– Budzisz we mnie demona… – napisałam, od razu prosząc by przestała.
– Demon. Uoooo.
– Są momenty, w których staję się bezwstydną… Czasami do nich docierasz, a wtedy budzi się mój demon.

Usiadłam wygodniej i zaczęłam się zastanawiać. Potoki słów same płynęły, łączyły się w jeden strumień, a ten zburzony wciągał kolejne zmysły, porywał ze sobą, dobierając reakcje i odczucia, tworząc całość. Słowa same układały się w zdania, sama myśl paliła pożądaniem, pragnieniem i żywym ogniem na policzkach. Obraz stawał się coraz wyraźniejszy, smak coraz bardziej intensywny… Zapach. Zapach jak zwykle powodował dreszcze i budził uśpionego demona.

Demonem tym jest pragnienie. To oczywiste, jednak pragnienie dość sprecyzowane…

Kobiety zawsze traktowałam jako ciało, jak obiekt wizualny, ładny, zgrabny, pełen erotyzmu… Nigdy wcześniej nie czułam pociągu do kobiety pod kątem seksualnym w żadnym stopniu. Zawsze to było podziwianie atrakcyjności na odległość i zawsze było to widać, bo odkąd pamiętam wodziłam wzrokiem za kształtami, które w moim pojęciu były idealne.

Ona też mi się podobała i w pewnym momencie zaczynała pociągać seksualnie. Z jednej strony chciałam interakcji, a z drugiej czasami sztywniałam pod Jej dłońmi.
Dużo czasu mi zajęło nauczenie się czucia czegoś więcej niż tylko kojący chłód Jej skóry. Sporej odwagi wymagało przekroczenie jakiejś tam „śmiesznej” linii na piasku, którą kiedyś sama narysowałam patykiem.

Dziś jestem jedną nogą za tą kreską, jednak boję się dopuścić do głosu swojego demona, boję się Jej reakcji i własnych pragnień… Więc uwiązałam bestię do palika, założyłam kaganiec i worek lniany na głowę, słuchawki podpięłam do iPoda i puściłam jakąś melodię sprzed lat żeby zajął się on czymś innym niż snucie fantazji. Zagłuszam… Tłumię dźwięki z zewnątrz i z wewnątrz. Dla bezpieczeństwa… By nie skrzywdzić demona, siebie, a przede wszystkim Jej.

Ale są dni, w których on szepcze mi do ucha, łechta serce, wstrzykuje pragnienie do krwi i żąda, podpowiada, czasami i wymusza.
Chce mi się… Czekać, marzyć i pragnąć, chcę trwać w oczekiwaniu, a już po odpowiednim czasu odczekaniu… Chwytać ustami wody krople, zlizywać wodne strugi… Centymetr po centymetrze… Być może w taki sposób, zostać nagrodzoną za moje zasługi. Chwycić delikatnie wargami lub zębami i musnąć końcem języka, wsłuchiwać się w słowa ciała i w ciszy… Witać się z aniołami. Dać spełnienia namiastkę, czuć powietrze przesłodzone feromonami… Dać dobre wspomnienie i uśmiechu garstkę. Wtulić się policzkiem w skórę, popatrzeć w górę… Poczuć to, zobaczyć to. Dać się otulić, puścić wodzę fantazji…

Nie. Demon nie cierpi, nie pozwalam mu czuć smutku, czasami rzucam i karmię ochłapem słów lub emocji, czasami przytulam by nie czuł się samotny… Spuszczam ze smyczy w snach, wtedy w podziękowaniu bajki mi przynosi, łasi się i łasi… Śliną paskudzi piżamkę.

Dziś też mi coś przyniósł.
Szłam po łące, mokra trawa łaskotała w bose stopy. W powietrzu unosił się słodki zapach bzu. Szurałam stopami w wilgotnej trawie, a między stopami miałam zwierzątko. Małego, brązowego króliczka, który biegł za mną, pociesznie przeskakując kępki trawy. Zatrzymałam się, a on przykleił się mokrym futrem do mojej stopy. Obudziłam się. Była 3 w nocy.