Bzy pachniały jakby nieco intensywniej. Chwilę wcześniej padał deszcz, a mokra trawa kleiła się do futerka.
Królik siedział na pieńku nad rzeczką niedaleko krzaczka. Siedział i bazgrolił patykiem w piasku.
– Przepraszam za wczoraj – wymamrotał. – Humor mi się popsuł… Chciałem zostać sam.
– Luz – odpowiedział Rokita.
– Zachowałem się jak gbur – ściskał badylek w łapkach.
– Nie ma tematu. Ug, ug.
Obrócił się na pieńku i zaczął dziobać rokitę patykiem w owłosiony tyłek. Rokita się odwrócił. Królik wyrzucił gałązkę, rozwarł łapki…
– Cho tulamy.

****

– A w którą część tyłka? Ug. – zainteresował się.
– No… W pośladek przecież, w dolną jego część – odpowiedział królik nieco zmieszany. – Bom mały, niski znaczy się… Taki tyci tyci i nie dosięgam.
– Taki mały? Ug, ug.
– No Rokita wyższy…
– Toż jakbym Ci wsadził… Ug, ug. Kulkę pod ogon ug to by królika rozdęło… – roześmiał się.
– Ale lewą czy prawą? – prowokował śmiejąc się.
– Obie – powiedział poważnie. – I truskawkę.
– Truskawkę? – zainteresował się.
– Tak. Na deser.
– A to się tak da? Królik nie jest taki pojemny… – szybko wykalkulował.
– Oj tam, oj tam.
– Nie oj tam, tylko tak.
– To się musi zmieścić. A jak się nie zmieści to się popieści. Ug.
– Ty się Rokita prosisz – wyszczerzył ząbki. – Chędożyć ci się znowu chce.
– Nieco. Nic nowego. Ug, ug.
– Biedaczysko… Pogłaskać patykiem po rzyci?
– Królik to sam zaraz wyląduje z patykiem w rzyci, kopytem na tyłku i z kulka w zębach. Ug, ug. Rozmarzył się królik co? – pytał zadziornie.
– Ja? Spokojnie, zakaz mam.
– Jaki zakaz? – przechylił rogatą głowę na bok i zamrugał oczkami.
– Czesania futerka między łapkami pod włos.
– Zupełnie bez sensu, wbrew naturze wszystko! Ug, ug. Ale wy zboczeńcy tak już macie.
– Eee… Nie przesadzaj, tyś znów głodny. Kanapkę zjedz na kawę się umów z jako dziołcha.
– Dwie podróbki bounty zjadłem, starczy. Cocos & choco. Smakuje jak oryginał.
– Brzmi zacnie, chyba polubię inwestycję.
– Krewetki dobre.
– Nie jadam zdechłego z morza, prócz ryb, a i to też niektórych.
– Gupi królik. Mięsko dobre.
– Gupi Rokitek!
– Krówka dobra, kurka dobra, a nawet świnka dobra.
– Po czerwonym boli brzuszek – zasmucił się.
– Za to kangur niedobry. Fuj, fuj.
– Jadłeś? – zdziwił się króliczek.
– Jadłem. Słaby, twardy.
– Królika też jadłeś?
– Królika chyba nie – zamyślił się, oblizał pysk.
– Króliki muszą być paskudne w smaku, więc nic nie straciłeś.
– Kupię tuszkę – zamyślił się.
– Wrrr…
– I zeżrę króliczka.
– Okrutny sadysta! Wpierdol chcesz i prosisz się ewidentnie… Taki wpierdol po flecie.
– Zdjęcie ci prześlę.
– Czego? Fleta? A chętnie, chętnie.
– Tuszki.
– Wolę tyłek.
– Wstydzę się robić takie rzeczy.
– Kłamiesz!
– Nieprawda. Wstydzę się strasznie.
– Kłamiesz, znam się na tym.
– Nie-e. Jestem normalny.
– Nie jesteś. Masz kulki, flet i rogi.
– No mam, ale wstydzę się pokazywać.
Królik tak siedzi na pieńku i myśli, że gdyby Rokita był taki wstydzioch to by szorty na dupkę założył.
– Ueeeeeeeeee – zawodził króliczek.
– Cicho, nie narzekaj.
– A będę. Pamiętaj, że lubię samców w skarpetkach.