Łaził królik po obcym lesie, za płotkiem szybki wąż syczał, a królik łaził i podziwiał.
– O kwiatek – ucieszył się, wyjął z kieszonki futerka telefon. Pstryk i wysłał zdjęcie Smoczycy.
Szedł dalej…
– Dużo kwiatków – rozpromienił się. Pstryk i znów posłał fotkę Smoczycy.
Łaził dalej, podziwiał piękno natury…
– Przynieś jutro rano pokrzywę – napisała na komunikatorze.
– … – królika zamurowało, był w stanie wyartykułować aż trzy kropki.
– Mówiłam ci – uśmiechnęła się emotką.
– Ale co takiego?
– Mój umysł jest mrrr.
Smoczyca zaczynała mruczeć, królik się zastanawiał…
– No ale to ja mam poryty mózg – myślał.
– Nie będę zdolny do współpracy rano… – zaczął. – Ja już się trzęsę.
– A czemuż to?
– Mówiłem. Przed bólem, który mnie czeka…
Mógł sobie gadać ile chciał. Smoczyca wiedziała, że króliczek miał do pokrzyw jakiś dziwny pociąg, bo przecież co sezon trajkotał o paniach z białymi kwiatkami, które chciał prosić do tańca…
– Wolałbym przeczytać: przecież będę przy tobie.
– To fakt niezaprzeczalny. Oczywisty też.
– Ale działa uspokajająco.
– Przynieś pokrzywę. Ona zadziała rozpraszająco.
– … – króliczek się najeżył.
– Nananana – śpiewała sadystycznym głosem.
– Zgłaszam sprzeciw.
– Oczywiście masz prawo.
– Nie dam się tym wysmyrać.
A guzik prawda… Wszyscy, którzy znali króliczka dobrze wiedzieli, że nie dość że da się wysmyrać to jeszcze o to smyranie poprosi.
– Wsio mnie będzie swędzieć – ciągnął dalej króliczek. – Miej Ty litość… A poza tym… To co Ty chcesz zrobić z jedną? Chyba sałatkę – roześmiał się.
– Do uszu sobie wsadzę.
– A to smoki mają uszy?
– Myśliwy ma.
– Oho – pomyślał króliczek. – Robi się groźnie…
– Mam argument, Maltanki i sok ze śliwek… I nie zawaham się go użyć.
– A nie wiesz o tym, że apetyt rośnie w miarę jedzenia? – zapytała Smoczyca, albo Myśliwy… Króliczek już nie wiedział…
– Spokojnie. Mam zapas argumentów na m.
– Hehehe – zaśmiała się.
– Maltanki zrobiły się popularne i już praktycznie wszędzie można je dostać. Dlatego ten argument słabnie na sile.
– Masz melona? Mrrrr…
– Nie.
– No to jest argument na m.
– Maltanki – to jest argument na m. Ewentualnie melon, mango, maliny… Marbuz.
– Marbuz – i znów pojawiła się emotka z szerokim uśmiechem.
– Mśliwki, mczekolada i takie tam.

Eh królik, królik. Ja ci mówię jako autor, zmień ty dilera, bo ci palma odbija.

****

Obudził się królik rano zdecydowanie za wcześnie i zmarszczył nosek.
Szybko wylizał sobie futerko, umył siekacze, nakarmił robaki i skoczył na pobliski targ.
– A ma pan szpinak? – zapytał Miśka, Misiek prowadził stragan z warzywami, nawet na szyldzie miał napisane „u Miśka”.
– Nooo mam, a bo co.
– Potrzebny mi kierowniku – królik Miśka lubił, on zawsze jak coś było nie teges od razu sugerował, że nie będzie to to smakowało króliczkowi, a i jajka od kur z poza lasu miał, takie podwójne… I zawsze obesrane.
– A gdzie leży? – głupi królik nie wiedział jak wygląda szpinak, widział te listki, a i owszem, ale obstawiał, że to jakaś sałata. Za to szczaw umiał rozpoznać… I kwiaty z daleka, które trza omijać bo parzą.

A propos kwiatków.
– Przynieś pokrzywę – wspominał. – Pokrzywę… Znaczy sztuk raz. Łatwiej będzie znaleźć.
Szukał i szukał… Dalej szukał. Nie uświadczył.
– Las, kuźwa go mać, a nie ma ani jednej pokrzywy. Nawet pół nie ma – zdenerwował się, czas mu się kończył. Aż tu nagle… Jest. Jedna, całkiem wyrośnięta, bez kwiatostanu znaczy będzie działać.
Już królik podchodził, już nożyk wyciągał… Jakiś wyleniały psowaty wyłonił się zza żuka, wychylił butelczynę i oddał mocz na kwiatek.
– Oż ty cholero jedna – pomyślał króliczek i podreptał nad kanałek. Zawiódł się sromotnie… Nad kanałkiem trawa skoszona. Pokrzyw brak.
Więc wsiadł na jamnika i pojechał do Smoczycy.
– U Smoczycy w ogródku rosły – przypominał sobie.

Urwał kwiatek z kwiatkami białymi. Dał Smoczycy.
W sumie to nie wiedział po co Smoczycy jedna pokrzywa… Ale co tam, widocznie potrzebna Jej była.

Później sprawa się rozwiązała. Jeż przywiózł Smoczycy cały bukiet metrowych pokrzyw, króliczkowi zrobiło się przykro, bo zrozumiał, że te kwiatki to nie na niego są, a on tak bardzo by chciał…
– Może kiedyś – westchnął i zajął myśli czymś innym.

****

– Tak dochodzę do wniosku, że zrobiłem się głodny – powiedział jeż.
– To idź tam i powiedz am – króliczek wskazał łapką na kuchnię.
– Yyyy. E nie.
– No tak… To ryzykowne.
Poszli do kuchni. Stali nad szklanym naczynkiem, z którego pachniała golonka.
– Eee przyszedłem naskarżyć – powiedział króliczek.
Jeż się spojrzał na królika z widoczną troską w oczach.
– Głodny jestem, długo to się jeszcze będzie pichcić? – zapytał, mrużąc oczka.
– Jeszcze chwila – odpowiedziała Smoczyca, mieszając widelcami w naczynku.
– No… – obrócił się do jeża. – Przyjąłem na siebie pierwszy ogień – wyszczerzył się.

Zjedli, obejrzeli film…

– Smoczyco, a ja mam nowy argument na m. Mortadela – klasnął w łapki.
– Morx… – zaśmiał się jeż

I królik wrócił do swojej norki po wybitnie udanym dniu.

A autor bajki siedzi jak psychiczny z białymi, puchatymi uszami na głowie, które dostał od jeża.