Narzekania ciąg dalszy. Tym razem będzie bez „głębokiego” wstępu, ale za to treść, może okazać się kijem w mrowisko.

Internetowi pieniacze.

Fakt bycia zaatakowanym i zwrócenie uwagi, że ktoś nie życzy sobie takiego traktowania wzbudził konsternację u jednej uległej, a jako że to była wyznawczyni kultu korony swojego D, to i wielce się oburzyła. Zabolał ją fakt nazwania rzeczy po imieniu i nie widziała początku sytuacji lub nie chciała jej zobaczyć. Zamiast tego postrzegała sprzeciw i zwrócenie uwagi (w formie grzecznej) jako zamach stanu i próbę zdyskredytowania trzymającego władzę. Pokazuje kły, warczy, rzuca się z pazurami i miota.
Takie postawy przypominają mi ujadającego małego pieska z pianą na pysku w obronie swojego właściciela z klapkami na oczach, który nie posprzątał po zrobieniu boruty. Bo mu nie wypada jako osobie D przyjąć argumentacji i przeprosić (ale ten wkurw już opisywałam). Bo to takie „nie-trudom”.

Więc rozjuszona sunia, szarżuje reagując agresją na wszystko skierowane do niego lub do niej nie ważne czy jest to zapytanie, czy wyrażenie zdania na temat głupiego zdjęcia.
To chore postępowanie.
Najzabawniejsze jest jednak to, że w moim odczuciu osoba – każda osoba, nie potrafiąca wyartykułować słowa przepraszam, to osoba która daje sobie prawo do robienia krzywdy innym, rzucania błotem i gównem na prawo i lewo i nie poczuwa się do ewentualnej winy za dramaturgię. To to samo jakby komuś wbić widelec w oko i zapytać czy smakowało.

– Ciaf, ciaf, ciaf – dała głos, mała, zbuntowana, suka rasy Chihuahua.
Biedny zwierzak ślepo podążający za swym panem nie wykazuje odrobiny własnego myślenia. A zbliżają się wakacje.

Taka osoba w moim odczuciu jest toksyczna i niegodna mojego zainteresowania… I oczywiście źle nikomu nie życzę, ale zaciekle broniące i szczekające niewiasty same przekonują się wcześniej czy później o tym jak to jest na własnej skórze. Potem jest wielki serial spod znaku wybacz mi albo mamy cię. Eee, nie moja bajka.

Kojarzycie bajkę dla dzieci 101 dalmatyńczyków? Tam była taka scena jak sznaucer miniaturka przekazując wiadomość o porwaniu szczeniąt, spada z murku szczekając.

A wszystko to, bo ciebie kocham. Po nocach szlocham…
Próby przypodobania się, zwrócenia uwagi czy sama nie wiem czego jeszcze, bo w imię czego? Najprawdziwszej głupoty czy ślepoty?

A wszystko to, oczywiście w ramach szeroko pojmowanego świata wirtualnego, jeśli już takie dziewcze wychyli nosek zza wirtualnego świata, to stoi pod ścianą i słowem się nie odezwie lub będzie omijać szerokim łukiem tych na których warkoliła przez światłowody.
Nie mówię tutaj o tym żeby od razu nieporozumienia rozwiązywać przemocą, ale jednak szczera rozmowa potrafi rozwiązywać konflikty.

Tru dom

Temat powracający wiele razy.
Kreowanie siebie jako osoby nieomylnej, bezkompromisowej, zamykanie się na krytykę (o zgrozo, ktoś ma czelność krytykować dominującego?), w chwili braku argumentacji w dyskusji, stosowanie prób manipulacji. Nie przyjmowanie rad dotyczących bezpieczeństwa, co z tego, że daną praktyką można komuś zrobić trwałą krzywdę. To jest jego zabawka, a ty się nie wtrącaj.
Wysyłanie komunikatów tekstowych w formach poleceń do osób z zadeklarowaną rolą niedominującą (również do tych, którzy są w relacjach), ale również do tych z zadeklarowaną stroną D. Brak poszanowania odczuć, preferencji, ogólna nietolerancja w stosunku do inności innych w danej grupie.

Paniczny „strach” przed podstawowymi zachowaniami dobrego wychowania, bo korona tru domina spadnie z głowy. A słowo przepraszam w dyskusji stanowi o słabości dominującej osoby.

O bosz… To traktowanie z góry innych i wywyższanie się, wynoszenie na piedestał – patrzcie jestem prze zajebisty i boski, kochajcie mnie wszyscy, a później i tak wam obrobię tyłek za waszymi plecami i kopnę w dupę.
Pozory, sztuczność, kłamstwa w żywe oczy, dwulicowość – wiem, wiem, powtarzam się.

Rzygać mi się chce na to wszystko i już teraz rozumiem, dlaczego ludzie, którzy mają faktycznie coś do powiedzenia, mają doświadczenie, siedzą w klimatycznej piaskownicy od wielu, wielu lat, siedzą cicho, pochowani gdzieś w odmętach tego czy innego portalu. Nie wypowiadają się bo i po co?
Szkoda. Merytoryczna dyskusja pogłębia świadomość dotyczącą zagrożeń i rozwija zdolności, wiedzę, a i nieraz zwiększa chęci do czegoś czego się nie zna lub czego się nigdy nie chciało/nie robiło.

Jesteś taki fajny…

…dopóki nie masz własnego zdania, a gdy ono jest odmienne od „wzorca” w danym kółku wzajemnej adoracji zostajesz wykluczony jako osoba, która ma inne poglądy, inne postrzeganie tematu i w dodatku bezczelnie o tym mówi.
Wstydź się!

Najwyższej jakości argument.

Skończ. Koniec. Prowadzisz monolog od tej chwili.
Wkurwiające, nie?
W sumie mnie to nawet bawi, jak komuś kończą się argumenty i ucieka się do takich rozwiązań, bo to tylko pokazuje jakimi wartościami człowiek się kieruje. Jak współżyje ze społeczeństwem, próbując odebrać mu prawo do odpowiedzi na potencjalny zarzut czy atak. Och siła argumentacji bywa olbrzymia i tak szybko potrafi wytrącić kogoś z równowagi. Hue, hue.

To tyle na dziś, ciąg dalszy zapewne nastąpi.
Wszelkie podobieństwo do osób lub zdarzeń jest „przypadkowe”.