– Lisek! Rusz się – krzyknęła ze srebrnego żuka Smoczyca.
Z zaskoczoną miną lis już pakował się do drugiej klasy.
– Spodziewałem się białego – powiedział.
– Biały mieszka przy legowisku – odparła Smoczyca, głaszcząc jeża po kolcach na głowie.

Jeż miał fajnego żuka, ze sporym kopem. Troszkę narowisty był, ale jeż doskonale dawał sobie radę z jego prowadzeniem. Króliczek lubił jeździć z jeżem jego żukiem, czuł się bezpiecznie, cieszył się na każde spotkanie jeża, zresztą cieszył się tak samo na myśl o każdej większej imprezie, bo lubił towarzystwo innych zwierzaków z lasu.
Dojechali szybko na miejsce. Jeszcze tylko fajka pokoju i można było wdrapywać się do legowiska Smoczycy.

****

Legowisko Smoczycy było niewielkie, nie potrzebowała Ona wiele miejsca. Gdy było ciepło, chętnie wylegiwała się na gałęziach drzewa w promieniach słonecznych.
Królik ganiał jak poparzony, kawa, herbata. Jeż mu pomagał, ciasto pokroił, ułożył ładnie na talerzyku i zaniósł na stół.
– Podział obowiązków jest taki – mówiła Smoczyca. – Ja robię ciasto i farsz, a królik lepi pierogi.
Królik klasnął w łapki widząc, że lisek przywiózł ciasto marchewkowe i sernik, wszystko własnej roboty.
– Niech pójdzie w lśniącą sierść – powiedział, patrząc z pożądaniem na kawałek ciasta. – Tyłek mam już za duży – mruknął.

Zamruczał królik z wyraźnym błogostanem na pyszczku. Kochał ciasto marchewkowe. Lisek dał mu tyle radości tym ciastem. Rozanielony, pomagał Smoczycy w odgrzewaniu pierogów i obsługiwaniu gości, a to herbata, a to kawa, a to woda jabłkowa. Uśmiechy nie schodziły gościom z pyszczków.

Rozmów nie było końca.
Lisek nawet skoki królikowi wymasował po ciężkim dniu. Królik lubi, oj lubi.
Rozpieszczali królika, królik promieniał.

****

Siedział sobie królik na kanapie, lisek głaskał go po skokach.
– Chodź, bo się rozmyślę – powiedziała Smoczyca.
Króliczek nie był pewien czy Smoczyca faktycznie czuła pragnienie.
– Plamki, plamki – pomyślał, a tęcza jeszcze bardziej podchodziła mu pod gardło. Zerwał się z kanapy, wyrywając łapki lisowi.

Futro fruwało, a królicza tęcza kipiała z małej, puchatej kulki.
Wygłodniały i spragniony, nie potrzebował wiele by fruwać.
– Daj, tylko raz.
Wtajemniczeni wiedzieli, że na „tylko raz” to się nie skończy, królik też to wiedział i bał się listków.
Futerko bardzo bolało, nie lubił, bał się. Listki cięły, listki kąsały… Ale listki zostawiały też piękne plamki.

Królicza tęcza wypłynęła uszami i ciekła jeszcze dobrą godzinę. Królik leżał, z łapkami opartymi o lisa, a lisek głaskał go po skokach.
– Jestem w raju – pomyślał króliczek pływając w tęczowej wodzie.

Później już rozeszli się do swoich domostw, jedynie lisek pojechał szybkim wężem do innego lasu.
– Szkoda, że lisek mieszka w innym lesie – pomyślał króliczek i westchnął. – Może piekłby nam częściej ciasto marchewkowe – uśmiechnął się w duchu.