– Masz 30 minut na przykicanie – zobaczył na marchewkowym telefonie. Zrobił dziwną minę, napuszył się i wyskoczył z norki tak jak stał.
Dotarł do legowiska Smoczycy kilka sekund po Niej i jeżu.
Jeż stał w przednorzu, ale jakiś taki cichy, siakiś taki niejeżowy. Królik się zestresował, chciał przytulić jeża, ale bał się, że ten na niego nawarczy.
– Królik odgrzeje pierogi, królik króluje przy zlewie – padło polecenie. Królik coś czuł noskiem. Drżał wewnątrz, coś było nie tak, a że nie wiedział o co chodzi to się zaczął stresować. Uszy mu drgały, ogonek się trząsł, a z łapek naczynka wypadały.

– Jedziemy na wycieczkę rowerową – zarządziła Smoczyca.
Królik spojrzał na skoki okryte klapkami i zmarszczył nosek. Po chwili przypomniał sobie, że spodenki też takie jakieś ograniczające ruchy.
– Gdybym wiedział… – urwał, wyczuwając burzę emocji w powietrzu. – Ubrałbym się inaczej…

Królik już przebrany, ledwo zadek wcisnął w leginsy, które pożyczyła mu Smoczyca. Różowe skarpetki waliły po oczach, ale grały z koszulką… Tylko te sandałki. Królik się śmiał, żartował sobie z siebie. Fałdkę sadełka zakrywał bluzeczką, ciągając ją w dół.

I pojechali.
Królikowi ledwo się tyłek na siodełku mieścił. Jeż twardo jechał, machając łapkami i wsłuchując się w dźwięki płynące z przerzutek. Smoczyca prowadziła, zwierzyniec w znacznej odległości troszcząc się wzajemnie o siebie i pilnując, gonił smoczy ogon.

Dojechali nad stawik, usiedli na piasku. Rozmawiali o tym jak z pozoru błahe rzeczy, które robi się wspólnie mogą poprawić innym humor i rozwiać burzowe chmurki. Słonko przygrzewało po łuskach, igłach i futerku, aż smoczyca wstała i odeszła na chwilę. Królik z jeżem próbowali kaczki puszczać na wodzie kamykami. Opowiadali sobie kawały, śmiali się, trochę wspominali, trochę planowali.
Pisk królika obudził wszystkie komary w pobliżu, patrzył on jak Smoczyca dumnie idzie z metrową pokrzywą dzierżoną przez niebieską szmatkę. Smoczyca szła i szeroko się uśmiechała, a królik piszczał i przebierał łapkami. Chwilowy szok i królik spieprza, wygina puchate ciałko i unika razów pokrzywą, ale morda mu się cieszy.
Jeż natomiast się nadstawia, królik później też…
Jeżowa skórka na pleckach cała pokryta plamkami od poparzenia pokrzywą, a królik patrzył i zazdrościł bo u królika było tylko zaczerwienione. Królikowi Smoczyca listki za koszulkę wepchała i wtarła. Królik odpłynął…
– Jeszcze – wysapał… – jakby tak bez futerka i okryć wierzchnich, a tak przywiązać do palika i pac, pac pokrzywami? – królik się rozmarzył, królik się rozdygotał…
A potem przyszedł pan podlewać kwiatki i skończyły się harce z kwiatkami.
Jeszcze później przyszedł inny pan z trójką czworonogów, które latały jak opętane po piasku rozbryzgując go na wszystkie strony. Jeż w piaskowym błotku, królik w piaskowym błotku…
– A mnie to psy lubią – powiedziała Smoczyca.
– Suki też – powiedział królik, głaszcząc sześciomiesięczną Kajkę utytłaną w piasku.

Już wracali w lepszych humorach. Smoczyca królikowi rower zamieniła na taki z szerszym siodełkiem co by królik pokrzywę na tyłku czuł lepiej. Zdrowa, ekologiczna i taka milusia… Kłuła w zadek, ale królik nie narzekał.
Dojechali do legowiska Smoczycy, zjedli trochę ciasta z jagodami popijając je mlekiem i rozeszli się do swoich norek z uśmiechami na pyszczkach.