Półtora tygodnia temu.

– Trza się ogarnąć z tym ciastkiem.
– To weź przejrzyj ofertę.
– Oki – królik przejrzał i wypisał jeżowi co potrzeba.
– Wszystko? Zamawiać? Znaczy… Już zamówione. Płacić?
– Myślę, że wszystko – podrapał się po brodzie. – Tylko mi powiedz ma lecieć do mnie czy do ciebie?
– Przyleci do mnie, do firmy.
– Rozmawiałem z konikiem wodnym, jakby co to mamy kulinarne wsparcie – klasnął w łapki zadowolony z siebie.
– Dobrałem jeszcze paczkę kleju, tak na wszelki wypadek.
– Oki. Dziękuję.
– Wszystko od niego?
– Od torta? Tak, blaty i inne pierdółki ogarnę sam. Nie będziemy mrozić truskawek przez tyle czasu w zamrażalniku przecież – uśmiechnął się do komunikatora.
– Dołożyłem na wszelki wypadek jeszcze trochę masy… Łatwiej kijek pocienkować niż go potem pogrubasić… A jak zostanie to zrobimy sobie z tego paluszki 😀
– Na na na, ale będzie fajny. Trzeba będzie w Tresko kupić chusteczki.
– Na łzy? 😀
– Tak 😀

Tydzień temu.

– Przyszły lukry. Lezą w lodówce… Tylko się zastanawiam jak to teraz logistycznie rozwiążemy.
– Dlatego nieśmiało proponowałam ci, żeby przyszło na mnie. To znaczy na adres mojej norki.
– Echh.. to następnym razem dawaj mniej nieśmiało i trzepnij mnie w łeb…
– Rozumiem, że leży u ciebie w pracy? Może leżeć to tam jakiś czas? To po weekendzie się ogarniemy.
– Do jutra z pewnością… Nie wiem jak przez weekend.
– Ok to zróbmy tak…

Knuł królik straszliwie z jeżem za łuskami smoczycy, knuł tak bardzo, że aż futro mu płowiało.

– Damy radę, powiesz mi gdzie i pojadę tam w dniu jutrzejszym. Masz tam mój tajemny numer marchewki.

10 minut później.

– Ej, a nie masz czasem jutro spraw do załatwienia?
– Ja pierd…
– Ciiii, zjem i wyjdę.
– Kurw… Masakra.
– No już, już. Ogarnięte. Dobrze, że pamiętałem.
– Dzięki 🙂
– Dokicam w jakieś 40 minut.
– To daj znać jak miniesz tego grubego świerka, to ja wyjdę i potuptam pod dąb.

30 minut później.

– Kurna. Smoczyca skończyła wcześniej pracę.
– Jedziesz do Niej?
– Później tak, no ale nie z lukrem 😀
– To znaczy tutaj, do domu i do Niej?
– Tak.
– No to namieszałem.
– Luz, damy radę.

Królik knuł na potęgę, sprzedał Smoczycy bajkę o załatwianiu zamówienia. Fakt, faktem królik powiedział prawdę, bo i zamówienie pojechał odebrać… Ale musiał przeciągnąć Smoczycę w czasie.
Dojechał na czas pod dąb, przytulił jeża i niechętnie obrócił się na pięcie i pognał z lukrem w ząbkach w drogę powrotną.

Trzy dni temu.

Jeż do królika zadzwonił, wyłożył problem, a królik starał się doradzić. Omawiali dobre i złe strony wyboru. Jeż knuł. Królik knuł. Ściemniali współpracując dzielnie, pokonywali wzajemne wątpliwości, wymieniali się pomysłami. Och jak oni uroczo razem knuli.

Wczoraj.

Dreptał królik od rana. Kombinował, szukał i skomlił.
– Dobrze, że zabrałem Smoczycy szmatkę do wałkowania – pomyślał. Dobrze, że Smoczyca królikowi pożyczyła stolnicę… Możliwe, że się nawet nie domyśliła po co królikowi stolnica.
Wypucował królik żółtą płachtę i powiesił nad wanną. Będzie nią placek przenosić na ciasto.

– A zobacz! Dodałem tylko troszkę – wysłał jeżowi zdjęcie zabarwionego płynu, którym miał zamiar namoczyć blat.
– No. Mocne.
Po chwili pokazał jeżowi jakie ma zielone łapki.

Pół godziny później.
– Krem też robić zielony?
– No. Może leciutko zielony, tak dla różnicy?
– Tak jest proszę Pana – napisał w żartach i się uśmiechnął. Mieszał, mieszał i mieszał, aż całą ścianę zachlapał śmietaną. Wszystko było w puchu cukrowym. Królik, ściany i nawet jeden z robaków, który nieopatrznie przyszedł patrzeć…
– Hmmmm… A truskawki da się zrobić zielone? – zapytał jeż.
– Niet, chyba ze wrzucimy same ogonki 😀 – uśmiał się. – Masakra. Królik i kuchenna rewolucja – pomyślał z zawziętą miną.
– Źle to robisz – zamruczał robak. – Nic nie spada – i poszedł z zadartym ogonem.
Królik zrobił dziwną minę. Zawinął się szukając serka. Przypomniał sobie, że jeszcze leży w lodówce.
Namoczył blat, posmarował delikatnie kremem, ułożył truskawki. Pstryk. Pochwalił się jeżowi.
– Mmmmm. Bomba.
– Krzywo.
– Co krzywo?
– No leci mi na bok. Się wyrówna.

Dwie godziny później.

Pstryk. Już królik jeżowi kolejną fotkę wysyła.
– To już lukrem obłożyłeś?
– Nie. To ta masa na bazie masła. Jak stężeje będę równać.
Pstryk i kolejne zdjęcie.
– Po same łokcie mam futerko zielone- skarżył się królik. – Oby zeszło 😀
– Spróbuj sokiem z koniczyn z odrobiną nieświeżego oddechu nietoperza 😀

Ciąg dalszy nastąpi.