Znów obudziłam się obolała. Ciągnęły mnie mięśnie grzbietowe, krzyż, okolice żeber, a nawet kark… Zaskakujące jest to, że bolały mnie także kolana i stopy. Ale nie czułam tego bólu tak jak powinnam, nie narzekałam, a z twarzy nie schodził mi ten specyficzny uśmiech. Rozedrgana chodziłam po mieszkaniu, endorfiny ze mnie jeszcze nie zeszły.

– Już? – zapytała, widząc czerwony palcat w moich ustach.
Obiecałam Jej pół żartem, pół serio, że będę chodziła za Nią z tym batem w ustach. Generalnie był to efekt narastającego głodu, silnego pragnienia, impulsu, ale takiego tu i teraz. Nie mogłam się wycofać z tych słów, mimo że paradowanie z batem w zębach nie było zbyt przyjemne, to musiałam, bo obiecałam. Teraz mam nauczkę, aby nie wypowiadać słów, których nie jestem pewna.
– A czemu by nie? – Mrowiło mnie wszystko, a najbardziej mózg. Łechtana zapachem skóry, moja największa strefa erogenna – płonęła. Jej oczy delikatnie odbijały światło, prawie niezauważalnie się skrzyły, dopiero się rozbudzały.
W jednej chwili zdałam sobie sprawę z tego, że ja jednak lubię jak inni na to patrzą. Wystraszyłam się, bo tak między tymi wszystkimi prawdami, to ja i tak przecież nie rejestrowałam ich obecności. Jedynie czasami miewałam przebłyski świadomości, że tam ktoś jest i jakby przez mgłę widziałam zarysy postaci, albo same cienie.
Nie mogłam zrozumieć dlaczego w tamtej chwili czułam tak głębokie pragnienie. Skąd ta ochota? Nie potrafiłam sama sobie dać odpowiedzi na to pytanie.

Ta myśl znikła w chwili, w której poczułam chłód posadzki. Tak bardzo kocham obrywać po udach, tak szybko wtedy odlatuję, tak długo się po tym mnie trzyma to wszystko.

Mgła pokryła otoczenie, gęsta i bezwonna, zasłaniała wszystko co było wokół. Dotykała delikatnie skóry, łaskocząc zmysły, dodając do gamy barw kolejne doznanie, którego nie jestem w stanie zidentyfikować. Wskoczyłam od razu o kilka stopni wyżej na schodach prowadzących do spełnienia.
Odgłosy rozmów, szmery, szepty… Aż wszystko znikło, jakbym znalazła się w zupełnie innym miejscu, znacznie cichszym, surowszym, ale mimo to tętniącym życiem. Świsty, trzaski, mój własny oddech, bicie serca i komunikacja z Nią, to jedyne dźwięki jakie do mnie docierały.

Unosiłam się na wodzie, a woda obmywała ciało. Co chwilę falą doznań zakrywając mnie całą, powodowała drżenie, pojawiał się szum w głowie. Odpłynęłam, targana rozkoszą, bólem, chwilą i emocjami. Wszystkim i niczym w jednej chwili. Oderwałam stopy od ziemi… Karmiłam się bliskością… Tą więzią, tym zrozumieniem… Tym momentem, w którym to nawet oddech staje się wspólny, a serca biją jednym rytmem. Byłyśmy dwie, ale jakby była tam jedna…

****

Dwie doby temu była impreza klimatyczna. Lubię tam chodzić, lubię tych ludzi i tę atmosferę, która towarzyszy takim spotkaniom. Jednak nie spodziewałam się, że tak to wszystko się zakończy…

Kolejną noc zaliczam do tych „nieprzespanych”, kilkakrotnie budziły mnie dreszcze, drgawki i orgazm. Ot tak, po prostu… „Na dobry początek dnia” – szkoda, że kilka razy w ciągu nocy. Nie, absolutnie. Nie narzekam. Lubię mieć taki orgazm. W sumie to lubię każdy orgazm…
Ale to już jest druga doba, jak drży moje ciało. Z bólu? Z powodu wspomnień? Z powodu zapętlonych wrażeń? Nie wiem… Orgazm jak rzep, przyczepił się do mnie i nie chciał puścić.
Przeszłyśmy same siebie.