Królik to zwierze leniwe, tylko siedziałby na kocyku, pił sok marchwiowy i palił głupa.
Spotkał się raz z surykatką, a ta wyciągnęła go na spacer… Chciał, nie żeby nie. Oczywiście, że chciał. Królik lubił spędzać czas ze zwierzątkami, które lubił – to normalne.

****

Siedział któregoś dnia przed swoim szkiełkiem, oknem do wirtualnego świata, przeglądał sobie fetyszowe forum*. W pewnej chwili dostał prywatną wiadomość od surykatki.

– Proszę, już nie… – przeczytał na głos temat wiadomości i przetarł oczka ze zdumienia, z duszą na ramieniu kliknął w temat.
Dwa zdania, w których surykatka prosiła o litość rozbawiły króliczka do łez. Chodziło o częstotliwość publikowania jego bajek. Surykatka nie nadążała z przerobieniem urobku króliczka…
– A czwarta część? Domagam się czwartej części! I tupię przy tym!
Królik się zaśmiał.
– Chcę to zobaczyć – odpowiedział z bananem na pyszczku.
– Podaj czas i miejsce, a tak tupnę, że oj!
Banan nabierał szerokości i objętości na pysku króliczka.

****

Spotkali się w centrum, tuż przy norze do szybkiego węża podziemnego.
– Pomyślałem o rzeczce. Spacer sobie zrobimy, legniemy na schodkach i wystawimy się na słonko.
– Jestem za. To nawet lepsze niż park.
I podreptali, przeciskając się przez tłum w tunelu podziemnym.
– Tu możemy zaopatrzyć się w kawę – powiedziała surykatka.
Królik zmarszczył nosek.
– Albo na górze jest druga kawiarnia, tam będzie ciszej.
– Tak, wolę ciszej – klasnął w łapki.

****

– Yyyy… Dzień dobry – powiedział z ociąganiem się króliczek. – Bo ja nigdy nie piłem kawy od was. Pan mi coś poleci.
Kos chwilę patrzył na króliczka, to na surykatkę, która już się chichrała.
– Ale to lubisz na słodko, ostro…
– Zdecydowanie na ostro – pomyślał króliczek.
– Zależy co – wyszczerzył ząbki.
– A może korzenie?
– Lubię.
– Cynamon.
– O tak, lubię cynamon.
– Mango.
– Tak chcę.
– Mały, średni, duży?
– A po co się rozdrabniać?
– No tak… Rozmiar ma znaczenie – powiedział kos z dziwnym uśmieszkiem na dziobie.
– Nie tyle o wielkość chodzi co o zawartość – powiedział króliczek. – Bo patrz, masz duży portfel… Ale co z tego skoro pusty w środku.
Surykatka pokładała się już ze śmiechu.
– Duży ptak raz – krzyknął do wróbliczek przy maszynie. – A dla pani?
– Latte z mlekiem sojowym.
– Też dużą?
Surykatka kiwnęła łebkiem.
Kos coś mamrotał pod dziobem. Królik z surykatką mieli fazę i śmiechawkę, dostali jeszcze większej głupawki gdy kos zaśpiewał:

– Będę tu przychodził częściej – odgrażał się króliczek z bananem na pysku, zabierając swojego tukana i wychodząc z surykatką z tego jakże miłego przybytku.

* pozdrowienia dla Wiewiórki.