Smoczyca i królik siedzieli na czubku potężnego dębu i obserwowali zachodzące słońce.
– Chyba idzie burza – powiedział króliczek, odwracając się za siebie.
– To nie burza – odpowiedziała Smoczyca, strosząc łuski.
– Widziałaś te chmury?
– To nie chmury.
– A co? – zainteresował się króliczek, śmiesznie przy tym podskakując na gałęzi.
– Nie bujaj, bo spadniesz.
– Dobrze, ale powiedz mi, powiedz – wpatrywał się w Nią swoimi wielkimi, orzechowymi oczami i podrygiwał ogonkiem. – Prossszzzę – wyszczerzył ząbki, zabawnie ruszając noskiem.
– To szarańcza.
– Szarańcza?
– Tak – ziewnęła Smoczyca. – Raz na jakiś czas wyłazi to to z zakamarków.
– Jaka szarańcza?
Ale odpowiedzi już nie usłyszał. Plaga szarańczy nadciągnęła już nad miejski las.
– Mnie wybierz, mnie – usłyszeli.
– O moja pani, wyświadcz mi łaskę… – przemknęło obok.
– Zrobię wszystko – pisnęło gdzieś z boku.
– Przyjmij mnie na niewolnika! – krzyczało coś nieznośnie cienko.
– Jestem najlepszy, wybierz mnie!
– Będę czesał twoje futerko!
– Będę czyścił twe łuski!
– O bogini wielka, będę czcił twój ogon – królik się zjeżył. Smoczyca ziewnęła. Króliczek przerażony zaistniałą sytuacją przylgnął do chłodnego boku Smoczycy.
– Ejjj – szepnął do Smoczycy. – Wyobrażasz sobie? Wziąć ich wszystkich i zaprząc do bryczki. Latałbym u Twego boku. – Rozpromienił się.
– Chyba w marzeniach sennych – kłapnęła pyskiem.
– No, ale popatrz. To dobry moment na polowanie, a oni tak bardzo chcą.
– To na jednorazowy strzał batem, albo jedno smagnięcie ogonem.
– Dlaczego?
Smoczyca puściła odrobinę pary nozdrzami, a szarańcza odsunęła się na bezpieczną odległość.
– Widzisz? Mają słomiany zapał.
Króliczek patrzył z niedowierzaniem.
– A miało być tak fajnie… Latać miałem. – posmutniał. – Oni są trochę jak ci z The Walking dead.
– Co masz na myśli?
– Myślą tylko o tym żeby zaspokoić swoje potrzeby. Żywe trupy jedzą mózgi.
– Sądzisz, że szarańcza potrzebuje naszych mózgów?
– Yyyy… Nie wiem. Przecież to fantastyka… Ale jedno się zgadza.
– Hmm?
– Głodne są, wiecznie są głodne.
Smoczyca patrzyła na króliczka co chwilę wypuszczając odrobinę pary.
– To nie pachnie, wiesz? – zmarszczył nosek króliczek.
– Dobra – przestała, a szarańcza znów zaczęła się zbliżać i skomlić. – Uciekać, kryć się, bo powłażą do majtek! – krzyknęła, śmiejąc się.
– Ale ja nie mam majtek – zaniepokoił się króliczek.