A zaczęło się to tak bardzo niewinnie. Pamiętasz to jeszcze? Pamiętasz jak delikatnie badałam nową, wirtualną znajomość, jak powoli zaczynałam ufać? Kroczek po kroczku zbliżałam się do Ciebie, a pamiętasz jak płochliwe było ze mnie dziewczę? Tak wiele mam z królika… Pamiętasz nasze pierwsze rozmowy o wszystkim i o niczym? Pamiętasz dyskusję na temat rowerów i witek wierzbowych nad Wisłą? Ten tekst jest dla Ciebie. Tak bardzo Twój jak i mój… Po prostu nasz. To wspomnienie tego jak to wszystko się zaczęło, jak nasza relacja dojrzewała by zawiązać się taką silną więzią.

– Zacznę się chyba Ciebie bać, tak na wszelki wypadek.
– Bo?
– A tak.
– Przecież ja ogólnie jestem miła.
– Tak, tak. Sadyści na ogół są mili.

08.07.2014

– Ryż będziesz nakładać do miseczek? – skomentowałam zdjęcie packi, którą się pochwaliłaś. – No dobra. Ładny kształt.
– Taka do karcenia niegrzecznych dziewczynek.
– Ponoć nie bijesz kobiet.
– Ale trochę miękka. Biję, jak mnie o to poproszą.
– Uhm – i szybka zmiana tematu. Już wtedy zaczynało coś mnie mrowić, ale niekoniecznie wiedziałam co, gdzie i dlaczego, ale widać to po moich zmianach tematu.

09.07.2014

Krzesło. Je musisz pamiętać. To wszystko zaczęło się przez to krzesło… Wtedy się pierwszy raz zobaczyłyśmy.

– Potrzebuje krzesło stare, metalowe.
– Barowe?
– Albo taboret.
– Takie? – wkleiłam linka do losowo znalezionego aluminiowego krzesła z czasów PRLu.
– Takie z rurek.
– Na sobotę? Czy ogólnie?
– Na sobotę.
(…)
– Mówisz krzesło i masz krzesło. Tylko ja uprzedzam, że to mocny staroć.
– Oj, jaki, jaki?
– Co jaki?
– Jaki staroć? Pokaż.
– Nie mieszkam z rodzicami.
– 🙁
– Mogę pojechać w piątek wieczorem lub w sobotę rano.
– Nie. Leż.
– W piątek i tak biorę ostatni antybiotyk – miałam wtedy zapalenie płuc.
– Będzie padać.
– A pojadę samochodem.
– A podwieziesz do mnie?
– Co Ty, nie po drodze mi – tego dnia odkryłam jak bardzo blisko siebie mieszkamy.
– Pokaże Ci piwnicę – ten argument akurat nie był dobrze dobrany. Piwnicy boję się do dziś – ot tak, na wszelki wypadek.

Pamiętam, że 12 lipca pojechałam do taty po to krzesło, bo kojarzyłam, że takie mają. Pamiętam jak mi nogi zmiękły gdy skręciłam w Twoją ulicę. Pamiętam jakby to było wczoraj, jak trzęsłam się wewnątrz, bo to przecież wchodzę do jaskini Okropnej, Dominującej Kobiety w dodatku takiej, która przywitała mnie w domowym dresie. Wtedy jakoś kobiet się bałam… Te narzędzia zbrodni leżące tu i tam, ten arsenał przedmiotów zadających ból i ta herbata – taka niewinna w porównaniu z tym wszystkim z czym miałam kontakt zanim ją zrobiłaś. Mimo to – wydawałaś się normalna. Ciepła, czuła i zupełnie normalna. Nie pasowałaś do mojego wyobrażenia o Dominach.

A pamiętasz to?

– Nowoczesna dizajnerska spinka do włosów.
– I jeszcze jeden w spodniach. Typowa biurwa ze mnie.
– A po co Ci w spodniach? Znaczy na/w spodniach.
– Na kieszeni. Właśnie nie wiem, chyba do paska.
– Na wszelki wypadek.
– Jakby mnie teraz zobaczyli ludzie z FL to całkiem bym prestiż straciła. Hehe – na żarty Ci się zebrało wtedy.
– A co ma FL do spinacza we włosach?
– Adidasy, starty jeans i kurtka na motor.
– No i?
– No i spinacze.
– No tak, bo przecież Domina to tylko w skórach i latexach do pracy chodzi ze straponem przypiętym do bioder 24/7.
– Przecież Dominy chodzą tylko w szpilkach i skórze. Hehe.
– Tak? Cholera, a uległe, ulegli i cała reszta?
– Nago.
– O jeszcze czego.
– Mam koszule przezroczystą. Tylko w kolorze brzoskwiniowym.
– O to już Cię dyskwalifikuje, bo to taki niedominujący ten kolor. Koniecznie przefarbuj.

Głęboki wdech…

– Dziwne, bo Ciebie się nie bałam.
– Nie masz powodu się mnie bać.
– Wiem.
– Ja nie biję kobiet.
– Ale to nie o to chodzi, bo ja z założenia boję się bardziej kobiet niż mężczyzn.
– Tu chodzi o nastawienie.
– W wielu momentach chodzi o nastawienie, ale nie tylko, bo pewne rzeczy się odczuwa.
– Mnie się boją mężczyźni bo jestem w ich fantazjach, a Ciebie ja nie rajcuje hehehe.
– Nie przesadzaj, kobiety mi się niektóre podobają, ale i tak mnie nie pociąga fizyczność. Tylko, że dla Ciebie są inne priorytety i cele ważne niż dla mnie.
– O tym mówię właśnie.
– Co nie wyklucza według mnie znajomości.

17.07.2014

Jaki to dziwny zbieg okoliczności, że raptem dwa miesiące później już byłam Twoja. A zaledwie miesiąc po tej rozmowie już skóra bardziej mnie mrowiła, już mocniej mnie przyciągałaś. To wszystko widać w naszych rozmowach.
Wiesz?

– To masz go czym straszyć.
– A drugi jest zazdrosny.
– Jak będziesz niegrzeczny to pójdziesz do Tugori.
– Haha.
– Drugi?
– A to Ty nie wiesz?
– O mnie zazdrosny? Wiem o drugim.
– No pewnie, jakby miał o co.
– Dlaczego?
– Nie wiem. Raczej powodów nie ma.
– A on mnie zna?
– Nie, ale wie, że istniejesz.
– Koleżanki nie możesz mieć.
– Rozmawiałam z nim o pet walk.
– Phii.
– I wspomniałam, że pytałaś o to czy mam ogon. Się zaperzył jakby było o co.
– Myśli, że włażę na jego teren. Dominujące osoby tak mają.
– Głupi jest.
– Nawet jak powodów nie ma.
– Wkurza mnie.
– Ale ja też tak mam skarbie.
– Niech się mną zajmie, a nie szuka dziury w całym.
– Jestem strasznie zaborcza.

17.07.2014

Z perspektywy czasu nasze rozmowy niby są takie niewinne, a jest w nich coś co od czasu do czasu iskrzy. Widzę to po swoich wypowiedziach – dziś jako bardziej doświadczona osoba względem klimatu, po prostu wyczuwam więcej. I te Twoje droczenie się ze mną…
A przecież i tak nie robiłyśmy niczego złego o co faktycznie mógłby być zazdrosny ten „Drugi”.

– Czemu jest gorąco? Mamy lato – odpowiedziałam na Twoje pytanie.
– Aaaa. Brak batów. Rozumiem.
– A co to? Mało krzaków rośnie?
– Krew za wolno Ci krąży.
– Och dbasz o mój komfort i zdrowie.

18.07.2014

Jakby na to nie spojrzeć nie da się nie zauważyć, że mnie podpuszczałaś albo prowokowałaś, a ja jeszcze byłam ślepa i tego aż tak nie zauważałam i odbierałam jako żart. Żart z obietnicą i klimatem w tle. Może to dlatego zaczynałam powoli się zastanawiać nad tym czy nie spróbować bólu z Twojej ręki. Może właśnie dlatego zaczynałaś mnie przyciągać samą sobą.

– Pij dużo wody. Gorąco jest.
– Och, bo jeszcze pomyślę, że się mną opiekujesz.

Stwierdzam, że kopanie w archiwum jest trudne i żeby wyciągnąć perełki, które pokazują dojrzewanie do relacji… Trzeba mocno się skupić. Nawet bardzo mocno, ale ile przy tym powraca wspomnień, nawet nie wiesz ile razy się uśmiechnęłam, a poza tym chciałabym abyś i Ty się uśmiechała czytając początki naszej znajomości.

– Ale mam wielki brzuchol – napisałaś.
– Teraz będziesz pierdzieć.
– Noo.
– A Dominy nie pierdzą.
– Jak nie?

A sen o Tygrysku pamiętasz i te nasze podśmiewywajki z Tygryska i jego kombinezonu w paseczki? 😀
A motyw z obrożą? Strasznie mi było głupio przyznać się przed Tobą, że kupiłam ją sama. Pamiętam jak szłam alejkami między bazarowymi budami i nagle zatrzymałam się w półkroku. Z jednej strony chciałam Ci się nią pochwalić i opowiedzieć o emocjach z tym związanych, a z drugiej strony gdzieś tam miałam przeświadczenie, że obrożę to powinnam jednak dostać i jakiś wewnętrzny opór, który dość szybko złamałaś… Zawsze go szybko łamiesz.

– Pokaż.
– Co? E nie… No co Ty, taka zwykła dla psa.
– Dawaj.
– Nie lubię Cię, mówiłam Ci że jesteś wredna? – wstawiłam zdjęcie obroży do naszej rozmowy. Była zwykła, czerwona i cienka.
– Mrrr.
– Pierdolca mam.
– Fajna.
– Zupełnie zwykła, taka bez „wodotrysków”, ale ona prócz tej zwyczajności ma coś jeszcze, wiesz… Tak w sobie, jakiś pieprzony magnez, który mnie przyciągnął.
– Wiem o czym mówisz. Naprawdę się jarasz.

Oczywiście, że się jarałam. Była moja. Pierwsza, której nadałam taki znaczenie.
Ale tak na poważnie to dopiero dziś wiem jak głębokim symbolem jest dla mnie obroża i to dzięki Tobie, chociaż pewnie któregoś dnia dowiem się o tym jeszcze więcej.
Kiedyś każda wzmianka o obroży wywoływała na mnie gęsią skórkę w negatywnym tego słowa znaczeniu. Dopiero ta, którą dostałam od Ciebie była miła, współgrała ze mną, była dla mnie, dla nas, była moja. Tylko nasza. Chciałam jej bardzo, pragnęłam mocno poczuć, że jestem tylko Twoja.
Pamiętam jak kiedyś powiedziałaś „ciesz się, że nie jesteś moja”, pamiętam słowa, które mimowolnie pojawiły się w mojej głowie – a może ja bym chciała być Twoja? Tak… To czasy słynnej zupy grzybowej i Burzy testowanej na króliku doświadczalnym. To czasy gdy zażądałaś ode mnie opowiadania o sobie. To czasy „nie, nigdy w życiu i koniec kropka”.

Pamiętam, bardzo dobrze pamiętam wszystko co było dla mnie ważne. Pamiętam dni dobre i te gorsze momenty, to wszystko ma wpływ na to kim dla siebie jesteśmy i jakie jesteśmy. Deszcze i burze umacniają mosty jeśli tylko przetrwamy powodzie łez i złości. Uczą, nie tylko mnie, ale nas obie.

Ale zanim to nastąpiło…

– No, zacne. Ciekawe czy znajdziesz chętnego – skomentowałam pomalowane paletki, które mi pokazałaś.
– Wrrr. Uzbiera Ci się w końcu.
– Haha. Mnie? Cholera wszyscy mnie tłuc chcą, a co ja jestem…
– Skarbie.
– Jeszcze jakbym lubiła, to byłoby to zrozumiałe.
– Przecież ja to czuję.
– Co?
– Jak się fajnie podajesz.
– Ja? A gdzieżby tam.
– Bo… Ileż miałam wczoraj frajdy z Twoimi włosami hehehe.

29.07.2014

Pamiętasz jak malowałyśmy te paletki u Ciebie w ogródku? Kocyk rozłożony, w rękach pędzelki i te moje – a masz rozpuszczalnik? I to bycie miłym inaczej i wypieranie się tego przed samą sobą i Tobą… To było tak oczywiste, że chciałam Ci pomóc i jednocześnie być użyteczną, prawda? Pamiętasz to jeszcze? Pamiętam tą sytuację jakby to było wczoraj, jak latałam po przysłowiowym kwadracie i szukałam rozpuszczalnika żeby było w czym pędzle z farby umyć… A potem farbowałaś mi włosy. Tak, dałam Sadystce ufarbować swoje włosy. Tak było miło i śmiesznie. Jak sobie przypomnę to „na kolana suko” przed wanną i tuż przed spłukaniem farby i ten śmiech, to mi się cieplej robi.

Uszata prowokator. Nie no przecież uszata nie lubi po tyłku dostawać ani być szarpana za włosy ;).

– Nie chcę, a nawet jak Ci się wydaje, że chcę – to nie chcę, a jak będę chciała to poproszę.

Szczyt masochizmu i resztki instynktu samozachowawczego. Śmiać mi się chce jak widzę takie teksty z mojej strony.

Pamiętasz jak jechałyśmy na działkę?
Jak mój partner udzielił Ci pozwolenia i jak się z tego śmiałaś? Jak mnie brutalnie i wrednie straszyłaś i proponowałaś zamianę zrzutki kasy za benzynę, jeden do jednego na baty, bo martwiłam się, że mój nie dostanie wypłaty? 😀 Do drzewa wiązać mnie chciałaś!

– A teraz kurwa słyszę z boku…
– ?
– Że jak będzie mi się chciało to ewentualnie mam zadzwonić i ha Ty masz „pozwolenie”.
– ?
– Ale nie będę, ale co mam wytłumaczyć? Te pozwolenie?
– Co słyszysz z boku?
– Mój chłop powiedział, że jak będę miała ochotę to mam do niego zadzwonić… W sensie ochotę oberwać.
– I przez telefon Ci wleje?
– Nie, chodzi o informację. Powiedział, że Ty byś mogła, ale…
– To Wasza sprawa.
– Jakoś mi to nie pasuje, więc będę grzeczna 😀
– Czyli ja mam pozwolenie mówisz hmmmm.
– Nie stresuj mnie.
– To powiem innym żeś moja i już mi w paradę nie wejdą.
– …
– Nananana
– Nie ma takiej opcji.
– Zwiążę Cię. Z nią przy drzewie.
– Nie. Nie chcę.
– Dobra, dobra.
– Wrr.
– Bo Ci kocyka nie dam do spania.
– Mam śpiworek, zabierzesz mi?

– Powinno się udać chyba, że mój nie dostanie wypłaty do piątku.
– Nie ma problemu.
– To najwyżej oddam jak będę miała o ile to nie jest problem.
– Żaden. Możesz zamienić na baty.
– Ej… Słaby przelicznik to raz. A dwa… No za kasę?
– 1 za 1.
– Może w zębach przynieść?
– Nie – i się cieszyłaś emotką o nazwie „radocha”
– Z całym szacunkiem, ale nie wypłaciłabym się za szybko.
– Mam pozwolenie – i kolejna emotka o wdzięcznej nazwie „radocha”.

No i jak Cię tutaj nie kochać? Dbałaś o szybkość krążenia krwi w moich żyłach zanim w ogóle byłam Twoja.

– Co robisz jutro, po pracy i po popołudniowej drzemce?
– Leżę.
– A ja chciałam Cię na obiad zaprosić. Reflektujesz?
– Sebastian gotuje?
– I to całkiem nieźle, a że pasty lubisz to Ci posmakuje.
– Super.

– Chyba namoczę wierzbę.
– Będziesz bić Sebastiana?
– Nie. Nie żeby ten, ale ostatecznie przypadkiem mogłoby się przydać.
– Mrrr. Ja Ci w końcu wleje. Zobaczysz.
– No dlatego…
– Bo Ci tego brak.
– Tylko spokojnie bo we wtorek do pracy idę. Brak, ale brak mi nie samego wpierdolu, ale tego wpierdolu z dodatkiem – dodatkiem nazywałam zawsze emocje, to zespolenie. Chociaż nie umiałam wtedy jeszcze dokładnie określić tego w tamtych czasach.

03.08.2014

Zawsze, ale to zawsze gdy komuś pozwalałam podnieść na siebie rękę odczuwałam lęk. Wtedy byłam zestresowana, ale nie bałam się. Nie czułam strachu przed Tobą. Stres płynął bardziej z podświadomej obawy przed reakcjami własnymi i Twoimi. Jak to wyjdzie i czy będzie Ci się podobać to co zobaczysz. Pierwszy raz w kontaktach klimatycznych nie walczyłam z pokusą ukrycia reakcji ciała, ani nie miałam ochoty niczego tłumić i pierwszy raz pozwoliłam wychylić się własnemu masochistycznemu czemuś z cienia na tyle, na ile samo zdecyduje się pojawić. Pierwszy raz ufałam na tyle, że postanowiłam wyrazić wszystko to, co ze mnie wypłynie. I wiesz co? Fajnie było przeżyć mój „pierwszy raz” właśnie z Tobą.

– Jesteś bez litości. Obiad to podstęp hehehe.
– No pewnie, oczywiście, chciałam Cię zwabić i wszystko uknułam. Ale nie oszukujmy się, miałaś chęć mnie sprać chyba dość szybko od momentu kiedy mnie poznałaś.
– No pewnie. Co nie znaczy, że to zrobię.
– Ależ ja Cię ładnie poproszę – byłam całkowicie zdecydowana. Głód głodem, ale nie traktowałam tego w taki sposób. Chciałam, po prostu chciałam, gdzieś tam wewnątrz mnie tliło się pragnienie dania czegoś co może uznasz za „ładne”.

04.08.2014

Wtedy pierwszy raz mnie uderzyłaś. Pamiętam jak walczyłam ze sobą i zesztywniałam gdy nadeszła ta chwila… Pamiętam jak wpijałam palce w kocyk rozłożony na łóżku i wszystkie jego barwy, pamiętam jak drżałam po wszystkim i jak trudno mi się prowadziło samochód. Pamiętam jak przed wejściem do naszego mieszkania uprzedzająco mówiłam Ci czego możesz się spodziewać, jakich słów, jakich ruchów i co one mogą oznaczać. Pamiętam, że czułam, że muszę otworzyć się przed Tobą do takiego stopnia w tak krótkim czasie i że mnie to nawet nie przerażało. Po prostu czułam, że tak trzeba. Pamiętasz? Zostawiłaś na mnie wtedy wypukłe ślady i pierwszy raz w życiu nie zeszły mi w ciągu kilku godzin, a na następny dzień miałam siniaki. Pierwsze w życiu siniaki, które nie znikły po kilku godzinach… Jak ja się nimi cieszyłam…

– O boziu jakie to jedno ładne i kolorowe jest… – te moje „nie lubię siniaków” chyba nie ma racji bytu.

05.08.2014

Tak, drogę można kontrolować. Faktycznie akceptacja samego siebie w tej kwestii jak i w wielu innych to podstawa. Bo przecież nie robię tym nikomu krzywdy, a przy okazji daję spełnienie Tobie i sobie jednocześnie. Czyż nie? Per aspera ad astra.

„Każdy maso kocha swoje ślady” – tak bardzo się teraz z tym zgadzam. Tak samo jak kiedyś, zgadzam się jeszcze z tym: strach to dobry argument by się ulotnić, ale ponoć to nasz wybór czy chcemy go odczuwać czy nie. Tylko trzeba się tego nauczyć. Każdy dzień uczy czegoś nowego. To ciągła nauka samego siebie i otaczających Cię ludzi.

Ah i te nasze rozmowy o tak trudnych tematach jak postrzeganie relacji… Zabawne, bo już wtedy zaczynałyśmy kończyć zdania wzajemnie. Rozmowy o dopasowaniu, o postrzeganiu klimatu i gdzie jest w tym wszystkim uległość – w głowie, a nie w portkach… Tego dnia po raz pierwszy zamrowiła mnie skóra na karku, chyba wtedy zaczynałam właśnie chcieć stałości, bycia Twoją. To wszystko było takie jak „moje”.

– To nie jest zabawne – napisałam w komentarzu dotyczącym wysłanego fragmentu tekstu „nie, nigdy w życiu”.
– Jest urocze. Mrrr.
– Nie.
– Tak.
– Jest cholernie odważne.
– I co z tego?
– I ryzykowne – pamiętam jak obawiałam się Twojej reakcji na cały tekst i jak bardzo starałam się ukryć to co chciałam przekazać. Robiłam wszystko żeby nie było czuć tego, że już chciałam być Twoja. Wstydziłam się… Ale i bałam się też, że nie będziesz mnie chcieć.
– To taka gra…
– Chociaż nie, ryzykowne nie jest.
– Która Cię podnieca.
– Bo ja mam wrażenie, że Ty i tak odczuwasz pewne rzeczy i raczej mało Cię zaskoczy.
– Ale sprawi radość.
– Ależ ja wiem jak to działa… Robię to, bo chcę ci sprawić przyjemność – słyszała za każdym razem. Dziwne, bo ona sama miała dokładnie takie samo tłumaczenie gdyby ktokolwiek się jej zapytał dlaczego to robi, dlaczego się na to godzi, albo dlaczego tego chce – wkleiłam fragment tekstu.
– Widzisz jaką jestem inspiracją?
– To nie jest inspiracja, to są fakty, a w chwili gdy powiedziałaś „napisz opowiadanie o mnie”…
– Fakty są inspiracją do słów.
– Ja miałam wrażenie, że właśnie tego chcesz, a nie czegoś co jest fikcją, ale nie powiem abym chętnie się za to zabierała…
– Lubię jak próbujesz się droczyć.
– Nie droczę się, nie mam powodu ani potrzeby – czytając to po roku zdałam sobie sprawę, że już wtedy się oddałam, pisząc ten tekst, pisząc takie słowa jak te powyżej. – Mogę zacząć jeśli masz chęć 😀
– Sądzisz, że efekty tego spodobają Ci się? Bo mi zapewne.
– …
– Mru.
– Na odległość mi nic nie zrobisz, pamiętliwa Ty…
– Bardzo.
– Poza tym… Ty mnie nie karzesz, nawet jeśli tak o tym będziesz myślała. Ja tego tak nie odbiorę, bo nie mam podstaw by tak myśleć. Zresztą… Jak się już obedrę z warstw intymności to może zrozumiesz.
– Pewnie tak.
– Wrrr.
– ?
– Jak można odbierać komuś tak intymne myśli?
– Oddajesz je dobrowolnie.

20.08.2014

Tak… Oddałam dobrowolnie myśli, umysł, psychikę, ciało… Wpuściłam do najmroczniejszych zakamarków własnej świadomości, pozwoliłam dotykać podświadomości i pragnęłam byś znała wszystkie moje pragnienia i fantazje… Żebyś poznała wszystkie kolory mojej osoby. Otwierałam się powoli jak pączek niebieskiego kwiatka. Kwitłam oddaniem, kwitłam zaufaniem… Kwitłam spełnieniem.

Krok po kroku zmieniałam swoje postrzeganie. Otwierałam się na relację, która nie jest czystym barterem, która zawierała przyjaźń i emocje i to dużo głębsze emocje niż można sobie to wyobrazić. Dlatego zaczynałam oddawać więcej i więcej podczas zabaw klimatycznych. Pokochałam Cię do takiego stopnia, że mogę być na Ciebie zła, momentami nawet wkurzać się i ziać ogniem, a nawet nie chcieć kontaktu… A i tak życie bez Ciebie traci na barwach i robi się puste. To nie jest jakieś tam pitu pitu, po takim czasie stwierdzam, że to jest to, najprawdziwsze, tak bardzo prawdziwe, że dotyka samej istoty człowieczeństwa i sensu życia, że to nie jest tylko klimat… Że to jest właśnie to, czym jest dla mnie jest kwintesencja relacji, o której marzyłam, a której się zawsze bałam, że to jest właśnie to czym jest dla mnie głębia emocji i więzi…
„Bo cieszę się chwilami spędzanego razem czasu i wymianą, tym co Ci daję w zamian za to co otrzymuję od Ciebie”.

– Dziękuję. Teraz ja mam łzy w oczach – przeczytałam w odpowiedzi na maila z gotowym tekstem.
– Dlaczego? – odpisałam lekko wystraszona odpowiedzią.
– Dlaczego?
– Tak.
– A dlaczego nie?
– Ale tam nie ma niczego co mogłoby… Spowodować coś takiego.
– Jest.
– Niby co?
– Wszystko.
– Przepraszam…
– Dziękuję.
– Ale to nic… To i tak nie jest wszystko moja droga.
– Domyśliłam się.
– Napisałam tylko to (aż to) na co pokazanie miałam odwagę.
– Odważysz się więcej.
– Pewnie tak… Z czasem.

Słowa. Ukryty przekaz w tekście… Przypomnij sobie to co czułaś wtedy, tego dnia, kiedy to czytałaś po raz pierwszy. Czy to nie jest piękne wspomnienie?

– Się czasem tak na mnie spojrzysz, że nie wiem jak się zachować, albo co powiedzieć…
– Lubisz to czuć maleńka.
– Lubię… Ale, no właśnie zawsze jest jakieś ale.
– Sama sobie je robisz.
– Nie.
– Po co tyle komplikacji?
– Mam złe nastawienie to raz.
– Złe nastawienie do mnie?
– Nie, do tego co czuję. A dwa – jestem tchórzem i sama sobie się dziwie, że Ci to napisałam.
– To Ci postawię mur i nic nie będziesz czuć.
– Jak uważasz…
– Co czujesz, że źle się nastawiasz?
– Zagubienie to na pewno.
– Zagubienie przy mojej otwartości? To Cię dezorientuje?
– Pragnienie, ale przejdzie mi…
– Ale się go boisz. Nic Ci nie przejdzie.
– Przejdzie…
– Tego pragniesz.
– Nie jestem pewna czy zdajesz sobie sprawę z tego, czego ja pragnę.
– Czego?
– To nie jest aż tak istotne, nie jestem w stanie się przyznać.
– Jest, skoro zaczęłaś temat.
– Proszę…
– Wiesz, prosić możesz.
– Prosić mogę, wiem. Ale pisałam Ci, że pewne rzeczy nie są mi pisane.
– Więc albo dokończ temat albo go już nigdy nie zaczynaj.
– Muszę ograniczyć kontakt z Tobą.
– Tego pragniesz?
– Nie, ale dzięki temu mi przejdzie – pamiętam, że wtedy popłakałam się pierwszy raz z niemocy.
– Nie byłabym tego taka pewna.
– Ja tego nie rozumiem.
– Zrozumienie czasem przychodzi później.
– Zaczęłam umieć odróżniać chęć pod względem osoby, po tym jak mnie sprałaś drugi raz.
– To jakiś postęp.
– Nie chciałabym traktować Ciebie jak ich.
– Ja się nie dam.
– Ale ja się łapię na tym, że Twoje zdanie robi się dla mnie cholernie ważne. Przepraszam, przejdzie mi… Dlatego nie chciałam pisać opowiadania.
– I tak zrobię co chcę.
– Wiem, ale mnie jest głupio.
– Nie powinno.
– Ale jest.
– Ja już mam plan.

– Wiem co odczuwam.
– Prawidłowo odczuwasz.
– Ostatecznie ja bym mogła spróbować przestać chcieć, ale to nie jest takie proste.
– Mogę przestać, ale czy naprawdę tego chcesz?
– Nie, nie chcę.
– Więc nic się nie zmienia. Tu nie można połowicznie.
– Ale ja sobie zdaję z tego sprawę…
– Oj słodka. Poradzisz sobie.
– Z?
– Z dylematem. Nie można ciągle uciekać przed samym sobą.

27.08.2014

Przejrzałaś mnie wtedy, tak bardzo blisko podeszłaś, chciałam tego, a mimo to bałam się przyznać, że tak bardzo chciałam być Twoja. Ale…

– Nie ukryjesz tego co istotne – napisałaś.

– Jestem cholernie spokojna i wiesz co? Szczęśliwa.
– Bo nie krzyczę.
– Nie. Bo nie jesteś zaskoczona.
– Dlaczego miałabym być skoro sama do tego doprowadziłam.
– Jak mogłaś?
– Bo chciałam.

Nigdy wcześniej nie czułam się tak bardzo czyjaś. To dziwne, ale nie odczuwałam czegoś takiego wcześniej, a uczucie, że mnie chcesz jest najpiękniejszym doznaniem jakie mi dałaś… A dzień później sprawiłaś, że płakałam ze szczęścia gdy przeczytałam odpowiedź w mailu dotyczącym opowiadania o króliczku. Chciałam Ci powiedzieć, ale słowa więzły mi w gardle, palce nie współpracowały z klawiaturą i z gg. Napisałam więc bajkę o małym, brązowym króliczku, któremu dałaś zielony kocyk… A później stałam się Twoja. Symbolika była i jest dla mnie bardzo ważna. Gdy patrzę na któryś z elementów, który podkreśla moją przynależność często mam łzy w oczach… Ze szczęścia.
Trzy sylaby.

DZIĘ KU JĘ.

Dziękuję za tyle wspomnień, za wsparcie, troskę i opiekę. Za plamki na ciele, za zmiany w życiu, za kwiatek na skórze i mgłę, za poświatę księżyca w pochmurne dni i noce. Dziękuję, że byłaś, że jesteś i mam nadzieję, że będziesz…
Że jeszcze długo nasze drogi się nie rozejdą. Dziękuję za światło i kolory w moim życiu. Każdego dnia dziękuję losowi, że splątały się nasze ścieżki. Każdego, nawet wtedy kiedy się spieramy i kłócimy. Każdego dnia dotykam króliczka na szyi, znaku nieskończoności na zielonym sznureczku… Każdego dnia dziękuję, że mam Ciebie.