Jakiś czas temu nadszedł dzień, a dokładniej noc podczas której miałam sen… Niby nic specjalnego, bo przecież każdy ma sny i rzadko kiedy cokolwiek z nich pamięta. Problem w tym, że moje sny mają kolory, zapachy, dźwięki… Emocje.
Zaczęłam chcieć.
Któregoś dnia zapytałam i temat zaczął żyć własnym życiem, kilkanaście godzin przegadanych na temat znaczenia, kilka pomysłów na grafikę. Bitwa o wygląd tatuażu z moją połówką, bitwa z samą sobą i mimo to wszystko chodziłam, pytałam, prosiłam o wyceny. Kilka dni temu poszłyśmy razem do jednego z miejsc i nie wierzyłam, że tak łatwo mi to przyjdzie. Termin i pach… Byłyśmy umówione na za dwa dni.

Mój mózg informację przyjął, ale miał w poważaniu całą tę imprezę.

24 godziny przed.

Ostatni dzień, ostatnia doba…
Będąc w pracy, póki miałam co robić w ogóle o tym nie myślałam…

19 godzin przed.

Zrobiła się wolniejsza chwila, wszystko było już zrobione, a i ruchu nie było, więc leniłyśmy się z koleżanką na zmianę to jedna to druga wyciągała się na krzesełku w odmętach zaplecza. W głowie miałam pustkę, niby spokojna, ale wewnątrz zaczęło wrzeć.

– Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? – nie wiedziałam, szukałam potwierdzenia. Ostatecznie miałam zrobić sobie coś co zostanie mi na całe życie.
– Tak – odpowiedziała.
– Bo to ma dla mnie dość głębokie znaczenie – ciągnęłam temat.
– Taka jest kolej rzeczy. Po obroży jest tatuaż, on jest potwierdzeniem bardzo głębokiej przynależności. Bądź dumna bo będziesz go nosić jako pierwsza osoba.
– Ale mnie nie o to chodziło. Po prostu chciałam być pewna, że tego chcesz – próbowałam wyłudzić zdanie, które tak bardzo chciałam przeczytać.
– Wiesz jak wielkie ma to dla mnie znaczenie.

Łzy mi się zakręciły w kącikach oczu, na twarzy pojawił się uśmiech. Dziewczyna z pracy zajęta czymś w ogóle tego nie zauważyła.

– Ty mi kiedyś, na samym początku naszej znajomości wspominałaś o tym, że jednym z Twoich pragnień jest oznaczenie.
– Tak, oznaczenie jest jednym z moich największych pragnień. A gdybym nie była tego pewna, to nie pozwoliłabym Ci na taki tatuaż i czuję, że chcę abyś Ty nosiła mój znak. Oznaczam to, co moje.
– Mogę Ci to dać tylko w taki sposób, a i tak jak wiesz musiałam stoczyć wojnę – napisałam. – Twoje. I chyba to jest tak, że przypadków nie ma. Ludzkie drogi krzyżują się w jakimś celu – dodałam po chwili.
– Nie wiem czy nie ma przypadków, ale wiem, że chcę abyś zrobiła ten tatuaż. To ukoronowanie naszych emocji.
– W środku aż drżę, chyba ze strachu.
– Przed czym?
– Chyba przed nowym. Nie wiem sama. Potem jest event i muszę coś wykombinować, żeby nie było widać.
– Dlaczego?
– Bo nie robię tego na pokaz.
– Wstydzisz się folii?
– Nie.
– Ale nie robisz też tego po to aby ukrywać.
– Nie chodzi o to. Nie zamierzam się z tym obnosić, ale i tak pewnie się pochwalę.
– Ale ja zamierzam.
– …
– Duma mnie będzie rozpierać. Nie wiem czy potrafisz to zrozumieć, bo to nie jest robione na rozkaz, a z pragnienia duszy. To jest zajebiście piękne dla mnie – przeczytałam w oknie rozmowy i aż się posmarkałam. Łzy pociekły mi po policzkach. Czułam tak głęboką radość i szczęście, że byłam przekonana o tym, że nikt nie będzie wstanie mi go wyrwać.
– Wiesz, jakby mi ktoś wyskoczył z tekstem „zamierzam cię oznakować” to bym się chyba popłakała ze śmiechu. Sądzę, że gdybym nie chciała sama… To nawet jakbyś mi to Ty powiedziała puknęłabym się w czoło. I wiesz co? Cholernie się cieszę, że mogę Ci to dać – uśmiechnęłam się do telefonu.

12 godzin przed.

Powinnam już dawno leżeć i spać, ale moje myśli krążą wokół nieznanego, powiedzmy „dyskomfortu”, który poczuję za te naście godzin. Z żalem wstałam od komputera, zgasiłam lampkę przy biurku i położyłam się do łóżka.

9 godzin przed.

Przewracałam się z boku na bok, próbując mieć pustkę w głowie. Co chwila wydłużałam czas drzemki w ustawieniach telewizora.

8 godzin przed.

Wstałam. Uznałam, że noc jest jakoś podejrzanie jasna.
– Prawie pełnia – szepnęłam sama do siebie, wyglądając spod rolety i patrząc na niebo.
Ulice były puste. Kot zwinięty w kłębek pochrapywał na krześle w kuchni.
Otworzyłam drzwi od lodówki. Wyciągnęłam karton mleka, nalałam sobie do szklanki i wróciłam do pokoju.
Byłam spokojna, ale zasnąć nie mogłam.
Położyłam się, w telewizji na którymś z kanałów w stylu Discovery, leciał program o Amiszach. Usnęłam…

4 godziny przed.

Obudziłam się sama z siebie, spojrzałam na telefon. Miałam jeszcze półtorej godziny snu.
– Osz kulll… – mruknęłam do kota, który postanowił przywitać się ze mną miaucząc mi wprost do ucha. Zakryłam głowę kołdrą i przewróciłam się na drugi bok.

3 godziny przed.

Zadzwonił budzik. Podirytowana, że muszę wstać… Wstałam półprzytomna. Chłodna woda momentalnie postawiła mnie na nogi. Spakowałam się, ogarnęłam, wypiłam kawę i dwie godziny później wyszłam z domu.

1 godzina przed.

– Będę wcześniej.
– Wiedziałam – pomyślałam. – Miałam nadzieję – przyznałam się w duchu.
Bałam się. Jak zwykle kiedy pojawia się coś nowego.
Zaskakująco opanowane miałam ciało, nie drżałam, ręce mi się nie trzęsły… No może byłam ciut bledsza niż zawsze.

30 minut przed.

Stres, stres i jeszcze raz stres. Przylgnęłam do Niej…
– Nie chcę, nie potrzebuję, nie… – szepnęłam.
Wiedziała, że to tylko wyrażenie stresu… Wiedziała, że zawsze nieznanego bólu bałam się najbardziej, bo przecież chciałam, pragnęłam i ciągle trułam o tym.

15 minut przed.

Emocje wzięły górę. Popłakałam się. Tyle słyszałam o tym jak bardzo wkurwiające to uczucie, jak bardzo to boli… Nauczona doświadczeniem po piórkach miałam świadomość, że to odczuwanie dyskomfortu będzie narastać.
Nie wytrzymałam. Musiałam wyjść, bo oni dyskutowali o tym wszystkim, a ja potrzebowałam ciszy. Chociaż na chwilę… Pod pretekstem skorzystania z toalety opuściłam lokal. Wróciłam po chwili. Przez ułamek sekundy zastanawiałam się czy myślała o tym, że mogłabym stchórzyć. Przez kolejny, obserwowałam jak tatuator przenosił mój wzorek na coś przezroczystego za pomocą kalki.

Już, już…

Krótka kreska zasugerowała mi, że albo to było mega delikatne, albo w ogóle tego nie poczuję. Strach poszedł na grzyby do lasu. Kilka kolejnych i już psiknęłam kilkakrotnie, skuliłam się, ciało przestało mnie słuchać, mięśnie…

– Nigdy nie będziesz latać, jeśli będziesz zbyt przerażony wysokością – przypomniało mi się. Zaczęłam szukać rozwiązania. Próbowałam się ratować, jakkolwiek aby nie czuć tej drugiej strony bólu, to brzęczenie zaczynało mnie irytować.
– Weź się oprzyj, rozluźnij, ściągnij łopatki – powiedział. Jakby nie mógł wcześniej…
Jego rada się przydała. Jak mogłam o tym zapomnieć? I już po kilku minutach udało się, mięśnie puściły. Koncentrowałam się na utrzymaniu tego „odprężenia”. Skupiałam się na tłumieniu reakcji, bo wraz z odpuszczeniem przyszła woda…

2 godziny po.

– Ojej – szepnęłam, patrząc w lustro.
Stała, patrzyła, śmiała się oczami. Najpiękniejszy widok jaki widuję…
– Naznaczona – pomyślałam. – Na całe życie. Dla Ciebie. Twoja… – dokończyłam w myślach.

Willst du bis der Tod euch scheidet
treu ihr sein für alle Tage?