– Pyskate lekko w życiu nie mają ug – zaskrzeczał Rokita.
– Nie wiem co masz na myśli – zjeżył się króliczek. – Co z tym gryzieniem zielonego?
– Śniadanie. A o czym myślałeś? Ug, ug. Pewno o czymś zboczonym.
– No gdzie tam.
– Akurat ug.
– Ja mam w głowię herbatę teraz. Parzy się.
– Zaparza, zboczony króliku!
– Ciągnie fusa – zarechotał królik i wyszczerzył ząbki.

****

Zeschła trawa szeleściła z każdym ich krokiem.
– Ale sucho – mruknął prosiaczek.
– Noooo, ale tam jest bajorko – wskazał łapką na kępę suchych badyli i poszli w tamtą stronę.
– Trochę małe – powiedział prosiaczek patrząc na sporo opadłe lustro wody.
– No jak w całym lesie wody nie ma. Wiatraków używać nie można bo prondek trza oszczędzać. A ty nic tylko marudzisz.
Zamilkli na chwilę.
– Nie lubię tego drzewka – powiedział z fochem króliczek i odruchowo zaczął drapać się po łapkach.
– Brzoza – ocenił prosiaczek.
– To nie jest brzoza.
– Brzoza. Korę ma białą.
– To nie jest brzoza. Znasz tylko jedno drzewko z białą korą?
– No to przecież brzoza.
– Nie – tupnął łapką. – To nie jest brzoza. To to ma takie czerwone i długie glizdy jak kwitnie, a potem taki biały puszek…
– Brzoza – przerwał mu prosiaczek z widocznym rozbawieniem.
– Tyś ty chyba brzozy z bliska nigdy nie widział… Mówię ci… To nie jest brzoza.
– Brzoza. Nie znasz się.
– To lipa* – roześmiał się.
to była topola.

****

W króliczej norce wielkie sprzątanie. Królik siedzi zwinięty na łóżku, a prosiaczek zapierdziela z odkurzaczem.
– No nie – tupnął prosiaczek.
Króliczek zrobił zaciekawioną minkę.
– Wpadło mi pod łóżko… – zasmucił się prosiaczek.
Króliczek wstał i podszedł do komódki, a z szuflady wyjął pilarkę. Położył się na podłodze wyglądając przy tym trochę jak placek ziemniaczany i zaczął gmerać pilarką pod łóżkiem.
– Ha – krzyknął, wyciągając spod łóżka zagubiony przedmiot. – Nowe zastosowanie pilarki!

****

– Żądam uwolnienia mojej marchewki! – pieklił się króliczek, próbując wdrapać się w ślad za prosiaczkiem.
– Tere fere – śmiał się prosiaczek, wspinając się coraz to wyżej i wyżej i sapiąc przy tym śmiesznie… Ciągnął biedną marchewkę za natkę.
>> Marchewki kradno z pola! <<
Dobiegło ich z dołu. Królik z przerażoną miną zleciał na dół i trzepnął tyłkiem o leśne poszycie. Ogarnął się w chwilę i pokicał do źródła dźwięku.
– Dzwonek na niebieską marchewkę ci zmieniłem – zanosił się śmiechem prosiaczek.
– Śpisz dziś na strychu, uwiązany do belki pod sufitem! – krzyknął, a prosiaczkowi zrzedła minka.

****

– Królik, królik – zaskrzeczała sroka na parapecie. – A co ty taki w skowronkach?
– Ahhhh – westchnął króliczek. – Życie takie piękne jest – nucił i bujał się na komódce.
– Co żeś ćpał?
– Tak – zaślinił się.
– Pytam co, bo że tak to to widzę.
– Farbkę – rozpromienił się.

****

– Masz ochotę na loda? – zapytał jeż.
Królik się popatrzył na jeża.
– Yyy, nie dziękuję – wymamrotał. Już wcześniej jeż mu loda proponował. Królik pomyślał, że święta się zbliżają, może jeż królika chce upaść żeby Smoczycy potrawkę z królika przyrządzić.
Stał tak królik i rowerków pilnował, a Smoczyca, jeż i młoda jaszczurka buszowali w pobliskim przybytku miejskiego lasu.
– Ten musisz zjeść – wychyliła się Smoczyca. – Marchewkowy jest – wyszczerzyła ząbki w uśmiechu przepełnionym troską.
Królik sobie pomyślał, że w sumie nigdy marchwi nie ma dość, klasnął w łapki z radości i jakoś zapomniał o teorii rożna na święta.
Odwinął papierek, wbił ząbki w lodowy prostokącik i…
– Marchewka mrożona, lubię to – pomyślał.

****

– Spakuj kalosze – powiedziała Smoczyca, a królik aż podskoczył na foteliku.
– Grzyby – rozpromienił się. – Tam są grzyby – pokazał białe ząbki i nastroszył futerko. – Grzyby, grzybki, grzybunie! – krzyknął. Zeskoczył z fotela i wybiegł z norki. Po chwili wrócił.
– Gdzie moje kaloszki?
– Tam.
– Gdzie tam? – zapytał, ściągając z futerka pajęczą sieć.
– No tam… – prosiaczek wskazał raciczką miejsce „tam”.
– Tam nie ma – tupnął łapką. – I tam też nie ma.
– Zobacz tam, w tej szafce co ich nie ma. Oooo TAM – odwrócił się ze stoickim spokojem prosiaczek.
– Kaloszki, moje kaloszki – królik wrócił już z gumiakami. – Tam są grzybki, będziemy je zbierać, marynować, obierać…
– Gdzie tam? – zapytał prosiaczek.
– No… gdzieś tam… Na pewno. Kurki, gąski albo gołąbki…
– Kawki też? Jedną już w domu mamy. Nie chcę więcej ptactwa.
– Dobrz – i bujał się tuląc do siebie czarne kalosze.

****

Smoczyca leżała i żarła śliwki, królik też leżał i patrzył jak Smoczyca pochłania kolejną śliwkę…
– Czemu nie jesz śliweczek?
Królik się spojrzał, oblizał…
– Daleko… – i otworzył pyszczek.
Smoczyca zmierzyła królika spojrzeniem i tak jakoś pyszczek mu się zamknął. Sięgnął przez Smoczyce, smyrnął futrem łuski.
– Oj, ta jest niedobra – zmarszczył nosek i sęgnął po drugą. – Tu też ktoś mieszka… – rozpłakał się.

****

Królik i Smoczyca po randce, spędzali czas razem.
Królik odkurzał dziuplę Smoczycy, latał uparcie z rurką i wypinał zadek bezwstydnie. Smoczyca tylko łupała okiem.
Potem zabrał się za wycieranie blatu. Tarł, tarł, aż na blacie prawie się położył. Twardo łapki tylne zwisały, ogon w górze sterczał, a reszta królika jak długa leży, a sam królik zęby szczerzy.
Smoczyca poszła do pokoju, więc królik jeszcze poprawić chciał chodniczek, rurkę odkurzacza porwał i poleciał… Stanął tyłem, między łapy zagląda, ogon już widzi i podrygiwał nim zachęcająco.
– Ekhem. Popatrz na mnie – Smoczyca leniwie podniosła głowę.
– No widzę…
Królik psotnik, królik taki prowokator.

****

– Króliczku, a dlaczego ty masz tak wiele orgazmków?
– Bo to jest jak z marchewką – ciągle chcesz jej więcej i więcej, po prostu chcesz tak dużo marchewek. Tak samo jest z orgazmkami.
– Króliczku, a dlaczego masz takie długie ograzmki?
– To też jest jak z marchewką, delektujesz się jej smakiem tak długo póki zęby cię nie zaczynają boleć.

****

– Otwórz pyszczek – powiedziała Smoczyca.
– Neee-e – mruknął króliczek, machając pyszczkiem na boki.
– Otwórz, otwórz. Dam Ci marchewkę.
– Marchewki, marchewki, tak dużo marchewek – podrygiwał radośnie ogonkiem.
Smoczyca dała królikowi marchewki… Przypinając drewniany spinacz w marchewki do jego małego języczka.
– Smakują Ci? Co? No powiedz jakie są pyszne – i uśmiechnęła się sadystycznie.
– Bafdzo zabafne – zaseplenił króliczek.

****

– Królestwo temu kto mi zrobi rosołek – zaskrzeczał króliczek do prosiaczka.
– I dziewicę? – rozochocił się prosiaczek.
– Może być. Królestwo i rękę dziewicy za rosołek.
– Jak tylko rękę… No to się nie opłaca – fuknął i zatrząsł zakręconym ogonkiem.
– Może być i cała ta dziewica… Ale rosołek. Taki z kluseczkami…
– Wiesz… – zaczął niepewnie prosiaczek. – Ja bym ci ten rosołek zrobił i bez tej dziewicy… Ale… – urwał raptownie, bo króliczek się nastroszył i kichnął.
– Co ale – wytarł zgrabnie chusteczką nosek i wiszącego gila pod nim.
– Ale wolę starsze kobiety… Młodsze to i cycków nie mają, a i nielegalne to to swoją drogą… A i wiesz… W dzisiejszych czasach – zaszurał raciczką po podłodze. – W dzisiejszych czasach to trudno o starszą dziewicę. A jak starsza jest to i nieładna i robaków ma dużo.
– No tak… Zmyślnie. Robaki to takie rycerze stojące na drodze cnoty i dobra…

****

Krwiożercze marchewki gryzły kabel ładowarki. Pan marchewka zmęczony nocnymi wojażami spał w legowisku króliczka, a małe puchate coś…
– Pół kilo marchewek…
– Na co ci pół kilo?
– Jadł będę. Gotowaną. Dobra jest.
– No dobrz.
– Ziemniaki.
– Przecież ty rzadko jesz ziemniaki… – znów wtrącił prosiaczek.
– Zacznę częściej. Muszę.
– Aha – pokiwał głową z niedowierzaniem.
– I o! Ten. No. Kleik! Albo kaszkę.
– Z marchewką?
– A robią? – ucieszył się i zaczął podrygiwać ogonkiem.
– Nie wiem.
Królik skrzętnie bazgrał na karteczce listę zakupów. Narysował królika i dał prosiaczkowi.
– Żelek?
Króliczek zrobił smutną minkę.
– Nie będzie żelków. Na diecie jesteś!
– Prosiaczek wielki dominator i sadysta – sapnął pod nosem króliczek.

****

– Nie cem – pisnął króliczek, złapał się za spodenki od piżamki. Przed chwilą był pewien, że zrobił w portki… Odetchnął z ulgą mając pewność, że to było tylko złudzenie.
– Niedobrzmi – wybełkotał, w pysku czuł paskudno chemiczny smak kontrastu, który wlali mu kranikiem.
Wydry chichitały, królik był gdzieś obok…
– Ide… – mruknął, wstał, zabrał bluze z futerkiem i skierował się do drzwi.
– Trafi pan do siebie? – zapytała zatroskana wydra.
– Uhm – mruknął. – Trafiłem do was to i trafię do siebie…
I poszedł pokrętnymi, ciemnymi korytarzami, w których jakby zorganizował podchody to by każdy w portki robił.

****

Siedział królik ubrany w dresik na łóżeczku. Bujał się, kombinował i czekał na hordę borsuków i wydr. Co chwila zaglądał w szparę drzwi i wyglądał wycieczki obchodowej. W jego skokach leżał blok rysunkowy.
Usłyszał kroki, poruszył nerwowo ogonkiem, głęboko oddychał, a jego nosek śmiesznie się poruszał.
– Położy się i pokaże brzuszek – powiedział jeden z borsuków, wchodząc do salki. Wianuszek wydrowoborsuczy okrążył łóżeczko króliczka. Uszaty leżał z odkrytym brzuszkiem i czekał. Zapadła cisza. Delegacja patrzyła nie na królika, a na kartkę i rysuneczek lezący w jego tylnych łapkach.
Borsuczka się uśmiechała, wydry wpatrywały…
– Artysta – powiedział ten sam borsuk co kazał pokazać brzuszek.
I dalej patrzą.
– Ekhem – chrząknął króliczek. – A co z moim brzuszkiem? Bo mi zimno troszkę.
Obchodna wycieczka głośno się zaśmiała. Pogadali, popatrzyli, pomacali, osłuchali…
– No to do domku.
– Już? A tak miło było… Nawet mnie marchewkami karmiliście.
****
– Obiad – weszła nornica na sali z radosnym, szerokim uśmiechem.
– Ale jak to? Do domu idę i nie ma mnie na liście obiadowej… – zaprzeczył króliczek, bo obiad mu się nie należał.
– Marchewki są – powiedziała nornica, stawiając tacę na parapecie. – Smacznego – ponownie się uśmiechnęła serdecznie i wyszła.
– Zawsze były marchewki – wspomniał królik. – Marchewki dobre – oblizał nosek i zabrał się do pałaszowania sprezentowanego obiadu.
****
– Pa pa – machały łapkami i robiły smutne minki. Trzy wydry zza kontuarku wyglądały na szczerze smutne i żałujące, że ich przygoda z uszatym psotnikiem właśnie się skończyła, aż się królikowi smutno zrobiło.
– Chyba mnie tu lubili – pomyślał, poprawił torebkę, sprawdził mocowanie podusi i pokica w stronę windy.

****

– Nalej wody w garnczek i posól – powiedział prosiaczek, siadając do szkiełka.
– Muszę siku – pisnął króliczek, przeskakując z łapki na łapkę.
– Tak, wstanę i zrobię, a ty idź siku.
– Dziękuję – krzyknął króliczek zamykając drzwi od wygódki.
– Żartowałem.
Uszaty wyłonił się z kibelka z ponurą miną. Poszedł do piecyka, nalał w garnczek wody i posolił. Postawił sobie na kratce. Odkręcił kurek piecyka i nacisnął magiczny guzik z iskierką.
– No płomyk, chodź do wujcia – sapnął z wysiłkiem dalej trzymając guzik. Zrezygnował po chwili, bo już go łapka zabolała. Rozejrzał się po okolicy piecyka. Porwał w locie zapalniczkę. Odkręcił jeszcze raz kurek i przyłożył płomyk…
– Aaa… – krzyknął. – Osz ty kutfa – sapnął i zaczął dmuchać na dymiące futro.
– Eee? – odezwał się prosiaczek z końca norki.
– Futro sobie opaliłem i stwierdzam, że opalanie to całkiem fajny sposób na pozbycie się futra w miejscach, w których go sobie nie życzymy.

****

– Ja pierdolę – szepnął przerażony króliczek.
– Eee? – oderwał wzrok od szkiełka prosiaczek i spojrzał na królika.
– Idę po nawóz do marchewek i co widzę? Choinki, mikołaje, bombki… Żeby to były marchewki to jeszcze bym to zrozumiał. Ale w ogrodniczym?
– Choinkę w ogrodniczym to chyba cały rok…
– Ale nie kurwa ubraną w świecidełka – fuknął gniewnie. – Nawet robak wysrał choinkę i był z siebie zadowolony tak bardzo, że kręcił kółka wkoło dziury z piaskiem do której nasrał.
– No nie gadaj?!
– No… Robak, robakiem… Ale gdzie nie spojrzysz to święta, a to początek listopada jest.
– No po świeczkach od razu mikołajki.
– Na mikołajki się lampki wiesza i pedalsko mieniące się glizdy na biednej choince? Co ten świerk zrobił, powiedz mi.
– Nie wiem… Może za bardzo mu szyszki urosły…
– Jak ja nienawidzę świąt.
– I jak co roku zjemy marchewkową pizzę.
– Ale w tym roku bez sera. Ser jest niezdrowy dla króliczka.
– A tak to ja się nie bawię. Ja też już nie lubię świąt.