Kwiatki, uśmieszki i czekoladki… To taki specjalny dzień, ale nie dla królika. Smoczyca od rana latała to tu to tam, biegała, pełzała i buchała dymem z nozdrzy. Królik przykicał do Jej dziupli pomagać.
Umył blat, przemeldował chlebki do nowego domku, poodkurzał… A Smoczyca krzątała się po kuchni, co prawda króliczek pojawił się w Jej królestwie w charakterze uszatego pomocnika, ale już niewiele było do zrobienia. Ot oskrobał ziemniaki…
– Załóż rękawiczki – popatrzył królik na Łuskowatą dziwnym, „zagubionym” wzrokiem.
– Operacja – krzyknął i klasnął w łapki.
– Nie. Buraki będziesz tarł.
Królik się napuszył, nie lubił tego proszku co potem na łapkach zostaje, bo ma specyficzny zapach i swędzi. Znaczy… Nie zapach swędzi, a ten proszek jak się między futerko dostanie.
Tarł, tarł, tarł i zżerał końcówki. Trochę piszczał, bo obok Smoczyca siekała kapustę i głąbek widział. Pachniał mu, noskiem ruszał i pomrukiwał. Handel wymienny. Smoczyca królikowi głąbek, a królik Smoczycy buraka.
Usiadł na chwilę, bo się namachał i patrzy. Smoczyca wzięła żółtą piłkę i zaczęła turlać po blacie. Królik patrzy, patrzy, przekrzywia łepek…
– Ale dlaczego to robisz?
Już mu miała odpowiedzieć, ale cytryna wypadła Jej z pod łapy.
– Aaaa. Żeby spadło?

****

– Co robisz? – zapytał prosiaczek.
– Czytam – przerwał na chwilę monolog. – Chyba słychać.
– A co?
– Artykuł – znów przerwał króliczek.
– No, ale marchewkom?
– No same nie urosną, a naukowcy wspominali że jak się krowom puści muzykę to lepsze mleko dają.
Prosiaczek się zmarszczył, przypomniał sobie chęci króliczka co do dzielenia się penisami krowy.
– Na pewno nie urosną, skoro czytasz im o masochizmie.
– Myślisz, ze powinienem poczytać im o sadyzmie?
– Wtedy to zwiną listki w korzonki i znikną. Poczytaj im Pana Tadeusza albo Quo Vadis.
– Wtedy to ja się zwinę w kulkę i odtoczę od tych marchewek…

****

– Znowu wpierdol dostałeś?
Królik wyszczerzył tylko ząbki.
– Gdzie?
– Tam gdzie zawsze w sumie – wycedził przez ząbki, cały czas się sprośnie uśmiechając.
– Pokaż.
Króliczek ściągnął spodenki od dresiku, cały czas szczerząc ząbki z radości.
– Och kurna… Ała.
– Mnie tam nie bolało. Co prawda, potem rajstopków żem nie zakładał bo piekło jak poszedłem zrobić siusiu…

****

– Ja pierdolę – szepnął przerażony króliczek.
– Eee? – oderwał wzrok od szkiełka prosiaczek i spojrzał na królika.
– Idę po nawóz do marchewek i co widzę? Choinki, mikołaje, bombki… Żeby to były marchewki to jeszcze bym to zrozumiał. Ale w ogrodniczym?
– Choinkę w ogrodniczym to chyba cały rok…
– Ale nie kurwa ubraną w świecidełka – fuknął gniewnie. – Nawet robak wysrał choinkę i był z siebie zadowolony tak bardzo, że kręcił kółka wkoło dziury z piaskiem do której nasrał.
– No nie gadaj?!
– No… Robak, robakiem… Ale gdzie nie spojrzysz to święta, a to początek listopada jest.
– No po świeczkach od razu mikołajki.
– Na mikołajki się lampki wiesza i pedalsko mieniące się glizdy na biednej choince? Co ten świerk zrobił, powiedz mi.
– Nie wiem… Może za bardzo mu szyszki urosły…
– Jak ja nienawidzę świąt.
– I jak co roku zjemy marchewkową pizzę.
– Ale w tym roku bez sera. Ser jest niezdrowy dla króliczka.
– A tak to ja się nie bawię. Ja też już nie lubię świąt.