w gości.
Usiedli wszyscy razem przy stole i wcinali utoczone przez jeża kulki z dodatkiem sosu pieczarkowego i zajebistych ziemniaczków.
A potem sami byli jak te kulki…

– Cu-kie-re-czka? – rzuciła Smoczyca rozbawiona, bo chwilę wcześniej jeż proponował sezamki i jakoś nikt się nie chciał skusić, a co więcej każdy obdarzył jeża miną „jeszcze coś zjem, a pęknę”.

****

Z pełnymi brzuszkami siedzieli. Tam gdzie ktoś padł, tam siedział. Nikt nie miał sił by się przeczołgać w inne miejsce. Królika łatwiej byłoby przeturlać, ale on zajęty swoją magiczną i mądrą marchewką komentował.
– Jak mnie marchwi jak czytam bynajmniej użyte zamiast przynajmniej.
– Uhm – mruknęła Smoczyca.
– Tak! Tak bardzo, ze ostatnio zrobiłem wykład królikowemu tatusiowi na ten temat.
– I co ci powiedział?
– Że jestem gorszy od faszyzmu. Wiem, że żartował. Ale nazi-gramar uszaty – też brzmiałoby spoko.
– Ale tatuś nie wie jak cię wołamy.
– Tatuś – powiedział z pełną powagą. – Mój tatuś to wie wszystko – wypiął pierś do przodu, poruszył nosem i zastrzygł uszami. – Nawet jakiego koloru jest marchewka! I które z nich najbardziej lubię.
Zapadła na chwilę cisza.
– Znów dym na leśnej książce. Jak oni to robią, że tak szybko się kłócą?
– Domów nie mają – skwitowała Smoczyca.