Z dedykacją dla jeża i jego skarpetek 😉

– Jeżu – zaczął króliczek. – Czy nie sądzisz, że w tych łuskach Smoczycy tyłek wygląda zacnie?
Jeż się nienaznaczanie zarumienił i skinął głową.
– Tak… – ciągnął króliczek, wdrapując się po korze drzewa obok jeża. – Ta kwestia nie podlega dyskusji.

****

– A jeż może mi pomóc? – zapytała Smoczyca.
– Nie – warknął w żartach króliczek. – Napisałaś, że sama zrobisz – wyszczerzył ząbki.
Prowokował. Nawet sam nie wiedział jak bardzo prowokował… Cierpliwość Smoczycy nie zna granic… Chyba. Zabrała się za obieranie marchewki, chwilę później już tarła cukinię, marchew i zaczęła mruczeć coś pod nosem, jakieś klątwy pewnie rzucała na cebulę, bo właśnie cebuli nadszedł kres.
Królik pociągał nosem, zapach cebuli drażnił zmysł powonienia i wyciskał ciecz z oczu. Stał i mieszał widelcem w misce z jogurtem…
– Królik w czosnku – mamrotał pod nosem.
– E? – zainteresowała się Smoczyca.
– Cały jamnik walił czosnkem. Następnym razem albo przyniosę gotowy sos czosnkowy, albo zrobię go na miejscu – naburmuszył się.
Mała konsternacja.
– Jeżu?! Co robisz?
– Zamiatam salon.
Smoczyca spojrzała na królika, królik na Smoczycę i parsknęli śmiechem w porozumieniu. Królik zapluł sciankę, a Smoczycy łzy pociekły z oczu. Królikowi aż widelec z łapki wypadł, Smoczyca zwinęła się w kłębek zanosząc się gardłowym śmiechem. A wszystko to przez słowo, jedno słowo. Legowisko Smoczycy jak już zapewne wiecie, nie obfituje w nadmiar metrów kwadratowych…
Jeż stanął w konsternacji w przedpokoju w jednej łapce trzymając szczotkę, a w drugiej szufelkę.
– Twoje robaki narozrabiały – powiedział.

Smoczyca ma trzy robaki. Dwa czarno-białe – Polę, samiczkę, dość spokojną, ale kichającą oraz Bemola, chłopca, rozbójnika, fetyszystę. Jest jeszcze szary w prążki – Jasio, jego to prawie nie widać.

– Sierść zrzucają, fruwa to to wszędzie – tłumaczył.

Królik wepchał jeżowi widelec z odrobiną sosu do pyszczka.
– Ostrzegam, kwaśne.

Stali nad Smoczycą i patrzyli jak robi placki z cukinii. Królik się oblizywał, jeż się oblizywał, a jak nie patrzyła radośnie, ze świecącymi oczkami robili ruch łapkami jakby walili sztućcami w stół, domagając się karmy.

****

– Mmmm – mruknął króliczek.
Nie przypominał sobie, aby jadł w takiej formie marchewkę z dodatkiem czegoś zielonego, co przypominało mu ogórka. Wyrośniętego, ale jednak ogórka, a ogórki mu się dziwnie kojarzyły.
Mimo to królik mruczał, jeż się oblizywał tak bardzo, że językiem zahaczył o talerzyk i też go oblizał… Smoczyca uśmiechała się mając frajdę z dokarmiania swoich przyjaciół z lasu.

****

Jeż już powoli się zbierał do swojej norki.
– Kabaretki ma – powiedziała dumnie Smoczyca aż błysło Jej oko.
– Ja chcę zobaczyć – szepnął królik, akcentując każde słowo. – Mogę, mogę? – krzyczał do jeża schowanego za harmonijką w łazience.
– Zaczekaj – odszepnął.
Stał królik i się głupio uśmiechał, przeskakiwał z nogi na nogę.
– Już? Już? Mogę? – dopytywał grzecznie.
Harmonijka zgrzytnęła.
– Ahhhh – klasnął w łapki i podskoczył. – Jakie masz ładne skarpetki! – zachwycił się.
Patrzył, oglądał, macać chciał. Zerkając na Smoczyce niepewnie wyciągnął łapkę.
– Mrrrr – zamruczał. – Lubię samców w skarpetkach, ale częściej ich łapki zgrabniej w nich wyglądają niż moje własne – powiedział, podziwiając samonośne skarpetki jeża.