– Masz zimny nosek? – zapytała Smoczyca.
– Mam, chcesz sprawdzić? – rozochocił się królik.
– Faktycznie… Zimny nosek – stwierdziła.
– Dobrze, że nie jest mokry – roześmiał się króliczek. – Zawsze jak jest mokry, to jest i gil.
– Gil? Kim jest gil?
– No z nosa mi zwisa… no gil… Normalny, klasyczny gil.
– Taki z czerwonym brzuszkiem?
– Zielonym… – zawstydził się.
– Jak ma zielony brzuszek, to muszę go poznać. Kiedy on przychodzi?
– Wtedy, kiedy produkujemy plamki…
– Aaaaa! Taki gil… Plamki są ważne, a ty przecież lubisz plamki.
Przełknął ślinę, delikatnie mgłą zaszły mu oczy, a na pyszczku zapłonęło czerwienią futerko i zakrył policzki łapkami, próbując ukryć rumieniec.
– Uhm – powiedział i wtulił się w bok Smoczycy, który pokryty był łuskami. Chwilę tak sobie leżał…

– Flaki – krzyknął radośnie. – Twoje flaki do mnie mówią!
– Głodna jestem.
Króliczek poderwał się raptownie.
– Ty zawsze jesteś głodna – spojrzała na niego krzywo.
– Może ja już pójdę… Wiesz… Marchew sama nie urośnie. Soku nie będzie.
– Źle ci tu? Siedź.
– Skoro głodna jesteś to robi się niebezpiecznie.
– Nie jem byle czego.
Odetchnął z ulgą i wyciągnął z futrzanej kieszeni telefon komórkowy.
– Halo? Czy w dzisiejsze święto można sobie zażyczyć pizzę od was? – stał chwilę, słuchał głosu sympatycznego pana. – Dobrze. To dwie, bo Smoczyca jest głodna. Tak koniecznie sosy. Obowiązkowo – podał adres, telefon i już, już miał się rozłączyć… – Ale tak na hulajnodze, bo smoczyca jest głodna i patrzy na mnie jak na potencjalny obiad… – urwał.