O zęby trzeba dbać, a u królika rosną one przez całe życie, więc w lekkim stresie poszedł królik do leśnego sadysty.
– Chłodno – pomyślał, zapinając kurteczkę i wychodząc ze sterylnie pachnącej norki.
Kicał sobie radośnie, bo na jakiś czas ma spokój, a i z Myśliwym miał się spotkać.

– Pojedziemy do Biedronki – powiedział Myśliwy.
– Fajnie – klasnął w łapki i przypiął się pasem do żuka.
Myśliwy kierował żukiem ciągając za czułki, a co jakiś czas przyciskał pancerzyk żuka, żeby szybciej szedł lub zwolnił.
– Czemu żuk nie jest zielony – zastanawiał się przez ułamek sekundy króliczek, ale już właśnie dojechali na miejsce.

U Biedronki jak to u niej, herbatka i malowanie kropek, bo kropki płowieją na pancerzyku.
– Och, przepraszam – powiedział króliczek, bo z pędzelka spadła mu farbka i poplamił Biedronce domowe ubranko.
– Nic nie szkodzi – powiedziała. – Byłam na to przygotowana.
Królik malował kropki i malował, a jak skończył usiedli w kółku i rozmawiali chwilę o wszystkim i niczym, a Biedronka dziubała się igłą w palce.
Myśliwy odszedł na chwilę, aby zadzwonić do Sowy.

****

Stanął królik jak wryty. Tak daleko za miejski las to nie pojechał nigdy. Stał i patrzył na dziuplę Sowy. Niby taka zwyczajna, niby taka normalna, a tak jakoś futro dęba stawało na samą myśl, że tam Sowa mieszka.

Sowa dziuplę swoją miała ogrodzoną.
– Och, jakie Sowa ma ładne kwiatki. Zobacz jak kwitną – powiedział z zachwytem.
– Chodź, chodź, nie bój się.
– A czego ja mam się bać – pomyślał sobie króliczek.

Weszli do dziupli, królik patrzył lekko spłoszony. – No normalna dziupla, taka jak każda inna – myślał.
Minęli drzwi, a królik oczywiście zauważył domowego robaczka. Fajny był, taki w plamki.
– Trzy takie są, ale dwa gdzieś śpią – powiedziała Sowa.
– Jak to jest cholera – zastanawiał się. – Chyba nie znam nikogo leśnego, kto nie ma robaka, albo kilku.

Herbata gorąca stała na stole, a królik grzecznie siedzi.
– No nigdy chyba taki grzeczny nie byłem – pomyślał szybko.
Wiedział, że Sowa ma poukrywane, dziwne miejsca w swojej dziupli, ale nigdy ich na własne oczy nie widział. Wkrótce potem zobaczył… I docenił ogromny wkład pracy w umeblowanie tajemniczych zakamarków. Przyglądał się każdemu meblowi, każdej ozdóbce.
– Och… – jęknął cichutko. – Taki ciepły, taki przyciągający… – złapał w łapki ustrojstwo o rozdwojonej końcówce. – Przypomina język smoka – zachichotał w duchu. – Może kiedyś Smoczyca mnie poliże takim. Hihi – rozmarzył się, wciągając subtelną nutę zapachu skóry.

Tak. Sowa ma fajną dziuplę. W ogóle Sowy są fajne.