Kicał dookoła drzewa dokładnie je oglądając. Zatrzymał się, przywarł uchem do kory i delikatnie zapukał.
– Wiórko! Jesteś w domu? – zadarł pyszczek tak bardzo, że uszami gilał się w ogonek.
– Co tam! – krzyknęła z dziupli wystawiając uszy zakończone pędzelkami.
– Potrzebna mi jesteś, muszę cię wykorzystać – odpowiedział, pokazując orzecha laskowego w łapce.
Wiewiórka wyłoniła się z dziupli, zbiegła kawałek po konarze. Zatrzymała się i podrygując nerwowo ogonkiem zapytała.
– Wytłumacz mi dokładnie, do czego jestem potrzebna? – przechyliła łepek zaciekawiona.
– Potrzebuję porozmawiać o kwiatkach. O równowadze. Dlatego przychodzę do Ciebie, a nie jakieś tam pitu pitu i gdybanie co by było gdyby zrzucić nawóz na marchewki i czy ciasto później będzie miało posmak nawozu.
– Jasne.
– Mam w ogródku kwiatki, ale one umierają i nie wiem dlaczego.
Zbiegła z poważną miną na ziemię, zwinęła się w kłębek na korzeniu na przeciwko królika. Zaczęła intensywnie dumać nad kwestiami ogrodnictwa i o tym, jak orzeszki przełożyć na kwiatki oraz, czy wszystko da się tak przetłumaczyć, nie gubiąc sensu.
– Wytłumaczyłabym to na orzechach… – zaczęła. – I ich rozdzielaniu, że sprawiedliwie to nie zawsze równo, a równo to nie zawsze sprawiedliwe, bo każdy ma inną potrzebę spożywania orzechów.
– No tak… Ale kwiatki nie jedzą orzechów.
– Ale zupełnie serio, nie ma jednej tabelki na dbanie o kwiaty czy rozdzielanie orzechów, trzeba wiedzieć, kto ma jakie potrzeby.
– No ale to różne kwiatki, one nie mówią czego potrzebują, one po prostu umierają, a ty nie wiesz dlaczego… Odkrywasz błąd jak już jest za późno.
– Wiesz króliczku, kiedyś straciłam swoje domowe drzewko, bo je przelałam i przestawiłam, mimo że chciałam dobrze. Po prostu nie znałam „potrzeb” tego drzewka. Do tego dochodzi jeszcze to, że nie każdy ma łapki do kwiatków.
– Tak… Tu mi kwiatki umierają w ogródku, a kaktus na parapecie potrafi zakwitnąć dwa razy do roku, mimo że rzadko daje mu pić. Widocznie trafiam w jego potrzeby.
– Każdy ma swoje kwiatki. Czasami ciężko jest dobrać odpowiednie gatunki sadzając je w jednym ogródku.
Wiewiórka podeszła do Królika bliżej, może nawet za blisko, zupełnie cichutko dodała cicho: – Niektóre kwiatki są jedno sezonowe, inne wieloletnie, nie jestem jakimś genialnym ogrodnikiem. Orzeszki to orzeszki, ale każdy ma swoją wizję ogrodu, tak? – Jakby sama odpowiadała sobie na pytanie. – I może od ustalenia wizji na ogród trzeba zaczynać? – zasugerowała. – Niektóre kwiaty nie rosną obok siebie, inne za to sobie pomagają, bo odstraszają np. owady, które innym roślinom szkodzą.
– To byłby piękny ogródek… Taki gdzie wszystko rośnie i kwitnie. Gdzie nie pojawiają się mszyce…
– Ale żeby kwitło, wpierw trzeba włożyć w to odpowiednią ilość pracy, nawozić, podlewać regularnie oraz doglądać, a jak się pojawią mszyce to trzeba reagować.
– I wszystko w zgodzie na zapotrzebowanie nawozu, wody i promieni słonecznych?
– Tak. Wszystko rozbija się o chęci, możliwości i predyspozycje.
– Kwiatki. Pragnienia, potrzeby i marzenia są też jak te kwiatki – popatrzył na kępkę Przylaszczki. – Jedne więdną bez podlewania, aż w końcu usychają z pragnienia, inne rozkwitają marzeniami łaknąc promieni słońca, a umierają w cieniu… Pozostałe będą potrzebować ciepła żeby zakwitnąć. Potrzebna jest równowaga by wszystkie przeżyły. Ale równowaga nie oznacza sprawiedliwego dzielenia ilości konewek i nawozu. Rozumiem.
I siedzieli wpatrzeni w kępę Przylaszczki. Wiewiórka zajadała się orzeszkami, a królik marchewkami, bo każde z nich inne rzeczy jadło i innych rzeczy potrzebowało.

Specjalne pozdrowienia dla Tej co ma pędzelki na uszach.