– Cześć Łuskowata – przylgnął do Smoczycy króliczek. – Tęskniłem – wyszeptał w chłodne łuski. – Boli cię jeszcze? – Smoczyca kiwnęła głową. – Biedna jesteś – westchnął.
Weszli do salonu i usiedli na sofie. Smoczyca wyciągnęła ogon i tylne łapki, a królik zwinął się w kłębek. Dawno się nie widzieli, dawno nie spędzali czasu razem, bo a to jedno było chore, a potem drugie się rozchorowało. Plus był z tego taki, że króliczek teraz dostawał więcej marchewek od Smoczycy jak u Niej przebywał w porach obiadowych, bo marchewki dla królika to ważna sprawa żeby był zdrowy.

Poruszyła pyskiem nerwowo. Króliczek się spojrzał z wymalowanym pytajnikiem na swojej, puchatej twarzy.
– Kły mi się pukają – powiedziała. Króliczek przekrzywił łepek, a w jego otoczeniu pojawiło się jeszcze więcej pytajników.
– No pukają… – urwała, krzywo się uśmiechając bo ją zabolało.
– Ale jak to pukają? – zdziwił się. – Zboczone masz te swoje kły…

****

Siedzieli i oglądali film.
– Wymasuj mi uszy – rozkazała.
– Ale Smoki mają uszy? Gdzie? – zainteresował się, wskakując na obolałą Smoczycę, a ta syknęła z bólu.
– Tu… Za rogami. Nie tymi, tutaj – wskazała łapą z czerwonymi, długimi pazurami.
Królik usadowił się na Smoczycy i wyciągnął łapki. Nie dosięgał, więc przesunął się bliżej. Smoczyca zaczęła się poruszać.
– Nie wierzgaj bo mi futro zmoczysz… – zmartwił się, podrygując ogonkiem.
– Muszę założyć szczękę – powiedziała ot tak.
Królik nie wytrzymał, parsknął śmiechem tak soczyście, że wszystko wkoło opluł, na całe szczęście Smoczyca nie oberwała, bo następna pomidorowa mogłaby się ugotować na króliku. Królik tarzał się ze śmiechu i prawie spadł na podłogę, nie był wstanie przestać aż go brzuszek rozbolał.

****

– Załóż gumkę – powiedział poważnym tonem.
– Piję.
– A potem zapalisz, zjesz i znów zapalisz, a gumka będzie leżeć. Nosić ją powinnaś. Przecież to dla twojego zdrowia – wyglądał na przejętego.
– Usz? Zadofolony?
W odpowiedzi królik się tylko uśmiechnął szeroko.
– Baldzo zabafne. Dlugo se bedzies smial ze mne? – wypuściła dym nosem.
Króliczek przytulił Smoczycę i pogłaskał po zimnych łuskach.
– Jesce tylko tlosecke – zażartował. – I tak cię kofam. Z tą gumką chyba nawet bardziej – rozpromienił się, pokazując całe uzębienie.