Jak wiele jest rzeczy, których pragniemy podświadomie? Wiele, mnóstwo, mrowie. Jak wiele z nich nas przerażają? Kilka… Ile punktów z naszej listy pragnień przerastają nasze możliwości? Nie wiem, ale dowiem się jeśli pozwolisz mi spróbować. Dopiero wtedy będę wiedziała czy do danego marzenia dorosłam na tyle, by stawić czoło własnym lękom, by zrobić krok dalej… Dopiero wtedy przekonam się jak wiele siły to wymaga, jak wiele odwagi, jak ogromną ilością zaufania musiałabym obdarzyć Ciebie…

Fantazje są jak ziarenka. Kiełkują w Tobie, we mnie, w nas. Umiejętnie pielęgnowane rozwijają się, zakwitają głębokim pragnieniem, a gdy nadchodzi odpowiedni czas dojrzewają. Rodzi się wtedy piękny owoc – nagroda, spełnieniem zwana.

Ty znasz moje ziarenka, to jedno, szczególne, na którego samą myśl wilgotniałam, na którego wspomnienie sztywniałam, które oplatało mnie sieci strachem… Lina, las i ból. Unieruchomienie i odczuwanie bólu było dla mnie czymś bardzo trudnym, utrata możliwości reagowania napełniała mnie trwogą, lękiem, a nawet paniką. Wiedziałaś o tym… Tyle razy próbowałyśmy… Tyle razy musiałyśmy przerwać. Zawsze wtedy byłam na siebie zła. Nie dlatego, że się poddałam, ale dlatego, że chciałam to przeżyć, a nie potrafiłam opanować swojego lęku. W pewnym momencie przestałam upierać się, że kiedyś musi się udać, zaakceptowałam fakt, że aby ból był przyjemny nie mogę być unieruchomiona w żaden sposób. Przestałam o tym myśleć w kategoriach „może kiedyś”, zaczęłam natomiast postrzegać moją największą fantazję jako coś poza granicami mojej wytrzymałości i możliwości.

****

Nakręcona chodziłam od wczoraj, a zapach lasu, trawy i lekki ciepły wiatr muskający skórę, nakręcał mnie jeszcze bardziej. Widok dzień wcześniej oskubanych patyków, doprowadzał krew w żyłach do wrzenia.
Jak zwykle mój wzrok, mowa ciała i pewnie kilka innych szczegółów mówiło „tak, weź, zbij, zadaj mi ból, błagam”. Przestałam kontrolować te reakcje w Jej towarzystwie, bo obie stawiamy na impuls chwili…
– Ale cię zwiążę – powiedziała.
Nie mam pojęcia jak wyglądała moja reakcja, ale pewna jestem tego co poczułam. Wielkie ciepło wlało się w moje ciało, zalało kręgosłup aż się wyprostowałam. Moje oczy pewnie zrobiły się duże i błyszczące. Chciałam… I po raz pierwszy przy tej propozycji nie poczułam przerażenia.
Szybko i zwinnie oplotła moje nadgarstki zieloną liną, patrzyłam jak przekłada linę, byłam spokojna.
Lekkie uczucie strachu poczułam w chwili gdy dłonie uniosły się nad głowę.
– Boję się – szepnęłam.
Jej oczy błyszczały, musnęła mnie dłonią po pośladku. Uspokoiłam się. Pozycja przypominała tę z małych kroków, gdy uwiązała dla mnie pętlę bym mogła wsunąć w nią dłonie i się złapać. Wtedy miałam możliwość uwolnienia się, teraz nie.
Machnęła brzozą gdzieś za mną, świst wywołał reakcję, taką typową dla mnie. Już drżałam, już płonęłam pragnieniem. Pierwszy raz nie pomyślałam o zderzeniu fantazji z rzeczywistością i o tym, że nie mam jak uciec. Pierwszy raz… Do tego potrzebne jest innego rodzaju zaufanie, zupełnie inne porozumienie, inne myśli…
Pierwsze sztuki były delikatne, badała reakcje, a ja mogłam się oswoić z sytuacją, którą znam, ale na innych warunkach. Kolejne razy już niosły ze sobą fale kojącej wody.

Przeżyłam.
Dojrzałam.
Zrobiłyśmy krok dalej.

P.S.
Plamki, plamki, nasze plamki.