Uwaga! Będę narzekać i marudzić, ale nie na to, że za oknem pojawiają się oznaki wiosny, a razem z nią piekielne pyłki. Będę narzekać na ludzi i na ich zachowania. Uogólnię, bo przecież wszystkie te „przypadłości” występują nie tylko w naszym, wąskim, klimatycznym środowisku, ale również (o zgrozo!) możemy się natknąć na nie każdego dnia.

Zawiani.

Człowieka trzeba poznać trzy razy. Raz na osobności, drugi w towarzystwie i trzeci po alkoholu. Mówi się, że alkohol zdradza nasz charakter. Co i jak pijemy, jak się zachowujemy, w jaki sposób po alkoholu odnosimy się do innych… Osobiście stronię od alkoholu w dużych dawkach, mało pijam. Nie potrzebuję alkoholu by się dobrze bawić, a w odległej galaktyce ktoś pije do stanu nieważkości. I co z tego? W sumie nic mi do tego, póki:
– nie jest agresywny
– zachowuje się przyzwoicie (jak na warunki danego miejsca)
– nie łapie się za rzeczy, za które pod wpływem procentów łapać się nie powinien
– nie klei się do mnie i rozumie słowo „nie”

Jednak alkohol potrafi również pokazać jaki stosunek ów upity ma/może mieć do innych zgromadzonych. Wychodzi wtedy z delikwenta bestia.

Chamstwo, prostactwo, buractwo i szelest słomy w butach.

Zawartość alkoholu we krwi to jedno i często bywa objawieniem tych cech… Bywa jednak, że zupełnie trzeźwa osoba, posiadająca przysłowiowy kij w dupie zapomina o dobrym wychowaniu. Osobiście nie jestem wstanie sobie wyobrazić sytuacji gdy kogoś nadepnę (o ile nie jest to tramplingowiec) i nie przeproszę, Szturchnę, kopnę, potrącę… No ależ do cholery, machając łapą i w efekcie wytrącając komuś trunek (niechcący oczywiście), rozlewając na niego i otoczenie zawartość szkła, które z hukiem rozsypuje się po podłodze… Czuję się w obowiązku przeprosić i zaproponować jednak rekompensatę w postaci utraconego trunku. Wypadałoby to też sprzątnąć, bo przecież narozrabiałam. No tak mnie wychowano inaczej, w poszanowaniu własności innych i szacunku do innych.
Co innego gdy celowo komuś coś wylewam po złości (no ale nie przydarzyło mi się jeszcze).
Nie słysząc tego pieprzonego słowa, mam podstawy by sądzić, że:
– ta osoba nie szanuje mnie oraz mojej własności
– zrobiła to celowo, być może aby mnie upokorzyć lub ośmieszyć
– jak nic szuka guza

BHP, a raczej brak zachowania dystansu podczas obserwacji.

Tak wiem, chłosty bywają widowiskowe i osobiście (ostatnio) nie mam nic przeciwko ludziom, którzy patrzą. O ile:
– nie zakłócają mojej prywatnej przestrzeni
– nie przebywają w zasięgu przysłowiowego bata, co stanowi dla nich potencjalne źródło zagrożenia, a mnie rozprasza
– są cicho i nie ingerują w interakcję między Lady, a mną

Sama lubię patrzeć, nauczona doświadczeniem, że dwa metry to może być trochę mało gdy ktoś energicznie wiąże drugą osobę, obieram jednak strategicznie bezpieczniejszą lokalizację. Daleko poza zasięgiem Jej/Jego rąk, tak by przypadkowo nie dostać tym czy tamtym. Jestem cicho, skupiając się na tym co widzę. Swoją obecnością nie przeszkadzam osobom, które się bawią. Ewentualne pytania zadaję później, nigdy w trakcie. Jeśli ktoś bawiąc się wyrazi prośbę o poszerzenie przestrzeni, robię to.Czy to takie trudne do pojęcia?

Ale nie, trafi się fafarafa tru dom i słysząc – odsuń się, jesteś zbyt blisko i możesz oberwać – oburzony odpowie ci, że to nie twoja sprawa. W takich sytuacjach odechciewa mi się gier i zabaw. Nie ma teatrzyku. Wścibski obserwator ma jeszcze pretensje i rzuca to ja sobie pójdę. A idź z bogiem, siedź jak masz życzenie – to nie moja sprawa. Przedstawienie zakończone. Kurtyna i oklaski na stojąco poproszę.

Wiem jak istotny jest komfort przestrzeni, wiem jak istotne jest moje własne bezpieczeństwo i dlatego stosuję „BHP” nie ważne jak śmiesznie to brzmi. I wkurwia mnie, no niemiłosiernie mnie wkurwia jak ktoś pcha nos między drzwi, a framugę. Bo takim brakiem „elementarnych” podstaw psuje MI zabawę.

Dwulicowość, czyli jak wiatr zawieje. Plotki, ploteczki i ogólne pierdolenie.

Nie potrafię, nie chcę i nie potrzebuję rozumieć po ki wafel takie zjawisko się przewija, ale ludzie, którzy ślinią się do ciebie w miejscu x i obrabiają ci dupę w miejscu y z ludźmi z innej planety… Wkurwiają mnie. Powodują awersję do nawiązywania kontaktów między ludzkich. Skutecznie zniechęcają do tego by ufać ludziom… Zazdrość? Zawiść? Zamiast starać się mieć więcej… Interesowanie się każdą dupą, zamiast swoją, swoimi sprawami…

To mnie wkurwia, a Was co jeszcze wkurwia?