Karola delikatnie zamknęła drzwi od sali za sobą. Na korytarzu panowała nieskazitelna cisza. Dziewczęta stały nieopodal wejścia do auli, wszystkie oczy były utkwione w drobnej blondynce, która wyszła ostatnia z pomieszczenia.
– No co się gapicie? – rzuciła oschle. Po tych słowach korytarz zrobił się raptownie pusty.
Oparła się o ścianę, zaczęła bawić się jasnym lokiem, spojrzała na zegarek, popatrzyła na sufit… Znów spojrzała na zegarek.
– Zaraz skończy się przerwa – pomyślała i właśnie w tej chwili drzwi się otworzyły.
– Co tak długo?
– Phi – fuknęła Jola.

– Pani Jolanto – zabrzmiało z sali wykładowczej. – To nie jest pani wybór, a moja decyzja.

– O czym on mówi?
– Powiem ci, ale odejdźmy kawałek…

Szły korytarzem, dotarły do schodów, którymi chciały zejść na parter. Jola złapała Karolę za ramię na półpiętrze i oparła się o bogato zdobioną balustradę.
– To jest jakieś popierdolone miejsce.
– Zabawne, całkiem zabawne.
– Uczą uległości z książki, która ma niewiele wspólnego z uległością i dominacją. Próbują wyuczyć odruchów na bodźce bólowe tłumacząc, że tak reagują wszyscy i ty też tak musisz. Narzucają ci obraz czegoś co radykalnie różni się od tego co sama czujesz.
– Co ty opowiadasz?
– No tak.
– O czym ty mówisz, herbaty ci jakiejś dziwnej dał czy co?
– Nie. Chodzi mi o to, że narzucają nam swoje prawdy nie dbając o to czy my mamy inne zdanie na ten temat.
– Nie rozumiem.
– Bo nie czujesz klimatu, dlatego nie rozumiesz.
– Wytłumacz mi…
– Później, bo zaraz mamy kolejną lekcję pierdolenia.
– Tak. Wykład o role play.

Te zajęcia odbywały się w ogrodzie. Po obu stronach Mistrzyni stali mężczyźni w skórzanych uprzężach z ogonami i grzywami, przypominali dwa konie.

– Witam na moich zajęciach – rozległ się ciepły głos.

– Popatrz na nich – powiedziała Jola.
– No patrzę.
– Co widzisz?
– Młodych chłopców w uprzęży, którzy udają konie.
– A jak myślisz? Kręci ich to?
– Nie wiem. Nie widzę wzwodu.
– No tak, bo ta uprząż zasłania to i owo, to i nie widać… Ale jak ci się wydaje?
– Nie mam pojęcia.
– Nie czujesz ich podniecenia, bo nie widzisz ich wzwodu?
– Tak. Ani oczu bo mają klapki.

Przyjaciółki do końca lekcji już pilnie słuchały wykładu o role play, z którego dowiedziały się, że ogony wkłada się do pupy, a uszy nosi na spinkach lub na opasce. Karola zrobiła nawet notatki o kolorach misek, obróżek i ich znaczeniu.

– Kto by pomyślał, że jest tyle teorii na temat koloru głupiej miski – szepnęła Karola.
– Czerwona dla partnerki albo partnera – zaśmiała się Jola.
– Zielona dla suki lub psa.
– Różowa koniecznie w rybki dla kota… – licytowały się wracając do budynku.

Było ciepło, zdecydowanie za ciepło jak na wrześniowe południe. Wbiegły do holu i skierowały się do łazienki.

– A wy co tu robicie?
– Pracy domowej nie zrobiła… – odpowiedziała krępa dziewczyna o brązowych oczach.
– Pracy domowej? – powtórzyła Karola.
– Tak. Mistrz od ćwiczeń relacji wirtualnych kazał nam film nagrać jak liżemy, całujemy lub jemy coś z muszli klozetowej – odpowiedziała drobniutka dziewczyna w okularach.
Joli otworzyła się buzia. Karola zaniemówiła.
– Ale ty tak serio?
– No tak, kazał przecież. A ja się na uległą uczę.
– A nie pomyślałaś, że szkolny kibel niekoniecznie jest czysty? – zapytała Jola.
– No nie… Jakoś nie.
– To pewnie dlatego nazywało się to pracą domową – oniemiałe wyszły z toalety.

– Wiesz co?
– Co?
– To jakiś kabaret.
– Dramat i komedia w jednym.
– To miejsce powinno mieć nazwę Bardzo Dobra Szkoła Myślenia.
– Tak… Albo Bardzo Dobrze Samodzielnie Myśleć…
– Bawiąc się w klimaty.
– I nie narzucać swojego obrazu innym, bo nie każdego jara lot śmigłowcem.
– Święte słowa, święte słowa.
– Idziemy stąd?
– Tak… Chociaż ciekawa jestem jeszcze tego przedmiotu – Karola sięgnęła po plan. – Sadyzm stosowany.
– Tak. Brzmi kusząco, ale jednak nie, wolę własne B.D.S.M. – Jola popatrzyła na Karolę. – Czy ty wiesz, że ten pajac co się na lorda stylizował nie widział różnicy między poddać się, a oddać?
– A co on Ci właściwie powiedział.
– Że tracę czas tutaj i powinnam zająć się tym, a nie tylko o tym czytać, więc wyrzucił mnie z kursu – wyszczerzyła w uśmiechu zęby. – Powiedziałam mu, że to czego uczą to nie jest to… Gdy taka jedna z drugą wyjdą poza mury tej uczelni i przekroczą magiczną granicę perwersji – zagubią się we własnych odczuciach, a oni nie uczą zdrowego podejścia gdzie się rozmawia, omawia i wiesz… Gdzie to ma ręce i nogi. Uczą poświęcenia. Wpajają im do główek, że uległa leży i pachnie i czasem nadstawi pośladek albo dwa i to jej wielkie poświęcenie. Wciskają im do główek, że nie mają prawa do emocji.
– Uhm. Wiesz co? Ja też czytałam tą książkę, ale wstyd się przyznać, że mi się podobała.
– Wcale nie. Dlaczego?
– No nie wiem… Jest tak piętnowana przez wszystkich.
– To tylko książka, która dotyka perwersji jako takiej. Ale popatrz na mnie. To co dla mnie jest normalne dla ciebie może być zboczeniem. A to co ja nazwę perwersją, ty nazwiesz chorym zwyrodnieniem.
– Masz rację. To Bardzo dobra szkoła myślenia.
– Kiedy któraś z nich się przejedzie, nauczy się myśleć.
– To tak jak z rowerem. Nie nauczysz się jeździć jeśli się nie wywalisz.
– Ale możesz włożyć ochraniacze i złagodzić ból upadku jeśli wcześniej pomyślisz.