Mała kropla błyszczącego potu spłynęła po nagiej piersi i zatrzymała się na sutku by uroczo zalśnić jeszcze raz i przyciągnąć jego wzrok. Kolejna skrząca się bursztynowym światłem na jej ciele znaczyła ścieżkę po plecach. Mokre włosy przywierały do szyi i ramion. Usta drżały wysiłkiem, czerwienią naznaczone pragnieniem. Oczy mieniły się tysiącem emocji od strachu, przez cierpienie aż do… Ona sama nie wiedziała.

Siedział wygodnie w fotelu, napawał oczy swym arcydziełem. Od długiego czasu układał ją pod siebie. Nieco pyskatą, pewną siebie, zadziorną kobietę ukształtował, jakby budował domek z kart – decydując o wszystkim co stanowiło jego część. Ona była jego częścią, jej strzępki zmysłów, urywany krzyk, szarpnięcie głową. To wszystko budowało jego obraz idealnej kobiety, kobiety uległej, kobiety z pierwiastkiem masochizmu… Jego kobiety.
Przypatrywał się tańczącym ogniom kominka, które odbijały się na zroszonej skórze wysiłkiem zaklętym w diamenciki kropel potu.

Stała, ciężko oddychając, jej dłonie były związane razem i upięte nad głową, przywiązane do belki. Patrzyła w bok, unikała jego oczu. Jeszcze chowała się przed nim, jeszcze bała się wielu rzeczy, ale już wiedziała, że narodziła się na nowo, by poznać samą siebie. Stawiała pierwsze kroki w ciemnym zakamarku swoich pragnień i fantazji.

Welurowe obicie fotela wydało dziwny dźwięk, coś z pogranicza cichego pisku i szelestu, gdy on się poruszył.
Zadrżała. Wiedziona instynktem, rzuciła ukradkowe spojrzenie w stronę drugiej kobiety. Bała się jej, przerażał ją jej wyraz twarzy. Zimne, sadystyczne, nieznoszące sprzeciwu oczy wwiercały się w jej ciało. Czuła to spojrzenie zawsze i wszędzie…

– Aniele mój – odezwał się w końcu. – Długo jeszcze każesz nam czekać?
Schowała twarz w ramiona.
– Kochanie, ale czy nie uważasz, że… – przerwał jej machnięciem dłoni.
Jego żona z obrażoną miną złożyła ramiona przed sobą.
– Boi się. Czy nie widzisz piękna w tym strachu?

Kobieta się zawzięła. Ulegała jemu, ale jej nie. W ogóle to co się działo w tej chwili nie było tym czego pragnęła. Wstydziła się jej obecności, nie chciała jej tam. Nieoczekiwany i nieprzewidziany element scenariusza skutecznie blokował jej reakcje. To była granica nie do przejścia.

Wstał i podszedł do przywiązanego anioła, który z zaskoczenia aż się szarpnął. Na jej twarzy malowało się przerażenie i brak pewności co się teraz wydarzy. On się tylko uśmiechał.
Bez słowa złapał za pierś i ścisnął.
Sapnęła.
Dotknął łona.
Westchnęła.
Nawet nie zauważyli gdy tamta kobieta wyszła.
Błądząc opuszkami palców po jej ciele, oboje odpłynęli w swój świat…

Skrząca się bursztynowym światłem łza, spłynęła po policzku. Mokre włosy przywierały do szyi i ramion. Usta drżały wysiłkiem, czerwienią naznaczone pragnieniem. Oczy mieniły się tysiącem emocji od strachu, przez cierpienie aż do spełnienia.
A on… Napawał oczy swym arcydziełem, podziwiając doskonałość dźwięków, szeptów, urywanego oddechu w spazmach rozkoszy gdy w nią wszedł.

– Jesteś moja, tak bardzo moja… Tylko moja.