Słońce już dawno zaszło za horyzont, a na bezchmurnym niebie zaroiło się od gwiazd. Chłodny powiew powietrza prześlizgnął się po karku w miejscu, w którym skórzana obroża niedawno odgrzała swoje znamię. Kojący chłód odbił się mrowiącym dreszczem po ciele wzdłuż kręgosłupa, pieścił zmysły nienamacalnym smakiem, głaskał skórę naznaczoną… Mentalnie, przynależnością, oddaniem, pragnieniem, pożądaniem… Zapachem kawy… Naznaczoną zapachem juty.

Zeskoczyłam z podestu klatki, w kilka kroków dopadłam do furtki. Szłam zanurzona po same uszy w morzu odczuć, płynęłam endorfiną, ociekałam spełnieniem, tryskałam radością., ale twardo stawiałam krok za krokiem… Przestawałam je kontrolować, a wkrótce przestałam patrzeć pod nogi, szłam delikatnie kołysząc się na boki i nie zachowując prostej linii, płynęłam na przełaj myślom ku swej przystani.

Słodki zapach kwitnącej akacji zawirował mi w głowie, wdzierając się coraz intensywniej i głębiej przez nozdrza aż do podwzgórza, ośrodka przyjemności, mamił lepkością wyobrażonego smaku. Smakował mi, podsycał mój odlot, który odbijał się charakterystyczną mgłą w oczach. Skręciłam raptownie, wpatrując się w księżyc na niebie i wsłuchując się w spokój wewnątrz… Tylko oddech, bicie serca i ta gęsia skórka… Dreszcze targające ciałem, echo emocji, przeżywanie, wspomnienie smaku, zapachu, wspomnienie emocji.

Kwitnący czarny bez przedarł się swoją bielą kwiatostanu, swym słodkim zapachem kolejno obezwładniał zmysły. Pierwszy zwariował węch – nie dopuszczając żadnej innej nuty zapachu… Zaszumiało w głowie, a przed oczami pociemniało czułam tylko słodki smak bzów… Ciało drżało, dłonie bezwiednie szukały odciśniętych lin, pamiątki w postaci małych rowków, chropowatej powierzchni skóry.

Podniosłam ręce, wiatr prześlizgnął się po moich przedramionach. Nie było już widać śladu po splotach, ale nadal je czułam, czułam linę na sobie. Tak bardzo pragnęłam ją czuć.

Szłam, a chaotycznie stawiane kroki były coraz bardziej nierówne i chwiejne, co chwilę zatrzymywałam się by nabrać w płuca powietrze przesiąknięte słodką nutą kwiatów.

Stanęłam przed swoją klatką, nie pamiętałam żadnego szczegółu z drogi powrotnej, po prostu nic i nikogo… To nie możliwe aby miasto wymarło… Pamiętałam tylko emocje. I ich piękno.