Już powoli zapadał zmrok, ucichły ćwierkające ptaszki, a ich miejsce powoli zajmowały żaby z konikami polnymi ze swoim koncertem.
W cieple ogniska, w towarzystwie kilku innych zwierzaków z miejskiego lasu, siedział królik ogrzewając swoje zmęczone łapki po całym dniu pracy.
Ogień tańczył na gałęziach, trzaskał, a zwierzaki obracały trzymane w łapkach patyki, na których to ponabijane kiełbaski skwierczały od wysokiej temperatury.

Gdzieś tam z drugiej strony lasu…
– Mmmm – pociągnął nosem. – Ktoś robi ognisko – pomyślał i ruszył prowadzony zapachem w stronę króliczka i jego przyjaciół.
– Nie można rozpalać ognia w lesie – powiedział sam do siebie, mimowolnie oblizując przy tym pyszczek długim jęzorkiem.

Nad trawę wystawały tylko czarne uszy gościa.
– O witaj, chodź, zapraszamy – powiedział Myśliwy.
– Starczy kiełbasy dla każdego – odezwał się Jeż.
– Jak poprosisz to ktoś Ci upiecze – zaśmiała się Biedronka, której gabaryty nie pozwalały utrzymać kijka w rączkach.

Wyszedł pewny siebie z trawy. Stanął, złapał się pod boki i rzecze tak:
– Wy tu walne zgromadzenie…
– Tak – przewała mu w pół zdania Wilczyca, która zorganizowała wieczór.
– I wykroczenie popełniacie! Konklawe sobie urządzacie! Sok z marchewek popijacie… – urwał, zadzierając nosek i węsząc.
– Sokiem się nie podzielę – sapnął królik patrząc zaborczo na ostatnią butelczynę. – Kiełbasy mogę dać – uśmiechnął się.
– To wysoce nieodpowiedzialne… eee… Ognisko palić… Kiełbasę mówisz?
– Tak – i pokazuje królik na wpół uwędzoną nad ogniem kiszkę.

Szop pracz nosek oblizał. Rozejrzał się i hyc na patyk i za kiełbaskę łapie.
– Och ty! – krzyknął królik. – Sam sobie upiecz!
– A upiekę, ale żem głodny. Na głodnego piekł nie będę – odpowiedział Szop połykając ostatni kawałek kiełbasy.
– Ty parówko z biedronki, ty bąku po kanapce z jajkiem z Lidla! – krzyknął, prawie zanosząc się płaczem.
– Też cię lubię – powiedział Szop. – Dlatego upiekę teraz dwie kiełbaski.
Królik już z kijem w ręku stał, już się krzywo patrzył, prawię pianę toczył z pyszczka.
– Obie dla ciebie – dodał pośpiesznie Szop pracz i wyciągnął z kieszeni nadgryzioną kanapkę z jajkiem. – Chcesz? – zapytał podając króliczkowi.
I wszyscy wrócili do rozmów o wszystkim i o niczym. A królik siedział, wcinał kanapkę z jajkiem i dzióbał Szopa kijkiem w tyłek.