– W życiu mogą cię spot­kać dwa rodza­je nie­szczęścia – powiedziała, delikatnie uśmiechając się do kota. – Wiesz… To wtedy, kiedy two­je naj­większe marze­nie się nie spełni… Albo kiedy właśnie się spełniło. Moje właśnie się spełnia – posmutniała. Kot odwrócił od niej swoje złote oczy, a po chwili wstał i odszedł w stronę drzwi. Została sama. – Czas przywyknąć do samotności, czas się pogodzić z tym, że nic nie trwa wiecznie – pomyślała, pogrążając się w myślach, oczy zapiekły gorącym płynem.

– Cisza – szepnęła, sięgając po kartkę i długopis. – Cisza już mnie nie boli aż tak, to już nic nie zmienia – napisała. – Bo to może już tylko z przyzwyczajenia. Z czasem wnętrze staje się formą pustą, a ja w nim tkwię brzmiąc melancholii nutą. I czasem morze łez falami pod okiem wzbiera… – urwała w zamyśleniu patrząc na piaskowy kolor farby na ścianie. – Bo… Czasem człowiek nie te drogi wybiera – westchnęła. – Kiedy słowa gubią wartość, kiedy ucieka ci gdzieś radość, patrzysz na swe życie przez palce i nie pogrążasz się w walce, bo przecież wiesz z góry, że ją przegrasz. Brak ci spokojnej chwili i nikt ci czasu już nie umili… Pusto i tylko echo myśli niesie wspomnienia…

Już nie powstrzymywała łez…
Jej statek marzeń odpływał w nowy, ekscytujący rejs, zostawiając ją stojącą samotnie na pomoście… Wodę spowiła mgła, a żagle powoli znikały z zasięgu jej wzroku.