Ciąg dalszy kuchennych rewolucji królika.

– To ciastko jest cholernie duże – popatrzył na wyjęty z lodówki tort. – Jak mi powie, że brzydki to chyba zastrzelę – roześmiał się, pisząc do jeża. – A potem strzelę focha. O!
– Po pierwsze to tak nie powie.
– Oj wiem, żartowałem sobie.
– A po drugie, jakby tak powiedziała, to razem będziemy odpowiadali za morderstwo.
Królik się uśmiał, wziął centymetr i zaczął mierzyć. Musiał wygnieść pelerynkę tak dużą żeby okryć całość i mieć jeszcze zapas na ewentualny błąd. Stresował się przy tym bardzo.
– Nałożenie pelerynki będzie najtrudniejsze – westchnął i zaczął w łapkach międlić lukier. Urobiony kawał lukru rozwałkował. Okazało się, że te dodatkowe 250g lukru, które przezornie kupił jeż bardzo się przydało.
Pstryk – wysłał jeżowi fotkę zielonego placka.
Przełożył na ciastko. Nakrzyczał na robaka, bo się nadmiernie zainteresował falbanką.
Pstryk – wysłał jeżowi fotkę pelerynki na ciastku.
Przyciął odstające, przyklepał delikatnie lukier do boków, wygładził.
– Kurwa – sapnął, patrząc jak mu się masa załamała i powstała dziurka. – No nie ściągnę tego już – marudził. Myślał chwilę. Z odciętego kawałka wygniótł wałeczek, rozwałkował, nałożył drugą płachtę. Zrobił dziurki, które imitowały szycie nicią.
Pstryk i posłał jeżowi fotkę.
– Ja pierniczę… – dostał w odpowiedzi z kilkoma emotkami. Zaczerwienił się troszeczkę, bo dostał wirtualnego buziaka.
Zabrał się do lepienia mini Smoczycy. Ulepił kształt, wysłał zdjęcie.
– Popłacze się jak nic. Trzeba będzie nagrać.
– Jesteś za to odpowiedzialny – napisał królik i wrócił do lepienia. Lukier kleił się do futerka, co chwila mył łapki, maczał w oleju i dalej lepił. Wylepił całą Smoczycę – wysłał i wstawił tort do lodówki, żeby stężał, bo ciepło mu nie służyło. Dokończył sok marchewkowy buszując w leśnej sieci komunikacyjnej…
Potem ulepił królika, jeża i myszkę. Wymodelował 100 lat, kwiatka i wydrapał logotyp.
Pstryk i królik pokazał skończony tort jeżowi.
– Martwię się tym tortem, bo się leje od spodu trochę, a lodówkę mam już na maska ustawioną.
– Dobrze będzie, byleby góra wytrzymała.
– Jak się będzie rozpuszczał od spodu też nie będzie dobrze bo osiądzie…
– Będzie dobrze – pocieszał królika jeż.
– Prosiaczek mnie rano podwiezie pod drzewo Smoczycy.

Dzień zero.

– Czy Smoczyca już pojechała do pracy? – zapytał króliczek jeża.
– Piję kawę to chyba tak.
– Pić kawę to można i we własnej norze. Ja się trochę czaję i budzę jeszcze.
– Zapytałem się czy jest w pracy… Odpisała, że pije kawę. Zawsze z rana pije kawę w pracy, ale i w domu też 🙂 Może zadzwoń do Jaszczurki?
– Jaszczurka śpi, nie obudzę go telefonem – zmartwił się króliczek.
– Spróbuj – namawiał jeż.
Królik wziął tajemną marchewkę i wystukał numer do Jaszczurki.
– Na olbrzymie marchewki! – krzyknął. – Usłyszałem głoś Smoczycy i aż mi kolanka zmiękły. Mówiłem, że nie obudzę… Dam jakoś radę, po prostu pojadę.
– Ok.

– A w pracy Ci już ktoś życzenia złożył Perełko Zielona? – knuł królik straszliwie, łasił się obleśnie, próbował wyłudzić informację.
– Nie wiedzą – odpisała Smoczyca, a królik odetchnął z ulgą. Zapakował się z tortem na kolanach do żuka prosiaczka.

Godzinę później.

– Tort zameldowany w lodówce Smoczycy.
– : * – znów się królik zarumienił.
Królik latał jak poparzony. Łóżko złożył, okno umył, pozmywał naczynka i blaty. Szykował się do podboju podłogi wraz z odkurzaczem… Ale Jaszczurek spał, zabrał się więc królik za ciche rzeczy tu coś wyciął, tam coś podkleił… Zajrzał do piekarniczka.
– O mięsko – wyciągnął foremkę z upieczonymi żeberkami jakiegoś zwierzątka i schował do lodówki. – W lodówce Smoczyca ma teraz Jengę- pomyślał króliczek z rozbawieniem malującym się na pyszczku i zabrał się za zawijanie śliwek w boczek i nabijanie ich na wykałaczki.
Smoczycowe robaki obsiadły podłogę kuchni. Smoczy robak zwisa z sufitu, Smocze robaki wszędzie.
– Ratujcie boczek!

Dwie godziny później.

– Jestem pierdoła. Kupiłem balony i nie mogę ich nadmuchać… Bo są jakieś takie popitolone.
Królik siedział ze smutną minką na kanapie, a w łapce miał zielonego balona w kształcie gąsienicy z czółkami. Zadzwonił telefon.
– No hej jeżu…
– Jadę po smoczycę. A z balonami spróbuj może pompką od kółek rowerowych?

Pięć minut później.

– Jaszczurko! Jaszczurko! Które to klucze do piwniczki?
– Nie wiem – odpowiedział Jaszczurek półprzytomny.
– Masz dziesięć minut na wstanie, inaczej zaczynam odkurzać i nie patrzę na to, że śpisz – wkurzył się uszaty. Zabrał klucze, które mogły pasować i pokicał do piwniczki.

Dziesięć minut później.

Zawiedziony nieudanym polowaniem wrócił na górę, jeszcze po nim dreszcze latały, bo przy kłódce mieszkał pająk… Taki duży był, a królik musiał. Zabrał się za odkurzanie, umył podłogę i pokicał do kuchni. Patrzy na piekarnik. Patrzy na guziczki…
– Ehhh – westchnął. – Łasi się, łasi – napisał do Smoczycy.
– Co tam?
– Łasi się. O.
– Królik czy łasiczka?
– Nie znam łasiczki. Ale ja tak praktycznie. Masz sobie piekarnik, taki jak Twój – ściemniał królik, udając że go nie ma tam gdzie był.
– A w środku mięsko.
– Damn it – pomyślał królik. – Gdzie? – udawał niewiniątko.
– Schowaj je do lodówki, bo zapomniałam wyjąc rano.
– Ja nie o Twoim.
– A o jakim?
– Ja tam nie wiem co Ty trzymasz w piekarniku.
– Żeberka.
– Teoretycznie podobnym – knuł królik.
– No i?
– I on nie ma płomyka w środku jak mój. I powiedzmy, że cem sobie w nim coś upiec.
– Jest na prondek.
– Ale… Nie umim.
– Co chcesz upiec? W jakiej temperaturze?
– Bo potrzebne mi 200 stopni, a on też ma takie dwie żaróweczki.
– U mnie to jest tak…
– Rozumiem ze ta druga się zapali? Jak się już taka temperatura zrobi.
– Pokrętło z cyferkami ustawiasz na 200. Pokrętło drugie (lewe) na wiatraczek.
– To ogarnąłem. Tylko na wiatraczek?
– Jeśli włączysz wiatraczek to się zapali jedna z dwóch lampek. Jak zgaśnie tzn. że jest 200 stopni w środku, a wiatraczek to termoobieg.
– Ale tu jest wiatraczek i wiatraczek z ząbkami.
– Wiatraczek i coś na górze to termoobieg z grzałką górną. Ja tego nie używam.
Królik był zdecydowanie antytalentem jeśli szło o kucharzenie, sam nie posiadał piekarnika na prondek to i nie potrafił go obsługiwać.
– Nie lubię tej skrzynki – zaseplenił pod noskiem.

Dziesięć minut później.

Siedział królik na krzesełku i przebierał skokami. Patrzył na lampeczkę…
– A dobry humor masz? – dopytywał, bo chciał zrobić z jeżem dowcip Smoczycy, ale nie wiedział czy to przejdzie.
– Humor mam dobry – odpowiedziała.

Piętnaście minut później.

Zadzwonił telefon.
– Idę po Nią.
– Ok idź.
Królik już kroił gruszki, już oczka i noski przyprawiał, chwilę później wyciągnął boczki z piekarnika i powpinał w gruszkowe zadki robiąc z nich jeżyki.
Stanął w oknie i stał…

Ciąg dalszy nastąpi.